Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antropologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antropologia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Seks, kłamstwa i kasety video

Kaseta "Joyride" szwedzkiego bandu Roxette, koniecznie firmy TAKT; "Alfabet Urbana" sprzedany w nakładzie 650 tysięcy egzemplarzy; oraz kontiki - do kuchni i do salonu. A to tylko ledwie kilka z setek, jeśli nie tysięcy przedmiotów, które przypomina OLGA DRENDA.


Wydana właśnie przez DRENDĘ "Duchologia" to projekt jak najbardziej realistyczny. I jak najbardziej osadzony w konkretnym kontekście.

wtorek, 1 września 2015

Rzeczowo o rzeczach

Uwielbiamy się otaczać przedmiotami; niektórzy powiedzą - gadżetami. Ci drudzy brzmią jednak dość smętnie, a przecież rzeczy mogą na przykład być nośnikiem pamięci.

Fragment ilustracji Dawida Ryskiego z okładki numeru 09/2015 miesięcznika "Znak"
Dlatego między innymi rzeczy powróciły do łask. Stały się, nomen omen, przedmiotem badań na uniwersytetach, a szczególne zainteresowanie wzbudziły w latach 80. i 90. ubiegłego wieku zwłaszcza wśród antropologów. Zaczęło się wtedy przyglądanie rzeczom w kontekście ludzkim. Wszak nie ma człowieka bez świata materialnego - tak przynajmniej stwierdza w rozmowie z Zuzanną Dziuban - Bjornar Olsen. Rozmowa "Wszyscy jesteśmy archeologami" otwiera wrześniowy numer miesięcznika "Znak".

środa, 30 lipca 2014

Seksualna niebezpieczna

Malinowski, słynny antropolog, miał wiele rozmaitych skłonności. Nie zawsze naukowych.

(c) aq-photography.com / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)
Protokołował na przykład swoje masturbacje, nazywając je "bibliami". Przywoływał się jednocześnie często do porządku: "Postanawiam: absolutnie unikać wszelkich lubieżnych myśli i osiągnąć czystość duchową!". Tak przynajmniej pisał w swoich dziennikach. Biografowie twierdzą równocześnie, że seksu w trakcie pracy Malinowski nie uprawiał. W pracy, czyli... na Trobriandach.

środa, 20 listopada 2013

Nieznane terytoria

Nie-miejsc nie ma w atlasach. Trzeba ich szukać w czułej wyobraźni tych, którzy nadają tym nie-miejscom swoje nazwy.

Czarne, Wołowiec 2013.
"W rozumieniu Marca Auge [kategoria nie-miejsca] odnosi się do tych miejsc, które są antytezą przestrzeni domowej i oswojonej; to światy bez pamięci, bez imienia i bez historii, punkty tranzytowe i ziemie niczyje. (...) Autorzy prezentowanych tekstów poddają wspomnianą kategorię znaczącej redefinicji: rozumiana jest ona nie tyle jako pojęcie obciążone negatywną treścią, ile raczej jako użyteczny instrument poznania, jako poszerzająca spojrzenie metafora, a czasem jako wielowartościowy symbol" - czytamy zaraz na skrzydełku wydanej właśnie przez Czarne antologii "Inne przestrzenie, inne miejsca" pod redakcją Dariusza Czai.

We "Wstępie" pióra tegoż samego czytamy o tych nie-miejscach więcej. Okazuje się też, że to właśnie tam, w nie-miejscach, prowadzimy dzisiaj w znaczniej mierze nasze życie. "Nie-miejsca to przestrzenie anonimowe, obszary bez właściwości; nie tylko budują, ale i potęgują nasze poczucie wykorzenienia i wyobcowania. Finalnie stają się przestrzennymi znakami duchowego błądzenia i egzystencjalnej samotności".

Co to w praktyce oznacza? Chodzi o tu o przestrzenie, w których spędzamy bardzo dużo czasu. Na przykład o autostrady. Albo terminale lotnicze. Albo hale dworcowe. Tudzież pociągi. I wiele innych. Teraz rozumiecie, jak ważne są nie-miejsca?

piątek, 18 października 2013

Pamiątki Stasiuka

Andrzej Stasiuk napisał kolejną książkę w drodze. A właściwie: o drodze. Albo ściślej: o tym, że droga jest najważniejsza. I o tym, że jeśli nie my ją, to ona nas w końcu znajdzie. Znajdzie i dopadnie. Jak wilk owcę.

Czarne, Wołowiec 2013.
Droga to symbol. W wielu kulturach. Coś uniwersalnego. Jest ona też specyficznym znakiem rozpoznawczym dla tych, którzy nad cel przedkładają to, co ku niemu prowadzi. W ten sposób droga kojarzy się z czymś ludzkim. U Stasiuka te skojarzenia w sposób oczywisty wiszą nad drogą, która ma swój materialny kształt i wymiar. Nieprzypadkowo książka zatytułowana jest "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach", a większość dróg wymienionych w tekście to konkretne oznaczenia - literka i liczba. Można je wszystkie odnaleźć w atlasach, śledząc w ten sposób prywatną mapę podróży pisarza.

Bo ten model tak już ma. Stasiuk jest wiecznie w drodze. Ciągle - to temat przewodni ostatniego z krótkich tekstów, które znajdują się w "Nie ma..." - coś go gdzieś gna. "Ciągnie mnie. Robi się ciepło, dzień się wydłuża i zaraz mnie ciągnie. Na wschód. Nic nie poradzę" - pisze autor. I jest w tym szczery, a dowodem w sprawie są jego notatki.

Stasiuk pisze frazą ostrą i zarazem czule. Jakby rąbał drzewo i równocześnie przyglądał się swojej robocie. Jest autorefleksyjny w sposób, który cechuje filozofów. Odbija się od konkretu - najczęściej jest to jakiś element pokrytego patyną przeszłości obrazu wschodniego albo po prostu element pokryty patyną przeszłości: komunistyczny beton czy stara kobieta wysiadująca - by wznieść siebie, a jednocześnie i nas, gdzieś wyżej, dalej. Nawet jeśli tylko odsuwa nasz wzrok od Warszawy, Krakowa i innych smutnych, zabieganych miast, by przesunąć go ku prowincji, melancholijnej przestrzeni zapomnienia.