poniedziałek, 20 czerwca 2016

Ezi, Ezi, Ezi

„Wilimowski” MILJENKA JERGOVICIA nie jest wcale biografią słynnego przedwojennego piłkarza, gwiazdy meczu Brazylia-Polska z roku 1938. Ta książka to przepiękny poemat o przedwojniu, a raczej o niepokojącym spokoju, który często poprzedza największe tragedie.




W meczu pomiędzy Brazylią a Polską rozegranym we Francji podczas mistrzostw świata, ostatnich przed drugą wojną światową, Wilimowski strzelił dla Polski aż 4 gole. Stał się wtedy prawdziwą gwiazdą i idolem wielu kibiców. Ale wówczas 22-letni Wilimowski nosił również pewien ciężar.

Urodzony w Katowicach najpierw zaczynał grę w reprezentacji Trzeciej Rzeszy, przeszedł jednak do Ruchu Wielkie Hajduki (dzisiaj Ruch Chorzów), gdzie występowali zawodnicy narodowości polskiej. Był przez to prześladowany. "Zdrady" nigdy mu nie wybaczono. Na domiar złegojego matka po śmierci ojca wyszła za rosyjskiego Żyda. Potem znalazła się w Auschwitz.

Ezi robił wszystko, by ją stamtąd uratować.


>> Wolność, która przyszła w roku 1945, przywitał jako zdrajca narodu polskiego. Nie pozwolono mu wrócić do ojczyzny, spędził życie na swoistym wygnaniu. Był jednym z tych wygnańców, których wygnania się nie uznaje: w dokumentach osobistych był Niemcem, ale jeśli chodzi o ojczyznę, o uczucia i wszystko, co ważne, był Polakiem. Smutek Ernesta Wilimowskiego i ludzi o podobnym losie należałoby opowiedzieć, gdyby się jeszcze dało.


- pisze w nocie do książki MILJENKO JERGOVIĆ.

W niewielkiej powieści pod tytułem „Wilimowski” tytułowa postać pojawia się na moment. Główni bohaterowie – Tomasz Mieroszewski z synem Dawidem, wrażliwym chłopcem cierpiącym na gruźlicę kości – słuchają radiowej relacji z boiska i w ten sposób towarzyszą Eziemu w grze.

Opis boiskowych manewrów to literacki majstersztyk. JERGOVIĆ łączy poezję ruchu z pasją niemal kibicowską – w rezultacie powstaje scena, która w literaturze pewnie przejdzie do historii.


>> Kiedy w dwudziestej trzeciej minucie meczu Ernest Wilimowski, chłopak z Katowic, wdarł się na brazylijskie pole karne, mijając pierwszego, drugiego, trzeciego obrońcę, a polski sprawozdawca, zupełnie oszalały, krzyczał „Ezi, Ezi, Ezi” – bo tak nazywali Ernesta – Katarina już prawie nie pamiętała obrazy.

Wtedy czwarty Brazylijczyk, wielki i ciężki Hércules, przewrócił Wilimowskiego.

Tę scenę, którą sprawozdawca w ekstatycznym, nerwowym monologu ledwie był w stanie opisać, siedemdziesiąt kilka lat później będzie można zobaczyć na krótkich filmach przegranych ze starych kronik i rozproszonych w internecie migawkach z meczu podczas mistrzostw świata we Francji, ostatnich przed drugą wojną światową.

Widzimy, jak Hércules w duchu ówczesnego rozumienia piłki nożnej łapie Wilimowskiego wpół i zapaśniczym chwytem rzuca na ziemię.

Ezi na filmie pada, wali się na ziemię w trakcie precyzyjnie wykonywanej figury tanecznej, jaką nieczęsto się widuje, godnej ery tanga i charlestona. Pada kilka kroków od bramki, niemal u celu, bo już brał zamach lewą nogą, żeby posłać piłkę do siatki Brazylijczyków, dzięki czemu jego zuchwały taniec, dawno już zabroniony w hitlerowskich Niemczech jako nieprzyzwoity, osiągnął doskonałość w tym ostatnim takcie.


- tak to brzmi w książce JERGOVICIA.

W filmiku wygląda natomiast to tak:





Obok sceny na boisku bardzo ważną w książce, jeśli nie ważniejszą, jest ta ze snem Dawida. Śni mu się Wilimowski, ale co ważniejsze – śni mu się także, że biegnie. Dla chłopca noszonego wszędzie ze względu na swoją ciężką chorobę taki sen to jakby trailer nowego życia.

Wilimowski u JERGOVICIA nie ma określonej tożsamości. Autor nic nie rozstrzyga - zresztą nie tylko w kwestii tożsamości głównego bohatera. Wielu rzeczy się domyślamy, sporo tu niedopowiedzeń, mimo iż co chwilę padają zdania i pojawiają się akapity, które natychmiast chciałoby się zapamiętać i z kimś nimi podzielić albo przynajmniej je przepisać, by już nigdy od nas nie uciekły.

„Wilimowski” to poetycka opowieść, pełna aluzji literackich, filozoficznych i kulturowych. Jergović to znak jakości literackiej, a „Wilimowski” to jedna z najpiękniejszych książek, jakie przeczytałem w tym roku.
Przeł. Magdalena Petryńska,
             Książkowe Klimaty, Wrocław 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz