czwartek, 29 sierpnia 2013

Jakub Janiszewski: Kto w Polsce ma HIV? || umarła 29 kwietnia

Prawie 400 stron ma książka opisująca, bardzo rozlegle i na różnych poziomach, zjawisko HIV. Zjawisko? Tak właśnie. Bo HIV to coś więcej niż choroba. O czym bohaterowie książki Jakuba Janiszewskiego (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2013) mogliby napisać o wiele więcej niż 400 stron. O wiele więcej.


Książka jest, o czym pisze Kinga Dunin we wstępie, "próbą zrozumienia choroby, która dotyczy nie tylko organizmu, ale też umysłu". Dlatego historia HIV ma swoją specyfikę. I zahacza o uprzedzenia, dyskryminację, stygmatyzację. Jest przy tym wszystkim bardzo mocno związana ze środowiskami gejowskimi. Bo, wiadomo, kto ma HIV. W Polsce. Pedały. Hetero nie. Hetero są zdrowe od pedalskich chorób.

Jednak jedną z pierwszych bohaterek książki Janiszewskiego, obok niego samego - bo książka bardzo jest naładowana osobowością autora, jest Ania. Gdyby żyła, miałaby w tym roku 32 lata. Ale umarła 29 kwietnia 2010 roku. Na AIDS. W jednym z łódzkich szpitali.


Ania to wyraźnie nie pedał. Zresztą o seksualności na razie nie ma mowy. To jest ważne? Co innego jest ważne. Jest mianowicie wzruszająca scena przywiązania i miłości mamy, która prowadzi Janiszewskiego na grób córki, Ani, i kładzie dwie zabawki, pieska i kotka. "Córka mi przyprowadziła psa i kotka, ja się teraz nimi za nią opiekuję, więc jej tutaj takie dwa przyniosłam" - mówi mama. A Janiszewski nie wie, jak zareagować. My nie wiemy też.

Potem jest historia choroby. Przerażający zapis, w którym bezduszne procedury i realizujący je ludzie, którzy mają pomagać, mają się nijak do sytuacji. Bo tu walczą o zdrowie najbliżsi. A AIDS, bo już nie HIV, zostaje wykryty za późno. Jest też i załamanie nerwowe. I wszystko, co straszne. I co tak bardzo, powtórzmy to słowo, bo jest na miejscu, bezduszne i nieludzkie. Włącznie z obowiązkowym oświadczeniem.

Oświadczam, że zostałam poinformowana o zakażeniu, które może przenosić się drogą kontaktów seksualnych, o środkach ostrożności zapobiegających przeniesieniu tego zakażenia na inne osoby oraz o konieczności zgłoszenia się do lekarza partnera/ów seksualnych.
Ale AIDS ma swoją specyfikę. Zahacza o uprzedzenia, dyskryminację, stygmatyzację. I także o tym właśnie, poza tym, że mamy tu konkretne historię, jest książka Janiszewskiego.

Autor z każdą stroną oswaja nas i niejako siebie z tematem. Wchodzi weń powoli, delikatnie, ale nie oszczędzając brutalnych pchnięć. Ma to swój specyficzny rytm, układa się to w swoistą narrację. Bardzo dobrą. Zaskakująco dobrą jak na trudną materię, z którą przychodzi mu się mierzyć.

"Kto w Polsce ma HIV?" to niesamowicie gęsta narracja. Książka wciąga, choć często trzeba łapać oddechy. Dziennikarska w formie przekazu, a jednak przejmująca na tyle, że, jestem tego pewny, żywotność jej nie wygaśnie tak prędko.

A poza tym, jak miał rzekomo powiedzieć Juliusz Cezar, alea iacta est. HIV, tak bardzo stygmatyzowany, teraz pokazał inne oblicze.

Pytanie tylko: Kto w Polsce zechce je zobaczyć?

Czytaj także o "Fun Home".

1 komentarz:

  1. Bardzo jestem zainteresowana tą publikacją, w tym temacie niewiele się zmienia w mentalności Polaków chociażby, takie książki powinny docierać do jak najszerszych kręgów, inaczej odczarowanie tej choroby/stanu umysły nigdy nie nastąpi.

    OdpowiedzUsuń