Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Kto żyje, musi się bać.


Wojna trwa, młodość się kończy, a ukochany pies odchodzi. Jaki jest sens życia? – pyta SANDOR MARAI w pierwszym tomie „Dzienników”.



Odpowiedź nie może być budująca. Bo, doprawdy, nie ma powodów do szczęścia.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Zdobyć się na miłość

Jak rozmawiać z tymi, których już nie ma? To proste. Jakby ciągle tu byli. I wciąż trzymalibyśmy ich za rękę. 



Inna sprawa to rozmawiać z bliskimi tych, których już nie ma. Potrzeba ogromnego taktu, ale i jednocześnie pewności. Konieczny jest też kredyt zaufania. Ci nieobecni-obecni muszą przecież przemówić na tyle głośno, by stać się żywą częścią opowieści. To doprawdy trudna sztuka.

poniedziałek, 23 marca 2015

Prawo Osieckiej

Agnieszka Osiecka urodziła się pod znakiem Wagi. Rozstawała się co krok, bo co krok się zakochiwała. Kompletnie się nie interesowała modą, choć zawsze wyglądała atrakcyjnie. Nikt jej też do końca nie rozumiał, mimo że tak skutecznie przyciągała do siebie ludzi. 

Pomnik Osieckiej w ogródku w Warszawie
(c) Eric The Fish
Osiecka była pełna sprzeczności, ale te sprzeczności ją określały. Wspomnieniowa książka o niej musi być więc gruba. Ta wydana właśnie w opracowaniu Karoliny Felberg-Sendeckiej to 500 stron gęsto zadrukowanych. Są tu historie Marka Hłaski, Henryka Berezy, Olgi Lipińskiej, Henryka Grynberga, Krystyny Sienkiewicz, Maryli Rodowicz, Aliny Janowskiej, Daniela Passenta, a nawet Jerzego Urbana. Pojawiają się także wypisy pamiętnikarskie samej Osieckiej, choć tym wierzyć trzeba z zastrzeżeniem. Poetka i pisarka, autorka wielu szlagierów, często podkolorowywała to i owo. Nie stroniła też od konfabulacji.

wtorek, 3 marca 2015

Kotka Mizia i zupki w torebkach

Wisława Szymborska, poetka, była szalenie niepraktyczna. Ale palić nie przestała do samego końca.


(c) SuperFantastic / Foter / CC BY

Papierosy to był jej nałóg. Zwykła nawet mawiać: "Byłam już na tylu pogrzebach ludzi, którzy nie palili". Nie dała się nigdy przekonać do porzucenia tego uzależnienia. Choć przecież doskonale wiedziała, jakie są tego konsekwencje.

niedziela, 22 czerwca 2014

Niedźwiedź na wybiegu

Każdy ma swojego idola. Moim jest Marek Niedźwiecki. Kiedy czytam jego książkę, tracę dystans.
Z Archiwum Marka Niedźwieckiego (c) Wielka Litera
Gdzieś mam jeszcze te zeszyty, w których zapisywałem skrzętnie kolejne wydania Listy Przebojów Programu Trzeciego. Pozycja w bieżącym tygodniu, pozycja w tygodniu ubiegłym, ilość tygodni w zestawieniu, tytuł i wykonawca. Top-30 oraz "Poczekalnia" z wieloma podwójnymi pozycjami. Był początek lat 90., a listę prowadził Marek Niedźwiecki. Godzina 19.05, piątek - to był dla mnie przez pewien okres święty czas.

czwartek, 6 marca 2014

Puste puszki po Coca-Coli

Różnimy się z Pauliną Wilk w wielu miejscach. Ale mimo tego uderzyła ona w ton, który sprawia, że chciałbym znów być dzieckiem.

Smak dzieciństwa: ołowiane żołnierzyki
(c) Minnesota Historical Society / Foter / Creative Commons Attribution-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-SA 2.0)
Tak, to były czasy. Aluminiowe złotówki (ileż ja ich miałem odłożonych!). Skakanie w gumę (tak, skakało się, nawet gwiazdę umiało się zrobić). Pieczołowite zbieranie pustych puszek (marzeniem był Heineken). O wołaniu na wieczorynkę ("Miś Uszatek"), zapisywaniu kolejnych pozycji Listy Przebojów Programu Trzeciego Marka Niedźwieckiego (mam nawet jeszcze gdzieś te zeszyty) i wędrującym obrazie Matki Boskiej (wywalczyłem u siebie w pokoju ołtarz i byłem z tego niezmiernie dumny) nie wspominając.

Tak, to były czasy, gdy nie wchodziło się na Fejsa, żeby pogadać z bliską osobą, ale pukało do sąsiada i pytało "Dzień dobry, czy jest Artur?". Potem przyjaciela zabrano, wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie od lat przebywał jego tato, który właśnie ściągnął całą rodzinę. "To nic" - się powtarzało - "to nic". Takie jest życie, a przynajmniej taką lekcję, pierwszą gorzką, odbierało się jako 11-letni chłopak. I doprawdy nie miało znaczenia wtedy, że nadchodzą potężne zmiany polityczne, które pociągną za sobą inne zmiany. Cieszyło się, że ze starszym bratem - idolem dzieciństwa - mogło się stanąć pod szkołą, gdzie odbywały się wolne wybory, i rozdawać pamiętne ulotki Solidarności z kowbojem.

niedziela, 2 marca 2014

O miejscu, które nie jedno ma imię

Zdania w tej książce są pojedyncze. Podobnie jak życie ludzkie jest pojedyncze. Poza tym nic nie jest czarno-białe.
W "Kiedyś o tym miejscu napiszę" jest wiele prostoty. Niby takiej czarno-białej, choć nie do końca.  No bo tak: życie jest czarno-białe teoretycznie. I praktycznie nawet też. Zwłaszcza jak żyjesz - podobnie jak narrator książki - w Afryce. Jesteś Czarny, choć to Biali próbowali napisać Twoją historię. A tam, zaraz, "próbowali". Zrobili to po prostu. To znaczy nie tak prosto jakby się chciało, i w ogóle nie prosto, ale zrobili. Bez pytania. I ustalili, że Czarne to czarne.

A tymczasem prostota u Binyavangi Wainainy bije od pierwszych stron. Nie tylko dlatego, że autor chce widzieć rzeczywistość po prostu. Także dlatego, że jego opowieść rozpoczyna się od momentu, gdy jest on małym chłopcem. Ma siedem lat i gra właśnie w piłkę. Czemu nie? Tak robią chłopcy na całym świecie. Niby nic wielkiego, ale jednak okoliczności są nieco gorące.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

70-letni Jaś

Książka wspomnieniowa o Jasiu Stoberskim (Korporacja Ha!art, 2010) musiała być nieco melancholijna. I taki też musiał być tekst o nim.


(...) O takich ludziach jak on mówi się, że życie mieli spokojne. Najgorsza była starość. To znaczy nie najgorsza, ale taka jakaś mało przyjemna. Nawet gdy przyjaciele chcieli dobrze.

Około 1992 roku Paweł Heszen, literat, który miał willę w Prokocimiu na obrzeżach Krakowa, odebrał telefon. W słuchawce głos Jasia oświadczył, że oto Jaś jest chory i że ma prawdopodobnie zapalenie płuc, ale że nie chce iść do szpitala i czy w związku z tym mógłby Jaś przyjechać do Pawła do domu, oczywiście za opłatą, z lekarzem, wszystko będzie dobrze, to tylko kilka dni.


Dziwne to było, bo samowystarczalny Jaś nigdy wcześniej o nic nie prosił.

Paweł Heszen oczywiście się zgodził.

„Żonie nic nie powiedziałem, bo bałem się, ze go nie przyjmie. Kiedy wróciła z pracy po południu, Jaś już leżał w naszym reprezentacyjnym pokoju, w pościeli i w butach , bo mu wiecznie było zimno. Twierdził, że ma obniżoną ciepłotę ciała”.

Jaś więc zamieszkał u Heszena. Nie zachowywał się wzorcowo. Myć się nie chciał. Głowę trzeba było mu smarować oliwą, żeby nie śmierdziało. Z piersi brud należało niemal zdrapywać. Ponadto z jakiegoś dziwnego powodu Jaś drzwi w ustępie smarował kupami.

Nie było łatwo, ale Heszen sprawił, że ponad 70-letni Jaś miał solidną opiekę, obiadki zapewnione, nawet czytanie książek na dobranoc. Taki być może pierwszy normalny dom. Jakiego nie miał nigdy wcześniej.

Do czasu, gdy Jaś któregoś dnia zniknął z domu Heszena. Po prostu. Bez słowa. (...)


Więcej TU.

piątek, 23 października 2009

Agnieszka Kosińska: "Miłosz śnił kolorowo i bogato"

Agnieszka Kosińska, osobista sekretarka Czesława Miłosza, mówi o swoim szefie. O jego snach, rytmie pracy, ulubionych nabojach do pióra.


Miłosz pisał albo Pelikanem albo Watermanem
(c) racatumba / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)
Marcin Wilk: - O czym Miłosz śnił?

Agnieszka Kosińska: - Miłosz śnił kolorowo i bogato. Gdziekolwiek i kiedykolwiek zasypiał. Moi znajomi fotograficy skarżyli się nawet, że Miłosz to trudny obiekt, bo jeśli nic się nie dzieje, co warte jest jego uwagi - natychmiast zasypia. Coś było na rzeczy. Wracając do snów: najczęściej śnił, że latał. Proszę wyobrazić sobie, Miłosz woła ze swojego pokoju, znaczy się już ruszamy do popołudniowych obowiązków, on leży z błogim uśmiechem Buddy i mówi: "Dziś znów latałem". Kiedyś po kilku kartkach, zarekomendowanej i przyniesionej przeze mnie do czytania "Polki" Gretkowskiej, zasnął i śniło mu się, że jest w ciąży. Innym znów razem mówił: "Śnią mi się same koszmary, nie chcę zasypiać. Pracujmy".

niedziela, 4 października 2009

Sny i halucynacje

"Frascati to idealne mieszkanie" - mruczy w książce Ewy Kuryluk mama narratorki. "Frascati" to też tytuł opowieści o miłości, odkryciach, życiu. Kolejnej w kolekcji autobiograficznych próz malarki, fotografki i performerki.

(c) ewakuryluk.art.pl
Mówiąc jeszcze inaczej: "Frascati" to zbiór szkiców o poszukiwaniach prawdy. Od razu zastrzegam, że dla Kuryluk jest to oczywiście niemożliwy projekt, wymagający z jednej strony ogromnego wysiłku, a z drugiej narażony na niepowodzenie.

wtorek, 8 września 2009

42 kilogramy

"Awantury na tle powszechnego ciążenia" to nie tylko przeuroczy tytuł, ale i przeurocza książka. Autorem jest Tomasz Lem, natomiast bohaterem - ojciec Stanisław. Tak, ten Stanisław!

(c) svennevenn / Foter / CC BY-NC-SA

Zasadniczo jest to opowieść wspomnieniowa, czyli pełna anegdot i czułości zarezerwowanej dla narracji poświęconej najbliższej osobie. Tomasz Lem nie jest jednak ani nazbyt sentymentalny, ani też chyba bezkrytyczny. Pisząc o swoim dzieciństwie, częściej zdaje się wspominać urwisowanie Stanisława, a nie Tomasza - choć i ten, mimo deklaracji, że był spokojnym dzieckiem, umiał nieźle pokolorować życie taty.