Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muller. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 kwietnia 2014

Słodkiego, miłego życia

Lem byłby, zdaje się, dumny. Bo Radek Knapp, jego nieformalny podopieczny, wykonał kawał solidnej roboty.



Juliusz Werkazy, bohater książki "Podróż do Kalina", się nie spieszy. Jest przecież detektywem w staromodnym stylu. Tyle że właśnie dostał intratne zlecenie, za które może otrzymać dziesięciokrotność zwykłego honorarium. Kto by się nie skusił? Juliusz podejmuje więc wyzwanie i rusza do Kalina, które jest dziwnym miastem. Detektyw ma tam rozwiązać zagadkę kryminalną, chociaż szybko się okaże, że nie to będzie najbardziej zajmujące. Przynajmniej na początku.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013: styczeń - czerwiec

Premiera "Kronosa" Gombrowicza, kontrowersyjna Michalak, obyczajowy Eugenides? A może poezja z 3. Festiwalu Miłosza czy mniej znane oblicze Wisławy Szymborskiej? Co ważnego wydarzyło się w świecie książkowym od stycznia do czerwca 2013 roku?

Początek roku przyniósł jeszcze lekturę z końcówki 2012. Były to listy Ginsberga i Kerouaka opublikowane przez oficynę Czarne.W lutym natomiast Adam Zagajewski opowiadał o swoim literackim Krakowie i o roli poezji. Już wtedy czuć było, że druga połowa roku upłynie pod znakiem sukcesów dla dawnej stolicy Polski. Przynajmniej jeśli o niwę literacką chodzi.


W marcu zaglądaliśmy do Chin, patrzyliśmy na zwierzęta oczami Colette. Rozmawiałem także ze Sławomirem Shutym, który opowiadał o swoim filmie "Trip". Zaczęliśmy też czytać czasopisma, krytycznie przyglądając się zawartości np. "Zeszytów Literackich". No i nie mogło zabraknąć Virginii Woolf. W kilku odsłonach.

piątek, 18 października 2013

Pamiątki Stasiuka

Andrzej Stasiuk napisał kolejną książkę w drodze. A właściwie: o drodze. Albo ściślej: o tym, że droga jest najważniejsza. I o tym, że jeśli nie my ją, to ona nas w końcu znajdzie. Znajdzie i dopadnie. Jak wilk owcę.

Czarne, Wołowiec 2013.
Droga to symbol. W wielu kulturach. Coś uniwersalnego. Jest ona też specyficznym znakiem rozpoznawczym dla tych, którzy nad cel przedkładają to, co ku niemu prowadzi. W ten sposób droga kojarzy się z czymś ludzkim. U Stasiuka te skojarzenia w sposób oczywisty wiszą nad drogą, która ma swój materialny kształt i wymiar. Nieprzypadkowo książka zatytułowana jest "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach", a większość dróg wymienionych w tekście to konkretne oznaczenia - literka i liczba. Można je wszystkie odnaleźć w atlasach, śledząc w ten sposób prywatną mapę podróży pisarza.

Bo ten model tak już ma. Stasiuk jest wiecznie w drodze. Ciągle - to temat przewodni ostatniego z krótkich tekstów, które znajdują się w "Nie ma..." - coś go gdzieś gna. "Ciągnie mnie. Robi się ciepło, dzień się wydłuża i zaraz mnie ciągnie. Na wschód. Nic nie poradzę" - pisze autor. I jest w tym szczery, a dowodem w sprawie są jego notatki.

Stasiuk pisze frazą ostrą i zarazem czule. Jakby rąbał drzewo i równocześnie przyglądał się swojej robocie. Jest autorefleksyjny w sposób, który cechuje filozofów. Odbija się od konkretu - najczęściej jest to jakiś element pokrytego patyną przeszłości obrazu wschodniego albo po prostu element pokryty patyną przeszłości: komunistyczny beton czy stara kobieta wysiadująca - by wznieść siebie, a jednocześnie i nas, gdzieś wyżej, dalej. Nawet jeśli tylko odsuwa nasz wzrok od Warszawy, Krakowa i innych smutnych, zabieganych miast, by przesunąć go ku prowincji, melancholijnej przestrzeni zapomnienia.