czwartek, 19 maja 2016

Już nigdy nie będzie tak źle

"Małe życie" HANYI YANAGIHARY to książka-szantaż. Albo trzeba na nią otworzyć serce, albo w ogóle nie warto zawracać sobie nią głowy. 

Fragment okładki amerykańskiego wydania "Małego życia"
Na początku wydaje się nam, że poznajemy historię czwórki przedłużających sobie młodość świetnych kumpli. Mieszkają w Nowym Jorku, są gruntownie wykształceni i na pierwszy rzut oka wydają się zakochani w życiu.
Ale to oczywiście pozory.

Kim są główni bohaterowie tej powieści?

JB próbuje sił jako artysta. Jest wrażliwy zwłaszcza na ludzkie twarze. Nie wszystko w jego karierze idzie tak, jak zaplanował, a trudny charakter mu nie pomaga. Malcolm skończył architekturę i wydaje się, że nieźle sobie radzi w życiu. Willem z kolei powoli pnie się po szczeblach kariery aktorskiej, ale niebawem będzie naprawdę sławny.

W drodze do sławy Willem szczególnie zbliży się do Jude'a. Wybitny prawnik i genialny matematyk przykuje zresztą uwagę nie tylko Willlema. Zepchnięty gdzieś na bok Jude, z czasem wychodzi na pierwszy plan. To on nas zaabsorbuje najmocniej. Na początku powoli, krok po kroku, kawałeczek po kawałeczku, potem nieco szybciej i mocniej. Czeka nas wiele szczęśliwych chwil, ale też i potworny ból.

"Małe życie" to ponad 800-stronicowy rollercoaster emocjonalny, w którym prostym językiem autorka prowadzi nas przez meandry ludzkiego życia. Niemal jak w kalejdoskopie przygląda się mu z wielu stron i pod różnym kątem, a jedyne czego od nas oczekuje to nie tyle poznanie, co otwarcie serca. Czytelnicza praca szybko okazuje się czymś więcej niż tylko prześledzeniem tej precyzyjnie skomponowanej opowieści.

Głównymi bohaterami powieści są mężczyźni. YANAGIHARA podgląda ich emocje - czyli to, z czego wyrażaniem faceci w kulturze zachodniej radzą sobie najgorzej. Konfrontując ich z trudnymi sytuacjami, prowokuje nas do przećwiczenia i na sobie empatii. Przy okazji zadaje multum istotnych pytań: o płynność granic określających naszą seksualność, o istotę przyjaźni, o znaczenie przemijania. I wiele, wiele innych.

Nie kładźcie się spać przez kilka nocy i dajcie się oszołomić "Małemu życiu". To naprawdę magiczna książka.
Przeł. Jolanta Kozak,
W.A.B., Warszawa 2016.

2 komentarze: