środa, 13 sierpnia 2014

Okiem kamery

Gdy w roku 1839 w parlamencie paryskim zaprezentowano nowe medium, chyba nie wszyscy zdawali sobie sprawę, jakie będą tego konsekwencje.

Przed epoką cyfrową każdy kadr był na wagę złota
(c) National Media Museum / Foter / No known copyright restrictions
Wynalazek niejakiego Louise'a Jacques'a Daguerre'a zrobił wrażenie. Intelektualiści musieli być jednakowoż nieco przerażeni, że Arystotelesa uwaga o osiągnięciu wszelkich ludzkich możliwości - a konkretnie o zdolności obrazowania natury - przeobraziła się w konkret. Wstrzymali też oddech malarze. Na horyzoncie pojawiła się konkurencja.

Nowe odkrycie wprowadziło zamęt. I przypomniało o konflikcie francusko-brytyjskim. Anglicy wszak będą kłócić się, że to ich rodak William Fox Talbot, który jako pierwszy w roku 1835 zatrzymał czas, jest właściwym ojcem doniosłego wynalazku. Negatywny skutek nabrał w tym wszystkim jednak nowego znaczenia. Niekoniecznie kojarzącego się z czymś złym. A to i tak dopiero był początek.

Pierwsze fotografie wzbudzać musiały dyskusje. Niewątpliwie. Przypomina o tym Wolfgang Kemp w swojej "Historii fotografii", przede wszystkim przywołując wątpliwości co do artyzmu. No bo czy fotografia to dzieło sztuki? Gdzie szukać jej na mapie twórczości? I jak ją w ogóle klasyfikować? A poza tym, czy fotografujący faktycznie przechwytuje obiektywnie rzeczywistość? W 1844 roku Henry Fox Talbot zauważał już przecież:
"Zdarza się często, że sam fotograf odkrywa później, że sfotografował wiele rzeczy, które umknęły mu w momencie fotografowania - to właśnie stanowi po części o uroku fotografii".
Wraz z fotografią ruszyła więc też historia fotografów, czyli czułych oczu, które potrafiły uchwycić obraz we właściwym momencie. Pojawiają się tu Julia Margaret Cameron, która fotografowała brytyjski Olimp intelektualny czy Peter Henry Emerson, kronikarz natury. Pojawia się (z początkiem XX wieku) też piktorializm, a wraz z opowieścią historyczną docieramy na przykład na wystawę "The Family of Man" z 1955 roku.
Universitas, Kraków 2014.

Książka Kempa to skromne, ale solidne wprowadzenie do historii fotografii - od eksperymentalnych początków po masową produkcję cyfrową. Mamy tu wszystko, co pozwoli zrozumieć rozwój medium i przybliży najważniejsze postaci z tej dziedziny. To poręczna - nie tylko ze względu na format - pozycja dla wszystkich, którzy wyszli z fascynacją obrazem poza wmontowany w swoją komórkę aparat i chcą pochylić się nad tym, jak naprawdę wyglądała droga kształtowania się tej stosunkowo nowej sztuki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz