poniedziałek, 13 stycznia 2014

Złe wychowanie

Obscena i wulgaryzmy. Albo przejmujący obraz dojrzewania. Jak ocenić "...będzie gorzej"Jana Pelca? 

Czarne, Wołowiec 2014.
Josef, kumpel Olina, głównego bohatera "...będzie gorzej" Pelca, nie ma żadnych wątpliwości: "Kurde, na włosy połóż lachę, one są nieważne, w pudle i tak cię obetną. Żeby człowiek był silny, nie może mieć nic materialnego, na czym by mu zależało. Jak masz coś takiego, to jest to twój słaby punkt i jesteś gotów do ustępstw. A kiedy masz tylko samego siebie, własne marzenia, wtedy nie złamie cię żaden gliniarz, pudło ani jary, kapujesz? Zapamiętaj. I drugie hasło: będzie gorzej. Powtarzaj to sobie zawsze, jak będziesz w kanale". Ostra to lekcja. I zarazem gorzka. Zwłaszcza, że chłopak młody i pełen marzeń w piersi. Ale przyda się ona. I, co najgorsze, sprawdzi się okrutnie.

"...będzie gorzej" zaczyna się przecież od marzeń. Młodzieńczych. Związanych z miłością pełną i romantyczną, przez którą delikwent wspina się po piorunochronie, by swoją wyjątkową dziewczynę... zobaczyć jak się gźi z innym. Nie takiego słowa oczywiście używa narrator tej opowieści, zgoła innego, ale szczegóły i wszystko, co z tym związane opisane jest opisane wprost. Jak i zdenerwowanie (łagodnie mówiąc), i złość (delikatnie określiwszy), i rozpacz (używając eufemizmu), a potem nieszczęśliwa poświata, jaką zostawia niespełnione i tak bardzo zbrukane uczucie.
Pelc w opowieści o Olinie bywa jednak dosadny, choć pięknego języka używa. Takiego jakiego użyłbym może i ja, a może i Ty. Pod warunkiem, że tyle marzeń i tyle ochoty na życie mielibyśmy, co on w odpowiednim czasie i miejscu. 

Ale konkretnie: cóż to za okoliczności? Ano jest to Czechosłowacja. Lata 70. ubiegłego wieku. Kontrrewolucja obyczajowa w specyficznym socjalistycznym wydaniu, gdzie pali się tanie papierosy zamiast marysi, a bunt wobec wojny tu zastępuje specyficzna etyka, która sprawia, że nie wchodzi się w układy z władzą. Oczywiście do czasu. Bo wszystko będzie przecież podszyte buntem. Buntem przeciwko wszystkiemu.

Choć książkę Pelca znajdziemy w katalogu wydawnictwa Czarnego w sekcji "nowości", to warto wiedzieć, że ukazała się ona już w Polsce dobrych kilka lat temu. Zaraz po tym jak opublikowało ją wydawnictwo w Kolonii w 1985, przełożył ją - podobnie jak i wydaną teraz wersję - Jan Stachowski, choć wówczas ukazały się dwie z trzech części książki. Teraz otrzymujemy całość, co w sumie daje ponad 600 stron druku.

Nie straszna jednak ta grubość. Powieść Pelca, napisana językiem kwiecistym (i nie mam tu na myśli tylko wulgaryzmów czy obsceny), to przede wszystkim pean żywota wyklętego - człowieka, który kontestuje rzeczywistość za pomocą dostępnych mu narzędzi: miłości cielesnej, piwa lanego, muzyki rockowej. Nie napiszę jednak, że sympatyczna to lektura, bo to nie jest książka, po której humor się poprawia. Albo po której chce się żyć. Z tekstem porozumienie znajdą raczej malkontenci, wcale nie radośni za to uważni obserwatorzy rzeczywistości, czytelnicy - w skrócie mówiąc - solidnie i do spodu wkurwieni.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz