wtorek, 17 września 2013

Joel Dicker: Prawda o sprawie Harry'ego Queberta || 700 tys, egzemplarzy

Wygląda na to, że będziemy mieć kolejny hit. Książka "Prawda o sprawie Harry'ego Queberta" (Albatros/Kuryłowicz, 2013) Joela Dickera w ciągu kilku miesięcy od premiery sprzedała się we Francji w nakładzie 700 tys. egzemplarzy, a prawa do przekładów zostały sprzedane do 30 krajów. W tym także i do Polski.


Niejaki Marcus Goldman, sławny pisarz, zapada na niemoc twórczą. Blokada przeszkadza mu w dokończeniu książki, nad którą pracuje. Nie pomaga szef wydawnictwa, który - standard! - zapowiada bolesne konsekwencje finansowe w wypadku, gdy Goldman tekstu nie dostarczy. Ale Goldman nie poddaje się tak łatwo i o pomoc zwraca się do swojego mentora i przyjaciela, pisarza Harry'ego Queberta. Ten jednak zostaje aresztowany i oskarżony o zabójstwo nastoletniej dziewczynki. Marcus staje przed nowym zadaniem. O wiele trudniejszym niż dokończenie tekstu.


Tak z grubsza rysuje się fabuła książki Dickera, która wydana po polsku liczy ponad 700 stron. I też zapowiada się, że odniesie sukces. W każdym razie liczy na to wydawca. W Krakowie, jadąc autem, widziałem ogromny billboard z reklamą książki. Joel Dicker przyjedzie także, już za tydzień, do Polski, by opowiadać o "Prawdzie..." dziennikarzom największych dzienników i magazynów.

Fenomen Dickera porównywany jest do "Millenium" Stiega Larssona. Czyta się "Prawdę..." równie gładko, chociaż jedna różnica jest zasadnicza: Larsson nie żyje, a Dicker ma zaledwie... 28 lat. Ciekawe są także inne szczegóły z jego biografii. Na przykład to, że urodził się w Szwajcarii, w Genewie, dlatego też pisze po francusku, a amerykańskie New Hempshire zna z własnego doświadczenia.
Fot. © publishingperspecitves.com
 Pisząc tę powieść, myślałem o różnych kategoriach czytelników. Myślałem o tych, którzy lubią czytać, o tych, którzy czytają wszystko i byle co, a więc książki należące do rożnych gatunków, czytają kryminały, biografie, eseje, ale też i o tych, którzy nie za bardzo lubią czytać. Chciałem spróbować napisać coś, co mogłoby przemawiać właściwie do wszystkich. Czasami mamy tendencję do wykluczania niektórych ludzi lub do tworzenia książek należących do ściśle określonej kategorii czy gatunku. Tymczasem uważam, że to trochę szkoda, gdyż w książkach piękne jest to, że potrafią łączyć i jednoczyć.
To mówi Dicker w wywiadzie i, czytając "Prawdę...", trudno się z nim nie zgodzić. Ta powieść jest jak połączenie niemal wszystkich możliwych gatunków, emocji, narracji. Jak gotowe danie, które wchłania to, co najlepsze z tradycji różnych kuchni lokalnych - bez ekstremów w postaci zbyt ostrych przypraw czy niedostępnych składników. Wątek kryminalny czy sensacyjny podany na tacy zręcznie odmalowanego tła obyczajowego; bohaterowie, z którymi możemy zestawiać się bez kompleksów; i kilka jeszcze innych czynników... Wszystko to sprawia, że książkę faktycznie czyta się bez bólu. Co więcej, w tym rozlanym szeroko świecie każdy znajdzie coś dla siebie. Niezależnie od tego, czy jest pisarzem. Czy czytelnikiem.

2 komentarze: