sobota, 3 sierpnia 2013

Likier z malin

Iza Sowa, zastanawiając się nad charakterem bohaterki ze swojej najnowszej książki "Azyl" powiedziała coś bardzo ważnego. 


Brzmiało to tak:

>> Wiktoria godzi się na to, co ją spotkało. A spotkało ją już wiele. Miała tańczyć zawodowo w balecie. Od dzieciństwa była ściśnięta w gorsecie ćwiczeń. Nie wytrzymała jednak. Nie ma się co dziwić. Tylko nielicznym udaje się przetrwać reżim ćwiczeniowy. Tym, którzy umieją zakrzyczeć własny ból i powiedzieć "to nie jest ważne". Dla Wiktorii też przez bardzo długi czas to "nie było ważne" i dawała się krzywdzić. Ja, patrząc na nią, nie zgadzałam się na to, co ją spotykało. Choć ona sama wydaje się akceptować swój los. 

Myślę dziś o tych słowach, zbierając swoje refleksje na temat "Azylu".

Książka opowiada o Wiktorii, która - wbrew wróżbie zawartej w imieniu - nie wydaje się być wygraną osobą. Raczej coś w jej życiu trzeszczy. Pojechała do Chorwacji, do Dubrownika, z powodu męża, którego podejrzewa o coś (nie napiszę, o co, bo trochę zepsułbym poznawanie fabuły). Tam spotyka najpierw przygodnego mechanika, a potem kobietę swoich marzeń.

Tak, nie przejęzyczyłem się. ;-)

Sandra, to ta "napotkana" przez Wiktorię, jest heroską. Kimś, kto działa. Bez nadziei na zbawienie wszystkich. Jej misją jest pomoc psom. Bezdomnym.  Wyrzucanym przez ludzi po okresie zachwytów, gdy zaczynają się problemy. Ale Sandra niesie też w sobie swoją historię. Nie mniej bolesną niż los wielu zwierząt.

Iza Sowa nic nie rozstrzyga w książce. I nie podpowiada żadnych ostatecznych wniosków. "Azyl" jest pod tym względem powieścią wieloznaczną. Polemizującą z jednej strony z popularnymi i szybkimi podpowiedziami "jak żyć?", a z drugiej usiłującą jakoś jednak ogarnąć rzeczywistość, która ciągle płata figle. A bo to marzenia się nie spełniają, a jak się spełniają to już nie wtedy i nie z tym, z kim trzeba, a jeśli już z tym, z kim trzeba - to człowiek prędzej czy później zawiedzie.

"Azyl" wcale nie jest książką podnoszącą na duchu. Jest książką, która duchy pozostawia wolne. Świadczy o tym końcówka, ale nie tylko. Bohaterowie, choć uwikłani w wiele spraw, starają się zachować swoją godność. To klucz w rozumieniu tego świata. I jedna z najważniejszych wartości, która pobrzmiewa w głosie narratorki. Gdzieś niby w tle. Bo o godność - istoty żyjącej w ogóle - należy walczyć.

Znak Literanova, Kraków 2013.
Dla mnie "Azyl" to także książka o dobrej samotności. O tym, że najważniejsze rzeczy w życiu dzieją się wtedy, kiedy nie ma z nami nikogo. W praktyce oczywiście ktoś może się pojawić. Obok. Ale ciężar decyzji najpoważniejszych spoczywa na nas samych. Ze wszystkimi dobrymi i złymi konsekwencjami.

Przeczytaj także rozmowę z Izą Sową o "Azylu".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz