wtorek, 26 sierpnia 2014

Spróbuj białego

O mroźnym Spitsbergenie trzeba pisać oszczędnie, ale i konkretnie. Zdania opowiadające o tym życiu muszą zacinać jak mróz, do którego wszyscy są przyzwyczajeni.

Spitsbergen - dobre miejsce do życia?
(c) Rita Willaert / Foter / Creative Commons Attribution-NonCommercial 2.0 Generic (CC BY-NC 2.0)

Żartów nie ma. Na Spitsbergenie w środku lata temperatura w porywach może osiągnąć 8 stopni na plusie. Średnia to około 5. Poza tym nie można narzekać na krótkie noce. Wręcz przeciwnie: można narzekać na długie dni. Najdłuższy z nich - tzw. dzień polarny - zaczyna się pod koniec kwietnia i kończy w sierpniu.

Nic dziwnego, że pierwsze wrażenie, jakie robi wyspa na przybyszu, to brak drzew, ani jednego kota i jakieś dziwne zakrzywienie czasu. No bo jak inaczej potraktować nieobecność nocy? Dopiero za chwilę okaże się, że natura tu po prostu inaczej działa. I tworzy niesamowite paradoksy.

>> Z jednej strony masz tu wszystko: dziką naturę na wyciągnięcie ręki, podatek dochodowy 18,5 procent, uniwersytet, Globalny Bank Nasion, hotel Radisson Blu, chór, aerobik w wodzie, festiwale, galerię sztuki, grupę cyrkową, świeże awokado i ser halloumi - mówi jedna z bohaterek książki Ilony Wiśniewskiej. By zaraz dodać: - Z drugiej strony jesteś w najdalej wysuniętym na północ miasteczku na świecie, gdzie jest ciemno przez jedną trzecią roku, prawo zabrania posiadania kotów, nie ma pająków, najwyższa roślina to dziesięciocentymetrowa trawa, warzywa kupujesz pakowane próżniowo i, o, zamiast na ławce siedzisz nad morzem na europalecie! Prawdziwy świat toto nie jest.

A jednak. Da tu się żyć. Czego dowodem nie tylko turyści, ale i obecność stała miejscowych oraz przybyszów, którzy osiedlili się na wyspie. Potężną grupę stanowią bowiem obcokrajowcy z prawie 50 krajów. Największą grupę stanowią Tajowie, potem Szwedzi, Rosjanie, Duńczycy, Niemcy, Chorwaci, Filipińczycy, Chilijczycy. Znajdzie się tu też Polka, Ilona Wiśniewska, autorka reportaży z pobytu tam właśnie zamkniętych w tomie "Białe".

>> My znalazłyśmy się - tłumaczy autorka w książce - przez przypadek i dajemy sobie prawo do samotności. Tutaj przyjaźnie zaczynają się tak szybko, jak kończą, bo prędzej czy później i tak wszyscy wyjadą.

Zanim jednak do wyjazdu dojdzie - wcale nie tak szybkiego, jakby wynikało z dramatyczności zacytowanego zdania - dokonany zostanie obchód wyspy. Bardzo szczegółowy i wręcz drobiazgowy.

Analizie zostaną poddani przede wszystkim członkowie lokalnej społeczności - obleczeni w różną, nie tylko samotniczą, motywację. Ludzie często na swój sposób, jakbyśmy to powiedzieli z pozycji ciepłego kontynentu, dziwaczni. Zawsze jednak fascynujący.

Oglądowi zostanie poddana kultura i historia wyspy. Zdarzyła się tu bowiem katastrofa lotnicza, najstraszniejsza w historii Norwegii, były tu też realizowane nieco idealistyczne, przyznajmy dziś, pomysły uprzemysławiania wyspy.

Jest tu wreszcie specyficzne prawo.

Dobrze ma się myślistwo.

I generalnie dużo się dzieje, dużo jest do obserwacji - zwłaszcza dla wrażliwego a czujnego oka.

Czarne, Wołowiec 2014.
Właścicielką tegoż jest bez wątpienia Wiśniewska, autorka stosunkowo młoda (rocznik 1981), by patrzeć na życie z entuzjazmem, a już na tyle dojrzała, by dokonywać świadomych wyborów, poszukiwać własnego miejsca i drążyć od tej strony rzeczywistość. Czuje się do niej sympatię nie tylko dlatego, że nie je mięsa i umie krok po kroku opowiedzieć o świecie, w którym człowiek nigdy nie spędził nawet kilku dni i w którym nie spędzi najprawdopodobniej nigdy nawet chwili (choć kto wie, kto wie - zwłaszcza po tej książce). "Białe" to przede wszystkim dobry tekst, pisany ręką nieco zmarzniętą, ale zawsze lekką. Garść niesamowitych obrazków. No i zaproszenie do przygody z białym. Bezpiecznej tym razem, chociaż... Kto wie, kto wie...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz