czwartek, 1 sierpnia 2013

Wyrafinowana uprzejmość

Ech... Francja-elegancja. Uprzejmość? Też. No i dużo wzajemnej intelektualnej satysfakcji. Przyjemności aż perwersyjnej. Prowadzącej niemal wprost do markiza de Sade. Przesadzam? No, może trochę. Chociaż czytanie "Złotego wieku konwersacji" (Oficyna Naukowa, 2009) momentami było bardzo perwersyjne.

(c) Akuppa / Foter / CC BY-NC-SA
Tematem tej książki jest historia życia towarzyskiego. Specyficznego życia towarzyskiego. Chodzi bowiem o Francję XVII wieku. Nie tę, którą znamy z kart podręczników do historii. Ale tę bardziej prywatną. Czy raczej publiczno-prywatną, bo mowa o pewnych intelektualnych modach, obyczajach, a nade wszystko - sposobach prowadzenia rozmowy.

>> Powstała jako rozrywka będąca celem samym w sobie, jako gra mająca służyć zabawie i wzajemnej satysfakcji, konwersacja przestrzegała surowych zasad gwarantujących jej harmonijny przebieg z udziałem całkowicie sobie równych uczestników. To były zasady jasności, umiaru, elegancji, poszanowania cudzej miłości własnej. Talent słuchania ceniono bardziej niż talent wymowy, a wyrafinowana uprzejmość hamowała wybuchy emocji i pozwalała unikać potyczek słownych.

Ech - chciałoby się rzec od razu, czytając zwłaszcza ostatnie zdanie z powyższego cytatu.

Ech - wzdycha się wielokrotnie podczas czytania tej całkiem tłuściutkiej książki (ponad 600 stron). Główny cel lektury: poznanie obyczajów i konwenansów. Konwenans zresztą to dobre słowo i jakoś łatwo go pomylić z tytułową konwersacją. Książka Craveri opisuje przecież arystokrację, co - jak słusznie tłumaczy autorka - jest w tym przypadku lekkim anachronizmem. Była bowiem szlachta. I, jeśli idzie o ścisłość, o szlacheckich konwersacjach to opowieść.

Narracja prowadzona jest tu obrazkami. Pojedyncze sceny mają być ilustracją do pewnej  całości. Głównymi bohaterkami tych opowiastek są zaś kobiety. Płeć, jak to się mówi, piękna. Piękna, ale nie słaba. Zupełnie nie. Kobiety - to one właśnie wiodły prym w świecie, który mieści się w metaforycznym tytule tej książki.

>> Markizę "bawiło wszystko" i lubiła nade wszystko żartować: śmiech, będąc pierwszą, instynktowną formą dystansu wobec świata, musiał być zbawienną terapią dla kobiety, która, jak sama przyznała, miała skłonność do pesymizmu. Począwszy od włoskich służących, których głównym zadaniem było pomysłowo zabawiać markizę i jej męża - czyż barbarzyńskie upodobanie do błaznów nie zapowiadało, jak twierdził Wolter, upodobania do teatru? - kroniki życia światowego w Rambouillet stanowią jeden ciąg żartów i ukazują, jak, mimo wyrafinowanej elegancji "decor", gusty pani domu i jej gości skłaniały się w dziedzinie rozrywki, w stronę kpiny, i mogły jeszcze zadziwiać swoją prostotą.

To w zasadzie tylko przykład. Pierwszy z brzegu. Ale jakże emblematyczny.

Bo kobiety rządziły w owym wieku.

Madame de Longueville, która przyznawała otwarcie, że "poszukiwała zawsze przyjemności we wszystkim co schlebiało jej dumie, dążąc do tego, co Szatan obiecał naszym pierwszym rodzicom: Będziecie podobni Bogu!"...

Markiza de Sable, która wyraziła swoje przywiązanie do Mademoiselle d'Angennes, oświadczając w liście, że byłaby szczęśliwa, "gdyby mogła spędzić całe swoje życie tylko z nią"...

Madame de La Sabeliere, która nie tylko entuzjazmowała się Kartezjuszem, ale również studiowała matematykę, geometrię i astronomię...

Ech.

Oficyna Naukowa, 2009
"Złoty wiek konwersacji" to wiele warstw. Ta poznawcza jest oczywiście istotna i bardzo ważna. Ale nie mniej znaczącą jest inna. Mowa o sposobie, w jaki Benedetta Craveri traktuje swoje bohaterki. Robi to z ciekawością, życzliwością, zachowując podmiotowość ich, a jednocześnie trzymając pewien dystans, który zresztą zdaje się współgrać z wyrafinowaniem tamtych czasów. Z korzyścią dla tekstu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz