Sił już nie mam do tej książki. Ze dwie noce mi zabrała i ze trzy razy krztusiłem się niebezpiecznie ze śmiechu. Kuźniak owinęła sobie mnie tą Stryjeńską wokół palca.
Stryjeńska jak Stryjeńska. Że artystka, że piękne malunki i że życie podobno ciekawe - o tym się mówiło, to się słyszało, coś tam się widziało. Ale nigdy dreszcz nie przechodził, nie elektryzowało. Ot, jedna z wielu. Dopiero teraz przyszło to coś, wraz z tą książką.