![]() |
| (c) Foter / Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported (CC BY-SA 3.0) |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosja. Pokaż wszystkie posty
piątek, 13 czerwca 2014
Silne wzruszenia na beznamiętnej twarzy
Ten świat nie istnieje. On jest tylko w wyobraźni. Ale po przeczytaniu książki Świerzewskiego będziecie tęsknili za jego bohaterami.
Tych najważniejszych jest trójka. Oleg, Anatolij i Tatiana. Oni wyznaczają trójkąt namiętności, życiowych rozgrywek, pasji, nadziei... Wszystko rozgrywa się w świecie przemian pomiędzy końcówką lat 70. a rokiem 2000. W Rosji przede wszystkim - po części Rosji radzieckiej - ale nie tylko tam. Ot, punkt wyjścia do prozy z prawdziwego zdarzenia.
wtorek, 4 marca 2014
Tak daleko, tak blisko
Rosja to dziki kraj. Tak mówią podręczniki. Stereotypów. Ale - tak z ręką na sercu - byliście tam? Wiecie, jak jest naprawdę?
Startujecie, dajmy na to, w Warszawie, by - przez Białoruś - dotrzeć do Sankt Petersburga. To już, jak najbardziej, Rosja. Chociaż specyficzna. Jeszcze europejska, powie ktoś od razu. No może. Więc szybko przemieścicie się ku Moskwie. Stamtąd przez Jarosław, Kirow, Perm do Jekaterynburga. Następnie, zahaczając Tiumeń i Omsk, docieracie na Nowosybirsk. Stąd już tylko rzut beretem do Irkucka, skąd - przez Ułan Ude, Sreteńsk, Birobidżan - wyruszacie do Władywostoku. Prosta trasa? No, nie do końca. Ale legendarna, bo wyznacza szlak Kolei Transsyberyjskiej. Tej samej, którą podróżował Piotr Milewski.
Nazwisko to tu pada nieprzypadkowo, bo oto przede mną mieni się świeżo przeczytana i niedawno wydana książka Milewskiego właśnie. O podróży Transsyberyjską Koleją. Książka podróżna, więc opisująca mijane stacje, napotkanych ludzi, ale także rodzaj notesu osobistego i historycznego - zawierającego nie tylko relacje z kolejnych punktów wycieczki, ale również i opisy historyczne.
Startujecie, dajmy na to, w Warszawie, by - przez Białoruś - dotrzeć do Sankt Petersburga. To już, jak najbardziej, Rosja. Chociaż specyficzna. Jeszcze europejska, powie ktoś od razu. No może. Więc szybko przemieścicie się ku Moskwie. Stamtąd przez Jarosław, Kirow, Perm do Jekaterynburga. Następnie, zahaczając Tiumeń i Omsk, docieracie na Nowosybirsk. Stąd już tylko rzut beretem do Irkucka, skąd - przez Ułan Ude, Sreteńsk, Birobidżan - wyruszacie do Władywostoku. Prosta trasa? No, nie do końca. Ale legendarna, bo wyznacza szlak Kolei Transsyberyjskiej. Tej samej, którą podróżował Piotr Milewski.
Nazwisko to tu pada nieprzypadkowo, bo oto przede mną mieni się świeżo przeczytana i niedawno wydana książka Milewskiego właśnie. O podróży Transsyberyjską Koleją. Książka podróżna, więc opisująca mijane stacje, napotkanych ludzi, ale także rodzaj notesu osobistego i historycznego - zawierającego nie tylko relacje z kolejnych punktów wycieczki, ale również i opisy historyczne.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Proza włóczęgi
Wilk się uspokoił. Pojawienie się nowego członka rodziny zmieniło priorytety w życiu. I nieco zmieniło też styl narracji.
Na biurku u Mariusza Wilka porządek. Wygaszony laptop (pewnie przerwa w pracy), zdjęcie idola, charakterystyczne okulary. Żadnego bałaganu, żadnego chaosu. W sumie zawsze tak było w jego kolejnych książkach podróżniczych - "Wilczym notesie" (1998), "Wołoce" (2005), "Domem nad Oniego" (2006), "Tropami rena" (2007) oraz ostatniej, "Lotem gęsi" (2012), w której jednak czuło się wiatr zmian. Miało to bezpośredni związek, jak się zdaje, z narodzinami córki Wilka, Marty Matyldy. Nic też dziwnego, że najnowsza książka, "Dom włóczęgi", zawiera taką dedykację: "Królewnie Mati/ od papy".
Zaczyna się jednak po Wilkowemu - od trącącej przewodnikowym reportażem lokalizacji miejsca akcji. Wskazania, że wciąż jesteśmy na trudnym terenie północnej Rosji - niedaleko największych jezior Europy Ładoga i Oniego. To tam osiada - po krótkiej przerwie - Wilk. "Powrót do siebie - to powrót do własnych myśli ze świata medialnego zgiełku. Do ciszy, w której Rzeczywistość nie tylko się widzi, ale i słyszy. Powrót do siebie to powrót włóczęgi do swojego domu". W domu czeka na narratora córka, która uświadamia wagę czasu (dotąd raczej ignorowanego przez Wilka, który wolał "kołować w rytmie przyrody, razem z renami i dzikimi gęsiami"), oraz proza W.G. Sebalda.
Na biurku u Mariusza Wilka porządek. Wygaszony laptop (pewnie przerwa w pracy), zdjęcie idola, charakterystyczne okulary. Żadnego bałaganu, żadnego chaosu. W sumie zawsze tak było w jego kolejnych książkach podróżniczych - "Wilczym notesie" (1998), "Wołoce" (2005), "Domem nad Oniego" (2006), "Tropami rena" (2007) oraz ostatniej, "Lotem gęsi" (2012), w której jednak czuło się wiatr zmian. Miało to bezpośredni związek, jak się zdaje, z narodzinami córki Wilka, Marty Matyldy. Nic też dziwnego, że najnowsza książka, "Dom włóczęgi", zawiera taką dedykację: "Królewnie Mati/ od papy".
Zaczyna się jednak po Wilkowemu - od trącącej przewodnikowym reportażem lokalizacji miejsca akcji. Wskazania, że wciąż jesteśmy na trudnym terenie północnej Rosji - niedaleko największych jezior Europy Ładoga i Oniego. To tam osiada - po krótkiej przerwie - Wilk. "Powrót do siebie - to powrót do własnych myśli ze świata medialnego zgiełku. Do ciszy, w której Rzeczywistość nie tylko się widzi, ale i słyszy. Powrót do siebie to powrót włóczęgi do swojego domu". W domu czeka na narratora córka, która uświadamia wagę czasu (dotąd raczej ignorowanego przez Wilka, który wolał "kołować w rytmie przyrody, razem z renami i dzikimi gęsiami"), oraz proza W.G. Sebalda.
niedziela, 15 września 2013
Laurence Rees: Złowroga charyzma Adolfa Hitlera || po roku 1939
O tym, że Hitler nie żartował dowodzą lata 30. i, potem rzecz jasna, atak na Polskę, który rozpoczął drugą wojnę światową. W latach 40. miał nadejść czas jego triumfu, o czym Laurence Rees pisze w rozdziale swojej książki "Złowroga charyzma" zatytułowanym "Charyzma i nadmierna pewność siebie".
Atak na Francję i zestawienie "przegranego" Paryża z "wygranym" Berlinem dodały Hitlerowi pewności siebie. Na spotkaniach z dowódcami chodził jak paw. Był pewien, że klęska Wielkiej Brytanii to kwestia czasu. A ta wygrana oznaczać miała automatycznie wygraną całej wojny.
Rees pisze, że uderzał kontrast między "olbrzymią wiarą wielu Niemców widzących w Hitlerze wodza, który poprowadzi ich do zwycięstwa, a jego zupełną niezdolnością przekonania Brytyjczyków i Amerykanów, że Niemcy już wygrali wojnę".
Dlatego też Hitler postanowił zaatakować Wielką Brytanię przez... Związek Radziecki.
Po kapitulacji Francji 6 lipca 1940 roku Hitler powrócił do Berlina, gdzie sceny radości graniczyły z histerią. Setki tysięcy berlińczyków tłoczyły się na ulicach, aby go powitać. Dzieci w wieku szkolnym wspinały się na latarnie, aby zobaczyć Fuhrera.
![]() |
| Fot. enzdog.wordpress.com |
Rees pisze, że uderzał kontrast między "olbrzymią wiarą wielu Niemców widzących w Hitlerze wodza, który poprowadzi ich do zwycięstwa, a jego zupełną niezdolnością przekonania Brytyjczyków i Amerykanów, że Niemcy już wygrali wojnę".
Dlatego też Hitler postanowił zaatakować Wielką Brytanię przez... Związek Radziecki.
Niemcy (...) 22 czerwca 1941 roku pomaszerowali na Związek Radziecki, dokonując największej inwazji, jaką zna historia. Była to decyzja często wciąż uważana za najbardziej przekonujący przykład potężnej roli charyzmy Hitlera. Jak inaczej, wedle powszechnego mniemania, mógł on przekonać swoich generałów do zrobienia czegoś tak szalonego jak wypowiedzenie wojny Stalinowi?
środa, 17 lipca 2013
Czasopisma: Zeszyty Literackie || numer 122
Bywają takie książki, które są bezpiecznymi i przewidywalnymi przystaniami na tym czasem zwariowanym świecie. Bywają też i takie czasopisma - jak knajpki, do których wchodzimy, by spotkać stałych bywalców. Zaglądamy do nich, by natknąć się na pewien określony zestaw autorów. Tak jest na przykład w przypadku "Zeszytów Literackich", który nowy numer (122) poświęcony jest Witoldowi Lutosławskiemu.
A więc na przykład Bieńkowska, Hartwig, Herbert, Salvadori, Toruńczyk, Venclova i Wilk. Mariusz Wilk, który zresztą pisze relację z targów non-fiction w Moskwie. Bardzo ciekawą i nietypową, bo na ogół dostajemy je od przechadzających się między stoiskami i spotkaniami odwiedzających, a rzadko kiedy od autorów, którzy przecież też są częścią tej wielkiej machiny ogromnego, co tu dużo mówić, biznesu. A ten, jak wiadomo, kieruje się swoimi prawami.
Jak widać - jest się czym zachwycać.
Z nowego "Zeszytu Literackiego" wybieram także do lektury wspomnienie Jadwigi Czachowskiej pióra Agnieszki Kosińskiej. Ale uprzedzam lojalnie: tekst jest tyleż wspomnieniem niezwykłej osoby, kierującej Pracownią Dokumentacji Literatury Współczesnej Instytutu Badań Literackich PAN, co przypomnieniem z cyklu pro domo sua o tytanicznej pracy samej sekretarki Czesława Miłosza. Chodzi rzecz jasna o prawie 900-stronicowy tom Międzynarodowej Bibliografii Czesława Miłosza, który - gdyby inny PR (o czym Wilk wspominał przed chwilą) - stałby pewnie na każdej półce obok "Miłosza" Andrzeja Franaszka. Bo ogrom tych prac jest porównywalny. Nie tylko ze względu na ilość zadrukowanych stronic.


Swoją drogą w pięknym szkicu Kosińska, która - na marginesie pisząc - konsekwentnie w wielu miejscach odmładza Panią Profesor, nie godząc się na przemijanie ("nigdy też nie zapomnę, jak przemieniła się w dziewczynę, kiedy przyniosłam jej bukiet róż"; "blisko dziewięćdziesięcioletnia dziewczyna, która lubi formę krótkiej informacji tekstowej i posługuje się nią, by dać znak pamięci"), stwierdza w pewnym momencie tak:
Czytaj też rozmowę z Agnieszką Kosińską o Miłoszu, o biografii Miłosza pióra Franaszka, o "Lotem gęsi" Wilka.
A więc na przykład Bieńkowska, Hartwig, Herbert, Salvadori, Toruńczyk, Venclova i Wilk. Mariusz Wilk, który zresztą pisze relację z targów non-fiction w Moskwie. Bardzo ciekawą i nietypową, bo na ogół dostajemy je od przechadzających się między stoiskami i spotkaniami odwiedzających, a rzadko kiedy od autorów, którzy przecież też są częścią tej wielkiej machiny ogromnego, co tu dużo mówić, biznesu. A ten, jak wiadomo, kieruje się swoimi prawami.
Kropkę nad "i" postawił panel w klubie Umlaut na temat dziesięciu lat nowej polskiej prozy w Rosji. Uświadomiłem tam sobie, że przybyłem z innego świata, bo niby zaliczano mnie do grona polskich pisarzy (obok Janusza Głowackiego i Wojciecha Kuczoka) biorących udział w dyskusji, ale de facto z polskością literacką nie mam już nic wspólnego, kromie kulawego języka. Ze zdziwieniem słuchałem Jeleny Fanajłowej, która opowiadała o wyższości współczesnych polskich autorów nad rosyjskimi, że Polacy dotykają rzeczywistości, nie brzydząc się ciałem (Michał Witkowski), rozliczają się z teraźniejszością (jak Masłowska czy Chutnik) i nie wstydzą się grzebać w niedawnej przeszłości (nie pamiętam przykładów), podczas gdy Rosjanie ciągle grzęzną w postmodernizmie (Pielewin, Sorokin) albo odchodzą od realiów postsowieckich w historyczny kryminał (Borys Akunin).O interesującym miejscu - dodaję go do swojej mapy marzeń niespełnionych - pisze Renata Gorczyńska. Tekst nazywa się "Najpiękniejsza księgarnia świata" i jest przyjemnym dla oka i pobudzającym wyobraźnie peanem na cześć. Czego?
Livraria Lello przy Rua das Carmelitas pod numerem 144, zaprojektowana przez znanego miejscowego architekta Xaviera Estevesa, ma tu swoją siedzibę od początku XX wieku. Historia samej firmy jest jednak starsza. Założył ją w 1869 roku francuski bibliofil i edytor Ernesto Chardron, wydawca licznych skarbów literatury portugalskiej. Po jego przedwczesnej śmierci przechodziła z rąk do rąk, łączono ją z innymi księgar- niami i antykwariatami, aż w 1894 roku nabył ją szanowany w tym fachu José Pinto de Sousa Lello do spółki ze szwagrem Davidem Pereirą, a z kolei po jego śmierci dokooptował brata i następnie bratanka. Pozostali członkowie rodziny utworzyli na koniec wraz z najbliższymi współpracownikami spółkę Prólogo Livreiros, która nie tylko oferuje ponad 60 tysięcy tytułów, w tym i różnojęzycznych nowości, i wiele białych kruków, ale działa również jako ekskluzywna oficyna wydawnicza. Jej umoralniające motto brzmi: „Decus in Labore”, czyli Honor w pracy, co by się zgadzało z charakterem mieszkańców Porto, podobno najbardziej pracowitych ludzi w całej Portugalii. Można je wyczytać na witrażowym plafonie świetliku, który zdobi postać kowala unoszącego młot nad kowadłem. Nie powstydziłby się go sam Tiffany.
![]() |
| (c) wikipedia.com |
Z nowego "Zeszytu Literackiego" wybieram także do lektury wspomnienie Jadwigi Czachowskiej pióra Agnieszki Kosińskiej. Ale uprzedzam lojalnie: tekst jest tyleż wspomnieniem niezwykłej osoby, kierującej Pracownią Dokumentacji Literatury Współczesnej Instytutu Badań Literackich PAN, co przypomnieniem z cyklu pro domo sua o tytanicznej pracy samej sekretarki Czesława Miłosza. Chodzi rzecz jasna o prawie 900-stronicowy tom Międzynarodowej Bibliografii Czesława Miłosza, który - gdyby inny PR (o czym Wilk wspominał przed chwilą) - stałby pewnie na każdej półce obok "Miłosza" Andrzeja Franaszka. Bo ogrom tych prac jest porównywalny. Nie tylko ze względu na ilość zadrukowanych stronic.


Swoją drogą w pięknym szkicu Kosińska, która - na marginesie pisząc - konsekwentnie w wielu miejscach odmładza Panią Profesor, nie godząc się na przemijanie ("nigdy też nie zapomnę, jak przemieniła się w dziewczynę, kiedy przyniosłam jej bukiet róż"; "blisko dziewięćdziesięcioletnia dziewczyna, która lubi formę krótkiej informacji tekstowej i posługuje się nią, by dać znak pamięci"), stwierdza w pewnym momencie tak:
Zawsze nas to ostatecznie zaskakuje, jak inteligencja ma wiele wspólnego z dobrocią.Oby, chciałoby się rzec, oby Kosińska miała rację.
Czytaj też rozmowę z Agnieszką Kosińską o Miłoszu, o biografii Miłosza pióra Franaszka, o "Lotem gęsi" Wilka.
Autor:
Wyliczanka.eu
o
20:08
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Bieńkowska,
Chutnik,
Czachowska,
Franaszek,
Głowacki,
Gorczyńska,
Hartwig,
Herbert,
Kosińska,
Kuczok,
Masłowska,
Miłosz,
Rosja,
Salvadori,
Toruńczyk,
Venclova,
Wilk,
Witkowski,
Zeszyty Literackie
piątek, 24 maja 2013
Rocznica: Brodski || 73 lata
Gdyby żył, dzisiaj skończyłby 73 lata. Josif Brodski. Laureat literackiej nagrody Nobla roku 1987. Zwłaszcza w takich dniach jak dziś wielu kochających poezję i Brodskiego pamięta o jego życiu i działalności twórczej. Poniżej - udostępniony dzięki uprzejmości Katarzyny Krzyżewskiej, która Brodskiego doskonale tłumaczy od wielu lat - mini-poemat nie publikowany dotąd nigdzie (!) "Architektura".
ARCHITEKTURA
Architektura, matka ruin
zazdrości chmurom gdzie się błąka
rozmiękły kaczan, gdzie się snuje
w pochmurnych łąkach
bombowiec, lub mamiący oczy,
nieosiągalny, skoro trafił
do nich, podglądacz cudzych, mrocznych
sprawek - Serafin.
Architekturo, mądra panno,
perło przestrzeni, której krasą
zachwycił się i którą dawno
opiewał Tasso,
z odwagą, której ciągle jeszcze
odczytać nie umiemy biegle,
dokumentujesz adres, miejsce
w dziobatej cegle.
Ty jesteś tym, z czym się natura
nie uporała: wie, że nie ma
szans na potomstwo od marmuru
ani kamienia.
Trzeba rzec, kończąc z wychwalaniem,
by się nie stało próżnym gestem:
przyszłość ma za tworzywo kamień
i to ty jesteś.
Tyś próżni imperatorowa,
graniaste strupy na twej skórze,
a w ręce skrzy się kryształowy
(dążąc ku górze)
kształt, w piramidę się układa,
ponad Everest, pod niebiosa,
aby ideą miejsca spadać
na ząb Chronosa.
Przeżyjesz wyobraźnię, w której
zrodziłaś się i jesteś ruchem,
kolejnym krokiem za naturę
i poza kruche
ramy rysunku rosłych domów,
przerastających własny dach,
w stronę gdzie nie ma innych tonów
tylko tik-tak.
Tęsknisz za swymi pieleszami
w roślinnych wzorach. One będą
z ponadptasimi istotami
wspaniałą grzędą.
Wiesz, że przezornie te figury,
które się mieszczą na cokole,
kopuły wzniosą ci do góry,
jak parasole.
Szum Czasu nie da się umniejszyć.
Lecz jego pociąg do przedmiotów
może okazać się silniejszy
niźli na odwrót.
Jak z ludźmi, albo z przyjacielem.
Dla Czasu bliższy chram i chłam
niż ty - rozmówca, albo wiele
podobnych nam.
Od braku życia może trochę
ważniejszy niebyt jest na pozór.
Architekturo, jego prochem
tumanisz rozum,
nie cyferblatów ale samych
galaktyk: oczekują zysków
w tym, że im tutaj będzie dany
status odprysków.
Mówiąc dosadnie: z prawa, z lewa
widząc leżących, ty bez troski
o nas, przez sito nas przesiewasz
i o jednostki
grasz z tamtym światem i od niego
formy na kredyt bierzesz - przecież
mamy przywyknąć do wszystkiego
tu na tym świecie.
Bezcielesności i abstrakcji
wzajemna zawiść - to są moce.
Architekturo, nie bez racji
to twój zalążek i owoce.
Jeżeli jednak w jonosferze
są tylko zera - wielka strata
bo twa przegrana w każdym zerze
to koniec świata.
1989/93
Przełożyła Katarzyna Krzyżewska.
Czytaj też: o "Znaku wodnym".
![]() |
| Josif Brodski Fot. republika.pl |
ARCHITEKTURA
Architektura, matka ruin
zazdrości chmurom gdzie się błąka
rozmiękły kaczan, gdzie się snuje
w pochmurnych łąkach
bombowiec, lub mamiący oczy,
nieosiągalny, skoro trafił
do nich, podglądacz cudzych, mrocznych
sprawek - Serafin.
Architekturo, mądra panno,
perło przestrzeni, której krasą
zachwycił się i którą dawno
opiewał Tasso,
z odwagą, której ciągle jeszcze
odczytać nie umiemy biegle,
dokumentujesz adres, miejsce
w dziobatej cegle.
Ty jesteś tym, z czym się natura
nie uporała: wie, że nie ma
szans na potomstwo od marmuru
ani kamienia.
Trzeba rzec, kończąc z wychwalaniem,
by się nie stało próżnym gestem:
przyszłość ma za tworzywo kamień
i to ty jesteś.
Tyś próżni imperatorowa,
graniaste strupy na twej skórze,
a w ręce skrzy się kryształowy
(dążąc ku górze)
kształt, w piramidę się układa,
ponad Everest, pod niebiosa,
aby ideą miejsca spadać
na ząb Chronosa.
Przeżyjesz wyobraźnię, w której
zrodziłaś się i jesteś ruchem,
kolejnym krokiem za naturę
i poza kruche
ramy rysunku rosłych domów,
przerastających własny dach,
w stronę gdzie nie ma innych tonów
tylko tik-tak.
Tęsknisz za swymi pieleszami
w roślinnych wzorach. One będą
z ponadptasimi istotami
wspaniałą grzędą.
Wiesz, że przezornie te figury,
które się mieszczą na cokole,
kopuły wzniosą ci do góry,
jak parasole.
Szum Czasu nie da się umniejszyć.
Lecz jego pociąg do przedmiotów
może okazać się silniejszy
niźli na odwrót.
Jak z ludźmi, albo z przyjacielem.
Dla Czasu bliższy chram i chłam
niż ty - rozmówca, albo wiele
podobnych nam.
Od braku życia może trochę
ważniejszy niebyt jest na pozór.
Architekturo, jego prochem
tumanisz rozum,
nie cyferblatów ale samych
galaktyk: oczekują zysków
w tym, że im tutaj będzie dany
status odprysków.
Mówiąc dosadnie: z prawa, z lewa
widząc leżących, ty bez troski
o nas, przez sito nas przesiewasz
i o jednostki
grasz z tamtym światem i od niego
formy na kredyt bierzesz - przecież
mamy przywyknąć do wszystkiego
tu na tym świecie.
Bezcielesności i abstrakcji
wzajemna zawiść - to są moce.
Architekturo, nie bez racji
to twój zalążek i owoce.
Jeżeli jednak w jonosferze
są tylko zera - wielka strata
bo twa przegrana w każdym zerze
to koniec świata.
1989/93
Przełożyła Katarzyna Krzyżewska.
Czytaj też: o "Znaku wodnym".
Subskrybuj:
Posty (Atom)






