niedziela, 16 listopada 2014

Dobrze mieć okna

Otwieranie okien, gdy na zewnątrz smog, to czynność ryzykowna. Ale czasem warto zaryzykować. Wie o tym Anna Arno.
Kto powiedział, że najważniejszy jest widok za oknem?
(c) bguilas21 / Foter / CC BY-NC-SA
Okna to dość poręczna i, co tu dużo mówić, ograna metafora w literaturze. Tzw. "okno na świat" - zwrot do interpretacji - nie sprawi żadnych trudności nikomu. Tak przypuszczam. Dlatego, od razu powiedzmy, Anna Arno miała na starcie utrudnione zadanie. Musiała nas uwieść czymś. Oraz kimś. Od pierwszej strony.

"Chcę opisać widok z mojego okna" - tak po prostu zatytułowany jest pierwszy z tekstów w tym niewielkim zbiorze opublikowanym przez Zeszyty Literackie. I zaraz w drugim zdaniu czytamy:
"Krzak głogu jest nagi i tylko w trawie leżą resztki zmrożonych owoców. Na jabłonce wiszą suche jabłka. Dziobią je ptaki. Trawa jest jeszcze zielona, ale niedługo pójdzie pod śnieg".
Potem nie jest inaczej. Dominują jakieś fotografie z naturą (ale jest tu też trochę przedmiotów gospodarstwa domowego) i anonimowe raczej postaci. Anonimowe - bo przecież podglądający nie ma obowiązku identyfikować z imienia i nazwiska obserwowanych przez okno. Obserwowanych anonimowo, co nie znaczy, że niewinnie.

Dowiemy się o tym już w kolejnym obrazku - bo ten zbiór składa się właśnie z takich obrazków, które pewnie ktoś inny uzna jako poetycką prozę. W tym zatem kolejnym obrazku "ściany są cienkie", więc (bo chyba nie "ponieważ") "inni są blisko", choć "dalecy o lata świetlne".

Ta lekka ambiwalencja będzie towarzyszyć często potem obserwacjom z okien. Rzeczywistość bywa dostatecznie zadziwiająca w swojej prozaiczności, by nie przechodzić nad nią do porządku dziennego. Nawet jeśli zabrzmi to jak paradoks, w oparciu o który - nawiasem mówiąc - często są zbudowane te obrazki.

O paradoks, ale także i w oparciu o bolesną logikę życia (i śmierci).
"Rano wył pies. Wył długo. Pies wyje, kiedy umiera jego pan. Na drzwiach wisi klepsydra. Umarł pan Marek. "Umarł nagle", nie "po ciężkiej chorobie". To on stał z piwem przy śmietniku. A teraz nie żyje. Chyba przyszła rodzina, zabrali psa".
Szybko okazuje się też, że podmiot z książki Anny Arno interesują relacje. Obserwuje ludzi wobec samych siebie, wobec innych, w kontaktach ze światem. Podgląda ich, ale unika ocen. Jest reporterką przemijania i człowieczych skrawków losowych zamkniętych jednak gdzieś tam daleko w ramy przeznaczenia i przypadku.

Ramy. To kolejne słowo-klucz do czytania tych obrazków.

Niewielki ów zbiór dzieli się na dwie części - "Okna" i "Inne okna" - trochę niepotrzebnie sugerując, że to, co zaobserwowane tu, jest inne od tego, co zaobserwowane tam. Niepotrzebnie, bo przecież wrażliwość ta sama jest uruchamiana w Krakowie, Paryżu czy nad Morzem Czarnym. Poza tym zawsze chodzi mniej więcej o to samo: by uchylić rąbka firany, za którą kryje się jakaś wcale nie taka straszna tajemnica.

Zeszyty Literackie, Warszawa 2014.
Odnoszę wrażenie, że Anna Arno lepiej wypada w takim właśnie okiennym wychylaniu się ku życiu różnemu a jednak dość jednorodnemu. Lepiej - jeśli w ogóle można oceniać owo wychylanie - bo to nie do końca tak naprawdę sprawa tylko literatury, tak sądzę - niż w pisaniu o życiu jednym a różnorodnym, jak było w przypadku Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. W każdym razie ja spędziłem kilka dobrych chwil nad tym zbiorem. I - czytając w tramwaju - zapomniałem wysiąść na właściwym przystanku. Co jest chyba znaczącą rekomendacją dla tej literatury.

2 komentarze:

  1. Wciąż wracam do tej książki. Otwieram na dowolnej stronie, delektuję się i zapominam o bożym świecie :-)

    OdpowiedzUsuń