poniedziałek, 3 lutego 2014

Szczeklikowe melodie życia

Andrzej Szczeklik, zmarły przed dwoma laty lekarz-legenda, autor książek "Katharsis" czy "Kore", zasługiwał na piękną pamiątkę. I właśnie taką dostajemy - wywiad rzekę z przyjacielem.
 

Jerzy Illg, bo o tym przyjacielu mowa, nie tylko umie rozmawiać z wyjątkowymi ludźmi, ale również zaprzyjaźnia się z tymi właściwymi. Mieliśmy już tego dowód w postaci książki "Mój Znak" wydanej niemal pięć lat temu. Opasły tom mienił się anegdotami o Czesławie Miłoszu, Wisławie Szymborskiej czy wielu innych postaciach z życia literackiego. Z najwyższej, dodajmy od razu, półki.

Do elitarnego, choć wcale nie tak wąskiego grona bliskich Jerzemu Illgowi, należał też profesor Andrzej Szczeklik. Wybitny lekarz, który leczył najwybitniejszych. Ratował Czesława Miłosza, przywracając go kilkakrotnie życiu. Pomagał Stanisławowi Lemowi. Opiekował się Wisławą Szymborską. Leczył Sławomira Mrożka. I wielu, wielu innych. Był również humanistą o szerokich horyzontach.

Wychowany w patriotycznym domu znał świetnie język francuski. Kochał muzykę, wahając się nawet w pewnym momencie, czy nie iść tą drogą. Ostatecznie jednak zwyciężyły geny. Andrzej, syn wybitnego profesora medycyny, Edwarda, poszedł w ślady ojca. I zrobił zawrotną karierę.

Habilitował się zaledwie w wieku 29 lat, szybko wyjeżdżał na staże zagraniczne, w tym do Stanów Zjednoczonych, co w latach 60. było nie lada sztuką. Spośród trzynastu stypendystów to jednak Szczeklik wrócił do kraju, decydując się porzucić karierę amerykańską, z pewnością bardziej perspektywiczną niż ta krajowa. "Gdybym nie wrócił, ojciec by mi nigdy nie wybaczył" - zdradza Illgowi. Dając tym samym dowód nie tyle przywiązania do kraju, ale przede wszystkim do rodziny.

O rodzinie Szczeklika jednak, o dziwo, nie ma wiele w tej książce. Oczywiście przeczytamy o jego ojcu, zobaczymy na fotografii trójkę dzieci, nawet dowiemy się, że najstarszy syn poszedł w ślady głównego bohatera opowieści. Ale poza tym rodzina najbliższa należy do tych sfer prywatności, których Illg w rozmowie ze Szczeklikiem nie odsłaniają. Opowieść idzie bardziej w anegdoty: piękne wspomnienie o ciepłym i życzliwym laureacie Nobla, Seamusie Heaneyu; o fortepianie, Bechsteinie, kupionym od nauczycielki muzyki, do domu w Kościelisku; czy o chevrolecie, którego Szczeklik kupił w Stanach Zjedonocznych za 100 dolarów i którego w niecny sposób musiał się potem pozbyć.


Szczeklik sporo mówi o kulisach swojej kariery zawodowej, nie tylko zdradzając ekonomiczne i społeczne różnice między Polską a krajami zachodnimi, ale różnicując na przykład Kraków i Wrocław, na korzyść - no, niestety - tego drugiego. Dowiadujemy się także o kulisach włączenia Akademii Medycznej w struktury Uniwersytetu Jagiellońskiego (tak, to właśnie Szczeklik do tego doprowadził). Są też fragmenty poświęcone "współpracy" "towarzysza Szczeklika" z władzą. Opisane jednak bez zacięcia politycznego, rozstrzygających ocen czy ideowych deklaracji. Rzecz została ujęta raczej z ludzkiej perspektywy, a odpowiedni rozdział kończy się stwierdzeniem "chrzanić ich".

W tę rozmowę wciągamy się od pierwszych stron. Ale, trzeba to przyznać, trafiliśmy na gawędziarzy wytrawnych, którzy z życzliwością słuchają się wzajemnie, rozumieją i znajdują wspólny język. Wiedzą też, jak mówić, by nie przynudzić. I to podejmując nawet momentami trudne tematy - jak to się dzieje w przypadku prof. Szczeklika, który przejmuje mikrofon czasem na kilka akapitów, by wyjaśnić w przystępny sposób skomplikowane zagadnienia z zakresu medycyny.

Rewersem luzu, jaki panuje podczas tej rozmowy, jest też wiedza kuluarowa z zakresu gastronomi obyczajowej czy intymnie pojętych stosunków interpersonalnych. Otrzymujemy ją bez specjalnej okrasy. Dlatego też przy wspomnieniu o "ukochanej z Finlandii" Szczeklika panowie dość swobodnie pozwalają sobie na wymianę następujących zdań:
"Szczeklik: (...) No i tak się stało, po dwóch czy po trzech latach. Jak tam przyjechałem, zobaczyłem tę dziewczynę - i odkochałem się natychmiast.
Znak, Kraków 2014.
Illg: - Utyła?
Szczeklik: - Nie. Była fajna, ale mnie przeszło - wiesz, jak to jest".

"Słuch absolutny" kończy się jednak mistycznie: opowieścią o miłości do gór i wyrazem ogromnego szacunku dla papieża Jana Pawła II. Po drodze dostaniemy wspaniałe pasaże przypominające o tym, że Andrzej Szczeklik był nie tylko świetnym lekarzem, ale humanistą, który kochał literaturę, muzykę i sztukę. Był wrażliwy w sposób rozumiejący. Potrafił o tym wszystkim świetnie opowiadać, czego rezultatem były jego bestsellerowe książki "Katharsis", "Kore" i "Nieśmiertelność". Rzeczy, po które znowu - na nowo - chce się sięgnąć. Teraz właśnie, zaraz po lekturze "Słuchu absolutnego", w dniu, w którym mija 2. rocznica śmierci Szczeklika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz