sobota, 27 lutego 2016

6 x Dedecius

Karl Dedecius, wielki przyjaciel Polski, odszedł w wieku 94 lat.

"Tłumacz przewozi na drugi brzeg" (Karl Dedecius)
(c) sylvain.collet via Foter.com / CC BY-NC-SA
Owiany legendą. Przełożył w końcu utwory ponad 300 poetów i prozaików, edytował ogromną 50-tomową serię "Biblioteki Polskiej" i siedmiotomową encyklopedię. W roku 1980 założył w Darmstadt Niemiecki Instytut Kultury Polskiej.

Swoje wspomnienia Dedecius zamknął w książce "Europejczyk z Łodzi". Jej przekład na język polski ukazał się w roku 2008 i najprawdopodobniej wtedy właśnie miałem okazję poznać Karla Dedeciusa, który w okolicznościowym wywiadzie (całość znaleźć można w książce "W biegu... Książka podróżna. Rozmowy z pisarzami (i nie tylko)") opowiadał o sobie.

1. O pochodzeniu:
"Ściślej rzecz biorąc, to moja matka urodziła się w Szwabii. Była bardzo pracowitą kobietą, a do tego cichą i religijną. Ojciec – wręcz przeciwnie. Pochodził z Sudetów i był raczej głośną, umuzykalnioną i bardzo towarzyską osobą. Dziś mówię zatem, że odziedziczyłem muzę od ojca, który władał biegle czterema językami; matka natomiast nauczyła mnie solidności i odpowiedzialności w pracy. Ta dziwna mieszanka okazała się tutaj, w Polsce, bardzo efektywna".

2. O nauce w przedwojennych szkołach:
"Miałem znakomitego dyrektora. W klasie było siedmiu Niemców, sześciu Żydów, piętnaścioro Polaków, dwóch Francuzów z Alzacji, którzy w Łodzi mieli fabrykę, jeden Rosjanin, który ostał się po rewolucji. W takiej atmosferze rośli naturalni Europejczycy. Mieszały się języki i kultury. Z tego okresu pozostało wiele bardzo cennych przyjaźni. Wspólnie chodziło się na potańcówki, grało na podwórkach, spędzało długie godziny...".

3. O tożsamości:
"Jeśli chodzi o narodowość byłem Niemcem, jeśli chodzi o przynależność do państwa – byłem Polakiem. Taka odpowiedź, szczególnie po wojnie, sprawiała wielu ludziom sporo kłopotów. A ja tymczasem miałem dwie dusze: jedną słowiańską, a drugą germańską. Może dlatego zresztą zawsze bardziej interesowały mnie strofy Mickiewicza niż krwawe dzieje i historia".

4. O początkach pracy translatorskiej:
"Pierwsze moje tłumaczenia miały miejsce jeszcze w gimnazjum. Profesor od łaciny bardzo chciał, byśmy tłumaczyli poezję. Na warsztacie był m.in. Horacy czy Wergiliusz. Zająłem się wówczas Kochanowskim. Jeden z pierwszych wierszy tego poety opowiadał o przeprowadzce Kochanowskiego z dworu do Czarnolasu. Autor "Fraszek" chciał w ten sposób uciec od uciążliwych obowiązków kłaniania się przed możnowładcami".

5. O bestsellerowej antologii:
"Gdy w latach 50. składałem do druku polskie wiersze, mój wydawca, Suhrkamp, patrzył na to wszystko mocno sceptycznie. Był przekonany, że nikt nie będzie się interesował polską poezją. Bardzo musiał się zdziwić, gdy okazało się, że antologia polskiej poezji "Lekcja ciszy" doczekała się kilku wznowień, a cały nakład przekroczył 100 tys. egzemplarzy. Niemieccy pisarze i poeci mieli wówczas ok. 2–4 tys. nakładu".

6. O tym, kim jest tłumacz:
"Moje miasto rodzinne ma w swoim herbie łódkę i wiosło. To bardzo wiele wyjaśnia. Tłumacz jest dla mnie tym, który przewozi na drugi brzeg. W człowieku tkwi naturalna tęsknota, by dowiedzieć się, co jest za horyzontem, co mnie spotka poza rzeką. Mali chłopcy pchani potrzebą przeżycia przygody tak właśnie czynią – biorą łódkę i wiosło, i udają się na drugi tajemniczy brzeg. Bardzo lubię tę metaforę, bo ona doskonale zgadza się nie tylko z moim miejscem pochodzenia, ale i ciekawością „innego” (człowieka, świata), nowych odkryć i przeżyć. Nie wystarczam po prostu sam sobie, bez innych".

Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2008.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz