Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grecja. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

Mitologia on-line

Od kilku dni kartkuję - znowu, po latach - jedną z najlepszych książek o mitologii. I zachwycam się jej bogactwem.

Z obszernymi "Mitami greckimi" Roberta Gravesa zetknąłem się po raz pierwszy w liceum. Musiałem je czytać obok "Mitologii" Jana Parandowskiego. I nie byłem z tego powodu specjalnie szczęśliwy. Parandowski był bowiem przyjemnym bajarzem w porównaniu z Gravesem. Snuł swoje opowieści raczej na luzie, bez dyscypliny charakterystycznej dla badacza. Jakby dzielił się historiami uniwersalnymi - językiem i sposobem narracji przerzucając pomost pomiędzy tym, co działo się w wyobraźni przed wiekami a tym, co wiemy o naturze ludzkiej współcześnie.

Parandowski tłumaczył "Mitologię" na język obecny, pokazując ciągłość tradycji. Po prostu. I w bardzo prosty sposób.

Graves działał inaczej. Był i, co widzę wyraźnie i dziś, jest bardziej uniwersytecki. Jego "Mity greckie" mają przede wszystkim inną strukturę. Porwaną, niekompletną. Widać to już na poziomie poszczególnych rozdziałów ponumerowanych niczym osobne szufladki z osobnymi historiami - czasem wersjami poszczególnych mitów. Każda więc z części, precyzyjnie i kolejno oznaczonych, jest podzielona na akapity - także opatrzone sygnaturą - i wzbogacona odpowiednimi komentarzami i przypisami. W ten sposób mamy wgląd nie tylko w różnice pomiędzy konkretnymi opowieściami, ale i dostajemy rzetelny spis źródeł.

środa, 4 grudnia 2013

Jak myślisz?

Hildegarda stwierdzająca, że pszczoła bywa mądrzejsza od cesarzy, pies Ciapek jako odciśnięcie idei, Jezus żądający odrzucenia myślenia - takie rzeczy to tylko u Manueli Gretkowskiej.

Świat Książki, Warszawa 2013.
Właśnie ukazała się jej nowa książka. Nie, nie żadne science fiction czy rozpisana na błyskotliwe felietony powieść z kluczem. "Marysiu, jak myślisz?" to historia fantastyczna (owszem) i błyskotliwa (jak najbardziej), ale napisana z myślą o młodym czytelniku.

Mama narratorki, tytułowej postaci, traci pracę w bibliotece. Innego zajęcia nie ma. Co to będzie? Co to będzie? Bezrobocie? Niby tak. Ale o co chodzi w bezrobociu? Że pieniędzy może będzie mniej? No tak. Ale chyba są zapasy. Zwłaszcza czasu, którego pojawia się całe mnóstwo. Tak rodzi się znakomity pomysł, by wybrać się w podróż w czasie i przestrzeni. A nade wszystko w wyobraźni. A jako że mama jest bibliotekarką, Marysia z braciszkiem i psiakiem, Ciapkiem, wyruszają do świata znanego z książek.

Zaczyna się od scen, w których Ciapek skacze po pięknym ogrodzie. To Biblia i lemury. I fascynująca opowieść o ewolucji. Bo o tym jest Biblia.

Kolejna opowiastka - dziejąca się w Lascaux (na terenie przyszłej Francji) też jest poniekąd o ewolucji. "Ewolucja jest formą grzeczności, ustępowania miejsca lepiej przystosowanym" - tłumaczy przytomnie małej Marysi mama. W sumie... prawda!

czwartek, 8 sierpnia 2013

Zygmunt Kubiak: Literatura Greków i Rzymian || prawie 700 stron

Są wakacje. I dobrze. Bo można bez stresu czytać o literaturze, która w roku szkolnym ma jakiś inny posmak. Na przykład o klasycznej literaturze tworzonej przez Greków czy Rzymian. Zwłaszcza gdy przewodnikiem po tych obszarach kulturowych jest Zygmunt Kubiak, autor wznowionej właśnie "Literatury Greków i Rzymian" (Znak, 2013).

 
Na początku musi być "Iliada" i "Odyseja". Faktycznie. Od nich Kubiak zaczyna, snując rozważania o stylu "nazbyt osobliwym". Potem są domysły, kim był i czy w ogóle istniał Homer (a może dzieła wspomniane napisała "córka Homera"?). I rozprawa o czym traktują epopeje. No i fragmenty rzeczonych tekstów. Najpiękniejsze.

Ten porządek - wstęp eseistyczny czy też merytoryczny, a potem fragmenty - utrzymywany jest przez całą książkę. Po Homerze mamy Hezjoda, potem najdawniejszą lirykę, starszych mędrców (w tym Ezopa słynącego z bajek czy Heraklita, który przekonuje, że "Słońce jest co dzień nowe"). Poznamy też fragmenty z Herodota, za którym współcześnie podążał Kapuściński, najstarszy teatr i filozofię (z Platonem na czele), a potem też i Horacego, i Cycerona. I wielu innych.

"Literatura Greków i Rzymian" to bogate źródło wiedzy na temat starożytności, która - wbrew przymusowi szkolnemu - wcale nie jest nudnym przedmiotem namysłu obowiązkowego. Wręcz przeciwnie. Może być fascynująca, wielobarwna i, co może najważniejsze, bardzo współczesna. Wiele sentencji, obrazów, sformułowań ma wciąż tę samą, co przed tysiącami lat, siłę rażenia. Mądrość w swojej najbardziej subtelnej formie. Nie wypłukana przez współczesny konsumpcjonizm, który czasem wystudza nasz zmysł obserwacji i autoanalizy.

Lis, bardzo wygłodzony, zobaczył winogrona wiszące wysoko. Chciał się do nich dostać, lecz nie zdołał. Odchodząc, powiedział sobie: "Niedojrzałe". (Z Bajek Ezopowych)
Filolodzy klasyczni, a może i nie tylko tacy, będą z ogromnym sceptycyzmem patrzyli na książkę Kubiaka. Bo cóż można powiedzieć o bogactwie literatury tamtych czasów na ledwie 700 stronach (w tym kilkudziesięciu zadrukowanych indeksem nazwisk - bardzo w tym przypadku przydatnym)? No, niewiele. Fakt. Ale racji oni mieć nie będą. Bo "Literatura Greków i Rzymian" nie jest to lektura wymagająca. To raczej antologia dla tych, którzy chcą mieć u siebie na półce podręczną przyjemną książkę, która jest wspaniałą podróżą w dawne dzieje. Tylko tym. I aż tym.

Czytaj też o Kapuścińskim.

środa, 12 czerwca 2013

Premiera: Klimko-Dobrzaniecki || grecka wojna domowa z lat 1946-49

Hubert Klimko-Dobrzaniecki to mistrz opowieści. I opowiadań. Drobnych. Z wszystkich jego prozatorskich książek pamiętam bowiem coś w rodzaju gagów, scenek. Gdy więc okazało się, że jego nowa pozycja, "Grecy umierają w domu" (Znak, 2013) klasyfikowana jest jako "powieść", to postanowiłem sprawdzić, czy coś się u niego zmieniło.

Ale od początku.

"Grecy umierają w domu" to historia Sakisa Sallasa, pisarza o niezorientowanej orientacji pisarskiej, po pięćdziesiątce, z ambicjami, choć bez parcia na szkło, niosącego za sobą pewien bagaż doświadczeń. Ten bagaż poniekąd mieści się w tytule powieści. Ale tylko poniekąd. Bo to bardzo metaforycznie ujęta byłaby treść.

Rzecz dotyczy zasadniczo ojca Sakisa. Ale historii opowiedzianej bardzo nie wprost. Poprzez jakieś strzępki wspomnień, kołtuny pamięci, mitologie doświadczeń. A więc gdy jakieś obrazki się pojawiają - a to broda, a to ogon, a to kura - są one na ogół przysłonięte falbanami emocji. I tak właśnie mniej więcej - chodzi o poetyczność - opisane.

Pretekstem dla pisarza, tak przynajmniej czytamy we wstępie, choć wobec Kilkmo-Dobrzanieckiego, mistrza zmyślenia i blagi, należy przyjąć zasadę szczególnej nieufności, jest grecka wojna domowa z lat 1946-49. We wspomnianym wprowadzeniu czytamy, że lewicowi partyzanci w części zdołali ewakuować się za granicę. Wśród państw, do których trafili, znalazła się i Polska. A wśród miejsc w Polsce: Dolny Śląsk, czyli Bielawa. Z której pochodzi Autor.

Klimko-Dobrzaniecki napisał książkę ważną i trudną na swój sposób. Raz, przez formę i tworzywo historii, a dwa, przez temat.

Jarek Czechowicz na krytycznymokiem.blogspot.com w swojej recenzji z "Grecy umierają w domu" napisał (i wytłuścił ;-):

To jest powieść przede wszystkim o mitologizowaniu ojcostwa. Także książka o poszukiwaniu tożsamości i niemożności jej odnalezienia. O kwestionowaniu męskości i próbach jej zrozumienia. O wszystkich dobrych i złych wspomnieniach, jakie pozostały w głowie autora po Grekach – emigrantach z rodzinnej Bielawy.

Bardzo celne to spostrzeżenie.Nic dodać, nic ująć.

A wracając do mojego sprawdzania, czy coś się u Klimko-Dobrzanieckiego zmieniło... Ciągle dużo obrazków. Ta powieść ufundowana jest na historyjkach. Ale, wydaje się, że cały obraz coraz mocniej się dopełnia. I uspójnia.

Tak czy inaczej - "Grecy umierają w domu" to jedna z tych dobrych i pięknych polskich książek, jakie ukazały się w ostatnim czasie. I po które sięgnięcie z gwarancją satysfakcji.