środa, 4 września 2013

Antonio Tabucchi: Podróże i inne podróże || brooklyński most, rok 1984

Lektura "Ogrodu wieczornych mgieł" nastroiła mnie podróżniczo. I w tych klimatach pozostaję, sięgając po "Podróże i inne podróże" (Czytelnik, 2012) Antonio Tabucchiego.


Podróż to piękna metafora życia, ale niektórym naprawdę przytrafia się życie jako podróż. Czego dowodem rzeczony Tabucchi.

Najpierw jest atlas. W dzieciństwie obiekt służący do podróży w wyobraźni. I od tego - nie bądźmy zaskoczeni - zaczyna Tabucchi. Potem, jak gdyby przeskok z dzieciństwa do dorosłości był natychmiastowy, jest już pociąg do Florencji. Piza, Paryż, Madryt i okolice. Barcelona, Kreta, Kair.Nowy Jork, Meksyk, Brazylia, Kanada. I co? Myślicie, że to wszystko? A skąd. To dopiero połowa. Bo mamy jeszcze Indie, Australię, Portugalię, Mongolię...

No dobra. Ja już mam zawrót głowy. Ale nie on. Nie Tabucchi.


Autor, Toskańczyk z urodzenia, zmarły przed rokiem, nie bał się wyzwań. I nie umiał chyba trwać w miejscu. Musiał się przemieszczać. Jego opowieści z podróży są jak wspomnienia - podarte, osobne, często nie mające wiele wspólnego z tym, co się obecnie dzieje z nami w rzeczywistości. A jednak, tak działają wspomnienia, wracamy do nich, śmiejemy się na samą myśl. Albo ronimy łzę. Czasem kilka. Żeby nikt nie widział.

Tabucchi szkicuje miniatury, w których praktyczne porady ("Do Waszyngtonu z Nowego Jorku radzę jechać pociągiem") przeplatają się z różnorodnymi, często o posmaku antropologicznym, rozważaniami. Na przykład o różnych typach chili przy okazji wyprawy do Meksyku. Albo o reklamie ("autentyczność" jest w niej hasłem przewodnim) win z Portugalii.

Co ciekawe, autor tej książki wcale nie kroczy wolno. Raczej żyje w pośpiechu. Rwie strony z książek różnych autorów, by przywołać raz po raz cytaty. Omiata wzrokiem najbardziej popularne miejsca na globie ziemskim, bo zaraz jedzie dalej. Ostentacyjnie i bez sentymentu potrafi się pożegnać z Australią. Krótkim "Bye, bye". Chwila, moment, i już go nie ma.

Gdy jednak czyta się tę książkę, odnosi się wrażenie, że tu nikt nikomu tym pośpiechem krzywdy nie robi. Pośpiech jest, bo jest zachłanność egzystencji, jakby niepokój, że jeszcze tyle do zobaczenia, tyle do odwiedzenia, tyle do poznania. A czasu coraz mniej.

***

Wraz z wydawnictwem W.A.B., które opublikowało książkę, przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym do wygrania będą dwa egzemplarze "Bezcennego" Zygmunta Miłoszewskiego. Aby zdobyć jeden z nich, należy poprawnie odpowiedzieć na pytanie:

Gdzie urzędował Hans Frank jako generalny gubernator podczas drugiej wojny światowej?

Odpowiedzi należy nadsyłać pod adres: wyliczanka@yahoo.pl do poniedziałku, 9 września, do godz. 12.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz