poniedziałek, 13 czerwca 2016

800 ton kału dziennie

Wyobraźnia podpowiada, że od krów czy ślimaków możemy czegoś się nauczyć. Ale jak, za przeproszeniem, czerpać cokolwiek z historii gówna?


Florian Werner, kulturoznawca z Niemiec, ma niezwykłe pomysły. Na przykład w książce "Die Kuh. Leben, Werk und Wirkung" postanowił opisać fenomen krów. Werner zauważył mianowicie, że krowy ogrywają w naszym życiu i kulturze zasadniczą rolę. Co więcej, powinniśmy filozoficznie podejść do szeroko pojętego zjawiska "krowy".

Podobnie jest ze ślimakiem. Te niepozorne stworzenia zresztą to doskonały pretekst, by skrytykować rzeczywistość, w której żyjemy. Chodzi o świat przepełniony pośpiechem i ślepym pędem. Bycie ślimakiem sprawia, że zaczynamy dostrzegać detale, cieszymy się chwilą i mamy więcej czasu na podziwianie czegoś, co niektórzy nazywają urodą życia.

Krowy i ślimaki jako nauczyciele życia? To jeszcze wydaje się łatwe do przełknięcia. Ale gówno, kupa, ekskrementy? Z tym może być już gorzej, zwłaszcza że dotykamy tabu.

Wernera jednak to nie zniechęca.

Historia gówna to temat książki - jedynej jego przełożonej na język polski - "Ciemna materia". Werner dość szeroko traktuje gówno. Z jednej strony przytacza różne ciekawostki (dowiadujemy się stąd, że na przykład w Berlinie dziennie produkuje się osiemset ton kału, a papier toaletowy wynaleziono dopiero w roku 1857), z drugiej - buduje pewną kulturoznawczą koncepcję, rzekłbym, gównologiczną. Pierwsze zdanie zresztą brzmi dość dosadnie: "Kultura ludzka zasadza się na ekstrementach".

Dalej jest równie ciekawie. Werner przygląda się kupie z punktu widzenia języka, religii, zapachu czy teorii śmiechu. Nie brakuje  konkretnej wiedzy fizjologicznej. Jest też jednak mnóstwo odniesień do literatury filozoficznej. Z półki zostaje na przykład ściągnięty święty Augustyn, autor tych oto słów: "Rodzimy się między łajnem a uryną".

Trudno odmówić Wernerowi błyskotliwości i poczucia humoru. Czytając książkę o gównie czy o ślimakach odniosłem wrażenie, że autor nie tylko dzieli się wiedzą na dany temat, ale także - równocześnie - śmieje się z przepełnionego patosem języka dyskursu akademickiego.

Werner przede wszystkim jednak otwiera nas na nowe doświadczenia intelektualne. Robi to w stylu, którego nie powstydziliby się wybitni ironiści i prześmiewcy.
Przeł. Elżbieta Kalinowska,
Czarne, Wołowiec 2014.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz