czwartek, 26 września 2013

Wajda vs. Wałęsa

"Wałęsa. Człowiek z nadziei", biograficzny film w reżyserii Lecha Wałęsy, jest OK. Jak na tak trudny temat, naprawdę nie był zły. Chociaż, czy nie mógł być lepszy?

Fot. Wojciech Wandzel www.wandzelphoto.com dla KBF
Z narracjami biograficznymi często jest problem, bo trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie "jak?". Kwestia ta jest szczególnie trudna, gdy postać jest idolem. Albo jest kontrowersyjna. Przed takim właśnie ciężkim zadaniem stanął Andrzej Wajda, a właściwie Janusz Głowacki, który napisał dla polskiego reżysera scenariusz o legendzie "Solidarności". Jak potraktować postać? Co wybrać? Jak zakreślić ramy czasowe i fabularne?

U Głowackiego akcja dzieje się zasadniczo na początku lat 80., w okresie największej rewolucji społecznej w socjalistycznej Polsce i strajków w Stoczni Gdańskiej, gdzie pracował Lech Wałęsa. Osnową jest wywiad z liderem "Solidarności". Przeprowadzała go Oriana Fallaci. Przenikliwa, błyskotliwa, bezkompromisowa Włoszka wyraźnie jest zdystansowana do przywódcy. Zadaje proste, ale zarazem najtrudniejsze pytania. On jest podenerwowany, ale też pyszałkowaty. Dialog pomiędzy królową wywiadu prasowego a legendą przewrotu w Europie jest pełen napięć. Zupełnie jak sytuacja na początku lat 80. w Polsce.

Tyle że historia w filmie Wajdy, ta wielka, wpleciona jest w codzienność. Nie ma nudnawych panów premierów, pierwszych sekretarzy i innych niezmiernie ważnych postaci. Są za to zapisy na meble, odpadające kółko od wózka dla dziecka, podwyżki cen marmolady i kawy. Oraz zwyczajna rodzina robotnicza. Danuta i Lech - Głowacki cofa akcję do początku lat 70. - dopiero się urządzają. Tworzą tradycyjny dom, gdzie on zarabia pieniądze, ona pracuje na kilku etatach za darmo - sprząta, gotuje, myje, pierze, ogarnia wszystko, co się da. I, oczywiście, zapewnia obsługę psychologiczną i emocjonalną męża. "Zbuntuje się kiedyś pani?" - pyta w filmie Danutę Wałęsę dziennikarz. "No tak, no tak, oczywiście, że się zbuntuje" - ona odpowiada z przerysowaną złością, by po chwili uśmiechnąć się i powiedzieć niczym zaklęcie: "Ale będzie dobrze. Będzie dobrze".

Fot. Wojciech Wandzel www.wandzelphoto.com dla KBF
Danuta Wałęsa jest jednak - a szkoda, bo dramaturgia tej postaci wydaje się nie mniej ciekawa niż protagonisty - tłem dla Lecha. Żoną męża. Wsparciem. I kimś, z kim nie dyskutuje się niczego. Bo mąż, coraz bardziej pewny siebie, coraz bardziej samotny w decyzjach i niezależny, niespecjalnie martwi się o jej dobro. Nawet zostawiając obrączkę i zegarek, gdy wychodzi z domu ("Na wszelki wypadek, gdyby coś się stało, to sprzedasz"), nie jest specjalnie w tym ani czuły, ani nawet sympatyczny.

Lech jest bohaterem filmu, to oczywiste, ale bohaterem już oczywistym nie jest. Zbuntowany, ale bufonowaty, o dobrym sercu, ale przaśny. Robi też mnóstwo błędów językowych i posługuje się specyficzną frazą. Jest niekonsekwentny i w zasadzie - a przynajmniej sugeruje to fabuła - pewność siebie zyskuje wraz z uznaniem przez tłumy. Jako jednostka nie różni się niczym od zwyczajnego człowieka. Nie wyróżnia się heroizmem. I jako taki - bojący się o byt swoich najbliższych - podpisuje haniebne oświadczenie o współpracy.

Ale Głowacki wie, że nic w tym świecie nie jest jednoznaczne. Dlatego działacze "Solidarności" nie są bezwzględnie beatyfikowani, a ludzie władzy pokazują czasem ludzką twarz. Jak na przykład w więzieniu, do którego trafia Wałęsa z dzieckiem. Milicjantka, widząc płaczące niemowlę, nie zastanawia się długo, rozpina bluzę i nadstawia pierś. Dosłownie. Kobiety w jeszcze innym momencie wykażą się odwagą - gdy będą zatrzymywać "nakarmionych" porozumieniem z władzą stoczni strajkujących mężczyzn. To one okażą się bardziej wytrwałe, nie oni. Z drugiej jednak strony to właśnie kobiety będą tymi, które upokorzą najmocniej. Stanie się to podczas rewizji osobistej Danuty Wałęsy na lotnisku, tuż po jej przylocie z uroczystości wręczenia Lechowi Wałęsie pokojowego Nobla.


Fot. Wojciech Wandzel www.wandzelphoto.com dla KBF
Nie o feminizmie, nie o historii, nie o splątanej psychologii - w takim razie o czym jest "Wałęsa" Wajdy/Głowackiego? Czasem myślałem, że o tym, jak ulotna jest pamięć. Bo od tamtych wydarzeń dzielą nas ledwie trzy dekady, a wydaje się, że wszystko się zmieniło. Nikt już nie stoi w kolejkach po sprzęt domowy, nikt nie wbija widelca w radioodbiornik, by posłuchać Wolnej Europy. Z drugiej strony pewne rzeczy trwają. Ludzie nadal bywają podli i zawistni. Bywają też serdeczni i pomocni. Pewnie też nadal są domy, w których klęka się przed telewizorem. Choć, fakt, już niekoniecznie przed papieżem. Ot, Polska i Polacy. Ulubiony temat Janusza Głowackiego.

Film o Wałęsie jest OK. Nie mógł być zły. Ale czy nie mógł być lepszy? Tego nie wiem, chociaż czegoś ewidentnie zabrakło. Czego? To oceni Bóg i historia. Albo ktoś jeszcze inny, kto zdecyduje się kiedyś sięgnąć po temat "Wałęsa". Temat wcale nie taki prosty.

Przedpremierowy pokaz filmu "Wałęsa. Człowiek z nadziei" w Krakowie odbył się wieczorem w środę, 25 września 2013 roku, w Nowej Hucie, w Hali Ocynowni ArcelorMittal Poland.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz