środa, 8 stycznia 2014

Mitologia on-line

Od kilku dni kartkuję - znowu, po latach - jedną z najlepszych książek o mitologii. I zachwycam się jej bogactwem.

Z obszernymi "Mitami greckimi" Roberta Gravesa zetknąłem się po raz pierwszy w liceum. Musiałem je czytać obok "Mitologii" Jana Parandowskiego. I nie byłem z tego powodu specjalnie szczęśliwy. Parandowski był bowiem przyjemnym bajarzem w porównaniu z Gravesem. Snuł swoje opowieści raczej na luzie, bez dyscypliny charakterystycznej dla badacza. Jakby dzielił się historiami uniwersalnymi - językiem i sposobem narracji przerzucając pomost pomiędzy tym, co działo się w wyobraźni przed wiekami a tym, co wiemy o naturze ludzkiej współcześnie.

Parandowski tłumaczył "Mitologię" na język obecny, pokazując ciągłość tradycji. Po prostu. I w bardzo prosty sposób.

Graves działał inaczej. Był i, co widzę wyraźnie i dziś, jest bardziej uniwersytecki. Jego "Mity greckie" mają przede wszystkim inną strukturę. Porwaną, niekompletną. Widać to już na poziomie poszczególnych rozdziałów ponumerowanych niczym osobne szufladki z osobnymi historiami - czasem wersjami poszczególnych mitów. Każda więc z części, precyzyjnie i kolejno oznaczonych, jest podzielona na akapity - także opatrzone sygnaturą - i wzbogacona odpowiednimi komentarzami i przypisami. W ten sposób mamy wgląd nie tylko w różnice pomiędzy konkretnymi opowieściami, ale i dostajemy rzetelny spis źródeł.


Mitów o stworzeniu musi zatem być kilka. I znajdują one odzwierciedlenie w początku tej opowieści. Tak jak i podrozdział, który może stanowić komentarz do wydanego w ubiegłym roku "Kronosa" Gombrowicza. Osobny rozdział jest poświęcony narodzinom Afrodyty, osobny - Zeusie i Herze, jeszcze inny - naturze i poczynaniom Posejdona. I tak dalej, i tak dalej. Każdy ma tu swoje  miejsce. Każdemu poświęcony jest mini-wykład.

Graves, będąc w zgodzie z mitologiczną naturą, wrzuca nas w sieć różnorodności, pokazując nie tylko spójny system wierzeń starożytnych, ale i podkreślając jego umowność. Przypomina także o tym, że wiele opowieści uwikłanych jest we współczesną wiedzę. Dlatego też często pojawiają się komentarze z dziedziny historii, archeologii czy antropologii.

To, co dodatkowo podczas bieżącej lektury zwraca uwagę, stanowi zaskakującą nowoczesność tej książki. Graves napisał bowiem coś w rodzaju hipertekstu - opartej na matematycznych strukturach układanki narracyjnej, którą można w dowolny sposób modyfikować. To oczywiście nie ułatwia w żaden sposób lektury. Ten sposób opowieści wymaga więcej zaangażowania. I większej uważności. Z drugiej strony przypomina też nieco surfowanie po Internecie. A to z kolei może być atrakcyjne dla wielu odbiorców wychowanych na tym medium.

Ja Gravesa lubię jednak najbardziej za jego życiowość - a konkretnie za to, że wychodząc od ulubionej historii docieramy często do mitu, który jest naszym prywatnym odkryciem. Miejscem, do którego nie spodziewaliśmy się trafić. Ale które nas wciąga i fascynuje niemal od pierwszego momentu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz