czwartek, 29 maja 2014

Krew, kał i sperma

Jeśli szukasz łatwych rozrywek, lepiej nie otwieraj tej strony. W przeciwnym wypadku może zrobić się nieprzyjemnie.



W nowej książce Ignacego Karpowicza, "Sońka", świat jest baśniowy. I jak na klasyczną baśń przystało - przerażający zarazem. Każde kolejne zdanie - a wśród nich tyle pięknych i pociągających - niesie zagrożenie. I przypomina o mroku. Strasznym i zupełnie nieatrakcyjnym.

Tytułowa Sońka jest sędziwą staruszką zamieszkującą od dekad gdzieś w małej wiosce na Podlasiu. Niedaleko stąd do granicy, dlatego Sońka mówiąc w swoim języku, posługuje się białoruskim.

Jest, jak to się mówi, kobietą prostą.

>> Człowiek, (...) zwykła mawiać, nie jest zrobiony z trwałego materiału, składa się z tego, co je: z mleka, mięsa i mąki, z owoców, grzybów, prosfory i soli. O tak, zwłaszcza z soli. To ona nadaje całości jakiś smak, kształt, to ona sprawia, że człowiek się nie psuje, nie gnije, tylko usycha, aż zaczyna przypominać wyleżaną w deszczu i słońcu kość.

Do wioski Sońki, przez przypadek, trafia niejaki Igor Grycowski. Psuje się mu wypasione auto i jako miastowy słabo sobie radzi na dzikim dla niego terenie. Tym bardziej, że nie może złapać zasięgu. Chcąc nie chcąc, zbliża się do kobiety. Zostaje w jej domu na te kilka chwil.

Poznajemy więc tragedię kobiety, która nie miała kompletnie szczęścia z ludźmi i w życiu. Obwiniana przez ojca o śmierć matki, przez niego wykorzystywana, tragiczne spełnienie miłosne znalazła u boku Joachima. Niemiec b był to piękny i ponętny, a przede wszystkim - w oczach Sońki - idealny do wiecznego zakochania. Z oczywistych dla Historii względów miłość ta spełnioną i szczęśliwą być nie mogła. W Sońce, ogromnie spragnionej, lecz zwykłej dziewczynie z brutalnego świata małych spraw, narastała najgroźniejsza z możliwych chorób: rezygnacja.

Ale tylko pozornie wiąże się ona ze spokojem. Rezygnacja w tym wypadku oznacza bowiem zatrzymanie. Wojna i doznane krzywdy nie opuściły bowiem ciała Sońki. Stają się one jednak karykaturą na scenie, gdzie reżyserem jest Igor. A właściwie nie Igor, ale dyskursy, polityka, idee, które przeobrażają życie, doświadczenie i wszystko, co z nimi związane, w produkt do konsumpcji. Jakby nie było już ludzi, a tylko role do odegrania.

Igor jest jednak tylko pionkiem w tej całej grze współczesności - tak jak Sońka była pionkiem w grze przeszłości. A potem w grze, której reguły wyznaczały czasy powojenne. I specyfika miejsca.

>> Krew, kał i sperma, pot, ślina i ziemia, włókna z sukienki, włosy i łzy.

WL, Kraków 2014.
Przygnębiające wnioski płyną z tej opowieści, a zwłaszcza ze sposobu, w jaki jest przytaczana. Ale powinniśmy się już nauczyć, że Karpowicz raczej nie jest radosnym piewcą rzeczywistości. Dominują gorzkie spostrzeżenia, ponura jest tu perspektywa. Wygrywa ostatecznie dwuznaczność. Najgorzej. Bo dwuznaczność to coś bardzo nieprzyjemnego w wypadku, kiedy na pierwszy rzut oka świat jawi się w czarno-białych barwach. Przez to zakwestionowanie oczywistości z mieszanymi uczuciami odkłada się "Sońkę". I z trudem, wielkim trudem, zamyka ją. W jakichkolwiek ramach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz