poniedziałek, 14 listopada 2016

Długość dźwięku jamniczego

Nareszcie coś, co wilki kochają. Czyli książka z psem w roli głównej. A konkretnie - z jamnikiem. Panie i Panowie, oto "Jamnikarium" AGATY TUSZYŃSKIEJ

(c) practicalowl via Foter.com / CC BY-NC
Jeśli o rozróżnianie na rasy chodzi - będę szczery. Nie jestem entuzjastą. Pies to pies. Patrzmy na jego łapy, kiwający się ogon, nos i uszy. I wspaniały (bo psy mają na ogół taki właśnie) charakter. Rasy zostawmy na boku.

No chyba, że rasa to cudzysłów. Cudzysłów, czyli pretekst do tego, by podywagować sympatycznie na psiejski temat. Wtedy - proszę bardzo.

Chcę wierzyć, że tak było właśnie z rasą w przypadku AGATY TUSZYŃSKIEJ. Nie wyjaśnia ona tego w swojej książce wprost, ale wyraźnie daje do zrozumienia od pierwszych stron, że tak może być.

Jej rozważania suną po kulturoznawczo-historyczno-antropologicznym torze. TUSZYŃSKA częściej w każdym razie, przynajmniej na początku, wyobraża sobie, kim jamnik może być w ogóle - niż zastanawia się nad charakterem poszczególnych przedstawicieli tej rasy.

LONIA JAK KOMETA

Już z pierwszego akapitu dowiadujemy się, że jamnik fascynował Napoleona, królową Wiktorię, zachwycał Picassa, Fridę Kahlo, roztkliwiał Marcela Prousta i Coco Chanel. TUSZYŃSKA stwierdza też, że jamnik uchodzi za zwierzę wyjątkowe, bo przeznaczone dla ludzi sztuki. A ponadto: jamnik "jest żywym przykładem na to, że długość ma znaczenie".

Można tak dowcipnie i ironicznie? No pewnie, że można.

Dalej nie jest zresztą gorzej.

Po krótkim wstępie natury ogólnej wprowadzona jest i Lonia - jamnik narodowości kanadyjskiej, zamieszkały na stałe w Polsce pod tym samym adresem, co adres autorki TUSZYŃSKIEJ. Jest, jak czytamy, "uparty, manipulator, łasuch".

Ale Lonia pojawia się jak kometa. Za chwilę bowiem zniknie, by ustąpić miejsca dalszym rozważaniom o charakterze biologicznym (swoją drogą: "Wilk, szakal i kojot stoją na początku drogi"), mitologicznym ("Psy były też strażnikami piekieł").

Potem Lonia znów powróci - gramoląc się tym razem na kolana autorki.

No co. W końcu to jamnik.

WĄTRÓBKA BEZ OGRANICZEŃ

Ten osobisto-kulturowy przekładaniec to chyba dość niezły pomysł na opowieść o jamnikach. W każdym razie TUSZYŃSKA - w końcu autorka błyskotliwych książek o Wierze Gran, Singerze czy Krzywickiej - wie, jak czarować rzeczywistość słowem.

Ciekawym, choć przecież znanym z wielu innych książek, pomysłem jest też przyjęcie perspektywy psa. To dość szczególna literacka sytuacja, w której do głosu dochodzi międzygatunkowa empatia. W praktyce wygląda to tak, że TUSZYŃSKA pisze więc Lonią: "nie mam zabawek", "zostawi mnie" itd.

Lonia u TUSZYŃSKIEJ jest jednocześnie uczłowieczania. Pisze się więc nie tylko o jej jamniczej historii zanurzonej w dziejach świata, ale również o jej indywidualnych potrzebach, lękach, a nawet o snach.

Swoją drogą - ciekawe, czy Lonia, marząc o "wątróbce bez ograniczeń", przebiera radośnie łapkami we śnie?

CZERWONA ŻABA

Opowieść o Loni oraz o rasie jako takiej to tylko fragment książki, której większą część zajmuje jednak katalog jamników sławnych osób.

W tej części przeczytamy więc:
- o Dusiołku Michaliny Wisłockiej, który bał się czerwonej żaby, jednej ze swoich zabawek;
- o Fafiku Mariana Eile, którego imię pochodzi z "Kwiatów polskich" Tuwima;
- o Florianie Magdaleny Samozwaniec, który uważał się za jamnika i który - jak pisze TUSZYŃSKA - posiadał wszelkie cechy jamnicze, czyli wielką indywidualność, skłonność do komedianctwa i przekorę.

W książce są też poruszające psie historie, mnóstwo ilustracji i fotografii, a także miejsce na naszą opowieść z psem w tle.

Słowem - prezent dla psiarzy (a zwłaszcza jamnikolubnych) idealny.
mg, Warszawa 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz