wtorek, 1 października 2013

Epitafium dla "Przekroju"

Śmierć "Przekroju" nastąpiła 30 września 2013 roku. W tym tygodniu wszyscy uczestniczymy w stypie legendarnego tygodnika.


Na okładce ostatniego numeru - następny się już nie ukaże, tak oficjalnie napisał wydawca - gwiazda ostatnich lat, czyli Marek Raczkowski. Rysownik, karykaturzysta, przez wiele lat przynoszący wraz z każdym numerem tygodnika pakiet zabawno-absurdalnych komiksów, urósł do rangi komentatora rzeczywistości, a z jego punktem widzenia utożsamiało się wielu. Raczkowski szedł bowiem pod prąd i praktycznie nie bał się świętości - także tych dosłownie traktowanych. Poza tym był autentycznie zabawny.

"Przekrój" w sumie z tego słynął, że był zabawny, a dowcip prezentowany na łamach był wysmakowany. Żadne tam nurzanie się w prostactwie. Humor tylko arystokratyczny i najlepiej, żeby pachniał Zachodem. Ten bowiem, zwłaszcza w półwieczu po roku 1945, był szczególnie kuszący. Wtedy - o czym przypomina Justyna Jaworska w wywiadzie udzielonym w ostatnim numerze - "Przekrój" był "krakowskim pismem skoncentrowanym na Warszawie, a zapatrzonym w Paryż".

No ale kiedyś to było kiedyś. Na łamach publikował Konstanty Ildefons Gałczyński, Leopold Tyrmand, Sławomir Mrożek i inni. Nie mówiąc o osobowościach naczelnych, z Marianem Eile na czele. Tyle, że czasy się zmieniły, nazwiska zostały zastąpione innymi, Paryż już nie ten, Warszawa też się zmieniła, a Kraków chyba też już inną pełni funkcję niż w siermiężnych latach socu.


Przez ostatnią dekadę "Przekrój" wyraźnie nie radził sobie z przemianami i choć chętnie winę przypisalibyśmy kolejnym naczelnym (nie będę ich wyliczać, bo to w tym momencie dwucyfrowa liczba), to jednak trudno wydawać jednoznaczne wyroki.

Faktem jest, że było coraz gorzej. Ostatni rok nie naprawił niczego. Nie pomogły nazwiska dwóch naczelnych, nie pomogły też dygnięcia w kierunku modnej społeczności stołecznej. "Przekrój" nie jest już w kursie. Dla hipsterów okazał się za mało ę-ą-aj. Prezentowany na łamach lajf stajl niby nawiązywał do tradycji "Przekroju" sprzed dekad - wtedy pismo też przynosiło światowe nowinki - ale jednak coś zgrzytało. Ktoś przyszedł, zrobił słupki oglądalności i zamknął interesik, który przestał się kręcić. Dlatego wygrały "Trudne sprawy".

Życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz