sobota, 18 kwietnia 2015

Pozbierać

"Obecność" Remigiusza Grzeli to opowieść o sile miłości, która często zamazuje granicę pomiędzy światem żywych i umarłych.



Remigiusz Grzela o zmarłej Agacie, swojej agentce:
>> Mama udawała przed nią, że jest mocniejsza niż była. Ale wychodziła do kuchni robić herbatę i tam w kącie płakała.
Krystyna Janda o życiu po Edwardzie Kłosińskim:
>> Czytał "Dzienniki" Maraiego i książka jest otwarta tam, gdzie skończył. Sama też już nigdy ich nie przeczytałam. Leżą też gazety, które czytał. Jego telefon ma teraz moja mama. Kiedy do mnie dzwoni, wyświetla się: „Edward”. Nie potrafię tego zmienić. Jeżdżę ciągle w to samo miejsce na wakacje letnie, w to samo miejsce na narty. W ogóle nie zmieniłam życia. Miejsc, przedmiotów, zwyczajów, przyjaciół. W tych, którzy go nie pamiętają albo go nie znali, widzę ten brak. Ci, którzy go znali, znaczą dla mnie tyle więcej.
Paula Sawicka o pokoju Marka Edelmana po jego odejściu:
>> Stało tam łóżko z podnoszonym stelażem, które kupiliśmy jeszcze dla mamy, żeby było wygodnie spać, bo ten pokój służył tylko do spania. Jest malutki, na końcu mieszkania i obok łazienki – „Syberia”, mawiał o tym pokoju. Tego łóżka już nie ma, bo zabierało dużo miejsca. Był regał z książkami, ale pewnego dnia, już po jego śmierci, po prostu się zawalił, jakby był z zapałek i wszystko się osunęło. Często podłoga w nocy skrzypi, jakby Marek szedł korytarzem. Wie pan, co mi zostało? Kartony gauloises’ów bez filtra. Zawsze się martwił, że mu nie starczy i zaopatrzenie zrzucał na głowę swoich dzieci. Każdy, kto przyjeżdżał z Francji, musiał dostarczyć haracz, przynajmniej karton tych papierosów. Ostatnio nie palił. Złościł się: „Nie mogę pić ani palić, to co to jest za życie?”. Już mu nie smakowały. Bywało, że siadał, usiłował zapalić i zaraz gasił.
Leszek Sankowski o rzeczach po Teresie Torańskiej:
>> Perfumy dałem córce. To jest jedyne, czym naruszyłem stan jej bycia w tym pokoju. Wciąż jest mniej więcej tak, jak było za jej życia. Myślę, że już powinienem to posprzątać. To nieładne słowo. Pozbierać. Przy łóżku leży jej torebka z kosmetykami. Myślę, że już jestem gotowy. Nawet karton przygotowałem. Trochę odzieży oddałem do hospicjum, pod którego opieką była. Już nie paraliżuje mnie ta sytuacja. Przestałem mieć poczucie, że połowa mojego ciała została wyrwana. Na pewno mama bardzo pomagała, bo miałem przy niej zajęcie, dom musiał funkcjonować tak, jak funkcjonował, kiedy Teresa była z nami. Mama ma 99 lat.
Drzewo Babel, Warszawa 2015.



Przeczytaj o książce Remigiusza Grzeli "Obecność".

Przyjdź na spotkanie z Autorem w czwartek, 23 kwietnia, w Krakowie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz