sobota, 22 czerwca 2013

Weekend w antykwariacie: Jan Kochanowski || urodzony w roku 1530

Biblioteka Narodowa zorganizowała imieniny Jana - wielką imprezę literacką. Pomysł świetny. Podobnie jak i patron. Jan Kochanowski.


J.K. to gwiazda na niebie literatury polskiej. Gwiazda renesansowa, oczywiście.

Urodzony w roku 1530 prowadził żywot bardzo podobny do współczesnego pokolenia zamożnych 20-latków. Europejczyk, wędrujący po różnych krajach (wtedy stypendia określano mianem mecenatu), służył na najwybitniejszych dworach, co można - baaaardzo metaforyzując - potraktować jako współczesne komponowanie zawodowego c.v. Jak to się dzisiaj mówi: zdobywał doświadczenie i kontakty.

Ówczesnym językiem angielskim, czyli takim, w którym robiło się międzynarodową karierę, była łacina. W tym też języku Kochanowski zaczął pisać. W tamtej epoce wygrywał ten, który opanowywał reguły określonych gatunków i umiał korzystać z erudycji. Pierwsze teksty Kochanowskiego to ody albo pieśni. Coś w rodzaju współczesnych wierszy. Choć oczywiście - w odróżnieniu od dzisiejszych rozbuchanych fraz - skonstruowane z przejrzystą i matematyczną precyzją.

Kochanowski pisał o wszystkim, a wiele tematów, które poruszał nader swobodnie - włącznie z lekkim prowadzeniem się czy innymi drastycznościami ludzkiej natury - w późniejszych, bardziej "zachowawczych" epokach, często szokowało. Poeta był jednak doskonale obyty z życiem. Nie obce były mu zarówno piękno czy cnoty, jak i brzydota oraz występek. W tamtych czasach prawdziwie oświecone umysły nie uciekały od konfrontacji z życiem, kierując się regułą "człowiekiem jestem i nic, co ludzkie nie jest mi obce".

Autor "Fraszek" zetknął się zresztą ze światem w różnych przejawach. Nie stronił od różnorodności na wielu planach. Także tym religijnym, choć wobec teologii zawsze zachowywał dystans. Chłodny renesansowy dystans. Równocześnie jednak Jan Kochanowski podpisywał się w korespondencji jako "cichy ksiądz w kapitule", czyli proboszcz poznański. Dzięki takiemu tytułowi Kochanowski mógł zabiegać o uzyskanie bogatego opactwa i ofiarować swoje parafrazy psalmiczne monarsze. Zachowując oczywiście niezależność. Jak przystało na prawdziwego twórce.

Ale żebym, wygnawszy niedostatek z domu,
Tym głośniej śpiewał, a nie podlegał nikomu.

Ot, pieniądze. Pod tym względem od czasów Kochanowskiego niewiele się zmieniło.

***

Trwa KONKURS, w którym do wygrania książki Romy Ligockiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz