Rosja to dziki kraj. Tak mówią podręczniki. Stereotypów. Ale - tak z ręką na sercu - byliście tam? Wiecie, jak jest naprawdę?
Startujecie, dajmy na to, w Warszawie, by - przez Białoruś - dotrzeć do Sankt Petersburga. To już, jak najbardziej, Rosja. Chociaż specyficzna. Jeszcze europejska, powie ktoś od razu. No może. Więc szybko przemieścicie się ku Moskwie. Stamtąd przez Jarosław, Kirow, Perm do Jekaterynburga. Następnie, zahaczając Tiumeń i Omsk, docieracie na Nowosybirsk. Stąd już tylko rzut beretem do Irkucka, skąd - przez Ułan Ude, Sreteńsk, Birobidżan - wyruszacie do Władywostoku. Prosta trasa? No, nie do końca. Ale legendarna, bo wyznacza szlak Kolei Transsyberyjskiej. Tej samej, którą podróżował Piotr Milewski.
Nazwisko to tu pada nieprzypadkowo, bo oto przede mną mieni się świeżo przeczytana i niedawno wydana książka Milewskiego właśnie. O podróży Transsyberyjską Koleją. Książka podróżna, więc opisująca mijane stacje, napotkanych ludzi, ale także rodzaj notesu osobistego i historycznego - zawierającego nie tylko relacje z kolejnych punktów wycieczki, ale również i opisy historyczne.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 4 marca 2014
piątek, 18 października 2013
Pamiątki Stasiuka
Andrzej Stasiuk napisał kolejną książkę w drodze. A właściwie: o drodze. Albo ściślej: o tym, że droga jest najważniejsza. I o tym, że jeśli nie my ją, to ona nas w końcu znajdzie. Znajdzie i dopadnie. Jak wilk owcę.
Droga to symbol. W wielu kulturach. Coś uniwersalnego. Jest ona też specyficznym znakiem rozpoznawczym dla tych, którzy nad cel przedkładają to, co ku niemu prowadzi. W ten sposób droga kojarzy się z czymś ludzkim. U Stasiuka te skojarzenia w sposób oczywisty wiszą nad drogą, która ma swój materialny kształt i wymiar. Nieprzypadkowo książka zatytułowana jest "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach", a większość dróg wymienionych w tekście to konkretne oznaczenia - literka i liczba. Można je wszystkie odnaleźć w atlasach, śledząc w ten sposób prywatną mapę podróży pisarza.
Bo ten model tak już ma. Stasiuk jest wiecznie w drodze. Ciągle - to temat przewodni ostatniego z krótkich tekstów, które znajdują się w "Nie ma..." - coś go gdzieś gna. "Ciągnie mnie. Robi się ciepło, dzień się wydłuża i zaraz mnie ciągnie. Na wschód. Nic nie poradzę" - pisze autor. I jest w tym szczery, a dowodem w sprawie są jego notatki.
Stasiuk pisze frazą ostrą i zarazem czule. Jakby rąbał drzewo i równocześnie przyglądał się swojej robocie. Jest autorefleksyjny w sposób, który cechuje filozofów. Odbija się od konkretu - najczęściej jest to jakiś element pokrytego patyną przeszłości obrazu wschodniego albo po prostu element pokryty patyną przeszłości: komunistyczny beton czy stara kobieta wysiadująca - by wznieść siebie, a jednocześnie i nas, gdzieś wyżej, dalej. Nawet jeśli tylko odsuwa nasz wzrok od Warszawy, Krakowa i innych smutnych, zabieganych miast, by przesunąć go ku prowincji, melancholijnej przestrzeni zapomnienia.
![]() |
| Czarne, Wołowiec 2013. |
Bo ten model tak już ma. Stasiuk jest wiecznie w drodze. Ciągle - to temat przewodni ostatniego z krótkich tekstów, które znajdują się w "Nie ma..." - coś go gdzieś gna. "Ciągnie mnie. Robi się ciepło, dzień się wydłuża i zaraz mnie ciągnie. Na wschód. Nic nie poradzę" - pisze autor. I jest w tym szczery, a dowodem w sprawie są jego notatki.
Stasiuk pisze frazą ostrą i zarazem czule. Jakby rąbał drzewo i równocześnie przyglądał się swojej robocie. Jest autorefleksyjny w sposób, który cechuje filozofów. Odbija się od konkretu - najczęściej jest to jakiś element pokrytego patyną przeszłości obrazu wschodniego albo po prostu element pokryty patyną przeszłości: komunistyczny beton czy stara kobieta wysiadująca - by wznieść siebie, a jednocześnie i nas, gdzieś wyżej, dalej. Nawet jeśli tylko odsuwa nasz wzrok od Warszawy, Krakowa i innych smutnych, zabieganych miast, by przesunąć go ku prowincji, melancholijnej przestrzeni zapomnienia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

