Sława przyszła stosunkowo późno. Bo Tove Jansson, zanim była rozpoznawalna i bogata - dzięki "Muminkom" oczywiście - najpierw zajmowała się malarstwem. Które bardzo kochała i któremu poświęcała bardzo wiele uwagi i czasu. Malarstwem, a właściwie uprawiała coś, co dziś nazwalibyśmy sztukami wizualnymi. I to szeroko pojętymi. Bo poza obrazami, "kleciła" (jak sama lubiła mawiać) rożne gatunki, różnymi technikami.
Zaczynała jeszcze jako mała dziewczynka. Pierwszy obrazek satyryczny opublikowała jako piętnastolatka, swój pierwszy obraz wystawiła w roku 1933, pierwszą wystawę miała w 1937. Malowała, rysowała dla reklamy, projektowała. Praca, praca, praca. Tym żyła. Malarstwem, a potem też pisaniem.
Swoje pierwsze dzieła Tove publikowała we własnym wydawnictwie, z własną oprawą graficzną (podobnie jak czynił to młody Beksiński z książki, o której jakiś czas temu pisałem na Wyliczance). Tove pilnowała wszystkiego od A do Z. Ta potrzeba pewnego rodzaju kontroli będzie jej zresztą długo towarzyszyła, chociaż autorka będzie musiała w pewnym momencie puścić cugle. Muminki zaczną przecież żyć po swojemu - niekoniecznie zgodnie z intencjami Jansson.
