Coś o Węgrach? Nie ma sprawy! Właśnie ukazuje się nowa książka Krzysztofa Vargi.
"Czardasz z mangalicą" to kolejna po "Gulaszu z turula" książka o tym, jak smakowite są Węgry. I to dosłownie. Choć trzeba przyznać, że samo danie może nie spodobać się tym, którzy są wegetarianami (mangalica) i którzy źle się czują na parkiecie (czardasz). Ale cała reszta? Hulaj dusza - Węgry są piękne.
Punktem wyjścia dla Vargi tym razem wydaje się kolekcja. Narrator gromadzi - dodajmy, że czyni to w sposób naturalny, nigdy zachłanny - elementy realistyczne w pamięci, by je potem przed nami rozłożyć, jakby prezentował prawdziwe skarby ze swoich prywatnych zbiorów. Kolekcjonowania, ujętego dosłownie, dotyczy sentymentalny fragment z rozdziału "Bertalan Farkas leci w kosmos". Wspomniany jest tam ojciec, który uważał, że "każdy mężczyzna powinien mieć jakieś hobby". A skoro tak, to ojciec ów uznał, że bohater książki MUSI zostać filatelistą. Udało się? Poniekąd. "Czardasz..." jest próbą posegregowania wspomnień i obrazów, które wyskakują w pamięci. Sporo tu znaczków. I znaków.