piątek, 10 stycznia 2014

Miłosz speaks about...

Nie mam złudzeń. Tę książkę Czesława Miłosza przeczyta ledwie garstka. A nieliczni zrobią to dokładnie i w całości. 

Wśród wielu tematów poruszanych w książce znalazł się i Dostojewski
Ponad 500 stron teoretycznie nie powinno być wyzwaniem dla miłośników książek. I nie jest, jak wiemy. Grubsze były tomy Harry'ego Pottera. Bestseller ostatnich miesięcy, "Wyznaję", też liczył sobie więcej, o ile dobrze pamiętam. Tyle że książka Miłosza to zbiór wywiadów. I to przeprowadzonych przez zagranicznych dziennikarzy czy innych rozmówców na przestrzeni lat 1979-2003. A więc dotyczących wąskiego zakresu.

Po co się robi takie tomy? Przede wszystkim dla celów dokumentacyjnych. Czesław Miłosz to przecież temat wielu prac - nie tylko z dziedzin filologicznych. Obszerny zbiór może więc być znakomitym punktem wyjścia do dalszych i głębszych badań - zanim autor konkretnej dysertacji czy rozprawy trafi pod właściwy katalog w specjalistycznej czytelni czasopism. Tu teksty zostały wstępnie przebrane, przełożone (co też ma swoje znaczenie) i opublikowane wraz ze stosownymi przypisami ułatwiającymi lekturę i zrozumienie aluzji oraz ukrytych sensów.

Poza tym, wiadomo, Miłosz to wieszcz. Ktoś, kogo nie tylko bada się ze względów naukowych, gromadzi dokumentacje i w ten oto sposób odstawia na wysokie półki specjalistycznej literatury. To ktoś, o kim mówić należy głośno i w wielu tomach. Dlatego właśnie "Rozmowy zagraniczne. 1979-2003" muszą być obszerne, a wcześniej "Rozmowy polskie" zostały podzielone na dwie części.

Lektury tych rozmów z powodów opisywanych powyżej nie będą więc zaskakujące dla czytelników z grubsza rozgarniętych w tym, co myśli i jak funkcjonował Miłosz. I tak wieszcz opowiadanie o sobie uważał za nieprzyzwoite i dlatego był poetą, a nie prozaikiem. Narzekał na powierzchowną edukację wczesnoszkolną w Stanach. Pisania politycznego - to a propos "Zniewolonego umysłu" - nie lubił, ale został do niego zmuszony.

Ciekawie wypowiadał się autor "Ziemi Ulro" o Dostojewskim, zwracając uwagę na to, że popularność rosyjskiego prozaika wzrosła znacząco na Zachodzie po tym, jak Freud dostarczył swoich słynnych narzędzi interpretacyjnych. Z innej rozmowy dowiadujemy się, że jako Polak Miłosz inaczej patrzył na Zachód niż pisarze rosyjscy - przynależał bowiem już do świata Zachodu. Gdzie indziej z kolei z charakterystycznym dla siebie zdecydowaniem oświadczał, że jest obywatelem amerykańskim.

Obok wywiadów jest też kilka miłych zaskoczeń. Na przykład zapis wypowiedzi na konferencji literackiej w Lizbonie. Poza głosem Miłosza słychać tam Zagajewskiego czy Kisa, a także Tatianę Tołstoj. Ciekawa to, nawiasem mówiąc, dyskusja. I dość obszerna.

WL, Kraków 2013.
Jeśli o samego Miłosza chodzi, niespodzianek ani skandali jednak nie ma. Jest miłe poczucie, że otrzymujemy solidne opracowane wydawnictwo - kolejny tom w serii poświęconej wyłącznie nobliście. Jest wszystko jak trzeba, czyli przypisy, noty biograficzne z podstawowymi danymi o rozmówcach, indeksy nazwisk i źródła cytowań. Zabrakło może tylko jakiegoś wprowadzenia popularyzatorskiego, co znacząco ułatwiłoby lekturę tym, którzy z twórcą nie są tak zaprzyjaźnieni. Ale, jako się już rzekło, nie dla tych to jest lektura. To książka dla tych, którzy Miłosza znają raczej lepiej niż dobrze i teraz szukają niuansów ukrytych czasem między zdaniami wypowiadanymi przez poetę na światowym forum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz