środa, 11 grudnia 2013

Damy które zabijały

Kobiety dokonywały okrutnych morderstw z premedytacją i zimną krwią. I, owszem, były wśród nich damy.

Dajmy na to taka księżniczka Zyta. Niepozorna, rozgarnięta, choć może niezbyt urodziwa,
Znak, Kraków 2013.
wykształcona, no i jednak księżniczka. Gdy poznała starszego o przeszło 15 lat właściciela o nazwisku Boy, myślała, że wyjdzie za mąż z rozsądku. I z zyskiem. Nie wiedziała wtedy, że jej narzeczony do rozsądnych nie należał. I że pieniędzy zbyt dużo nie miał. Ba! Że to on w związku z ewentualnym ślubem liczył na spadek. Podupadła finansowo księżniczka jednak nie miała do zaoferowania wiele więcej poza sobą i swoją nimfomanią. On jej nie umiał zaspokoić w żadnej mierze. W rezultacie księżniczka pewnego ranka strzeliła z rewolweru do ukochanego po czym, jak gdyby nigdy nic, poszła wziąć kąpiel.

A taka Rita Gorgonowa? Związała się z niejakim Henrykiem Zarembą, znanym lwowskim architektem. I miłośnikiem. W szerokim tego słowa znaczeniu. Zaremba miał już żonę, a Gorgonowa miała się opiekować Lusią, córką architekta. No i opiekowała się. Do czasu. Bo Lusia szczerze nie lubiła Gorgonowej. Ta więc, tuż po kolacji (serwowane były pierożki z mięsem) zamordowała Lusię przy użyciu siekierki do lodu. O tym zdarzeniu huczał w latach 30. cały kraj. Gorgonowa stała się, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, prawdziwą celebrytką.
Tak się, moi drodzy, działo w Polsce przedwojennej i to nie była jakieś wyjątkowe sprawy kryminalne z udziałem kobiet z najwyższej półki społecznej. O tym i innych strasznych historiach upadłych dam z okresu II Rzeczpospolitej pisze Kamil Janicki. To jego kolejna książka z cyklu "Prawdziwe historie", gdzie opierając się na autentycznych zdarzeniach snuje opowieści o różnych przypadkach kobiet.

Tym razem padło na damy-przestępczynie. Janicki pisze więc o nich w stosownym stylu: łącząc dostojeństwo pięknych archaizmów z wciągającą narracją sprawozdawcy sądowego. Ale, co ważne, czuć w tym nie tylko lekkość pióra, ale również i radość opowieści. To bardzo udziela się czytelnikowi, który daje się wciągnąć w ten zbrodniczy świat na kilka godzin. By poznać nie tylko księżną Zytę, ale również Wandę Parylewiczową czy Helenę Fleischerową.

Zaprawdę powiadam wam: po bliższym kontakcie z tymi paniami dwa razy zastanowicie się, gdy spotkacie na swojej drodze miłe i dystyngowane oraz dobrze wychowane damy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz