piątek, 19 września 2014

To były piękne dni

PRL wcale nie był taki siermiężny. Bywało czasem zabawnie, momentami skandalicznie, często też bardzo kolorowo. Normalnie - chciałoby się rzec. Jak to wśród artystów.
Celebryci z tamtych lat: Daniel Olbrychski i Andrzej Wajda.
Kalina Jędrusik na przykład, przepiękna kobieta, była formalnie związana ze Stanisławem Dygatem, wybitnym pisarzem. Formalnie tylko, bo w praktyce tworzyli oni związek otwarty. Powszechna była wiedza na ten temat w środowisku. Wiedział o tym oczywiście także "ślubny". Mimo tego Kalina bywała zazdrosna. I to o swoich kochanków. Kiedy więc zobaczyła jakąś cizię z jej tymczasowo lubym, Tadeuszem Plucińskim, playboyem i bawidamkiem, nie omieszkała rzucić: "Ładna kurwa jesteś, ale cycków takich jak ja to nie masz".

Takiego szumu wokół siebie nie robiła z kolei Agnieszka Osiecka. Jerzy Urban, nawiasem mówiąc jej kolega z dziennikarskich studiów, zapamiętał taki obrazek: "Siedziała wtedy jeszcze cicho, nie próbowała skupić na sobie uwagi, toteż mało kto ją zauważał". Działo się to u Dziennikarzy. W klubie środowiskowym przy ulicy Foksal. Osiecka wyrobić się miała dopiero potem. 

Szalenie kolorową postacią był oczywiście Leopold Tyrmand. Chociaż ciężko było się z nim zaprzyjaźnić. "Wszystkich złośliwie opisze, skrytykuje, wyśmieje". Poza tym sporo pisał o moralności, a właściwie o niemoralności swojego otoczenia. Oskarżał je o karierowiczostwo z aspiracjami i hipokryzją.

Ale, jak wiadomo, czasy mieliśmy wtedy mało ciekawe. Artyści, zwłaszcza ci wybitni, byli skazani na łaskę albo - częściej - niełaskę aparatu państwowego. Od życia oficjalnego ówcześni przedstawiciele sztuk rozmaitych uciekali do spotkań towarzyskich, wynajdywali własne rozrywki, kolorowali swoimi osobowościami szary system . Ślady tych zachowań, obyczajów czy charakterów zostawili w pamiętnikach lub we wspomnieniach innych. Wystarczy tylko przewertować odpowiednie księgi i czasem trafiają się naprawdę bardzo smaczne kąski. Jak ten z "Dzienników" Iwaszkiewicza, który kolacje u Parandowskich - z którymi ponoć się przyjaźni - relacjonuje poprzez przywołanie obrazu pani domu, która spożywa posiłek... "jakby klacz jadła dupą".
Chciałoby się powiedzieć: artysta w końcu też człowiek. W tym sensie Wybitny Pan X czy Olśniewająca Pani Y zachowują się tak jak zwykli śmiertelnicy. Tu okażą zazdrość, tam zamarudzą, gdzie indziej będą zwyczajnie chamscy. Nie powiedzą do tego na głos, co myślą. Obsmarują za to przed obcymi...

Niby tak. Niby artysta też człowiek. Chociaż z drugiej strony pewne nazwiska będą budzić respekt. Na przykład Kaliny Jędrusik, Daniela Olbrychskiego, Beaty Tyszkiewicz, Janusza Głowackiego, Maryli Rodowicz czy Andrzeja Łapickiego. Celebryci z tamtych lat. Bohaterowie książki Aleksandry Szarłat

"Celebryci z tamtych lat" to współczesna próba spojrzenia na artystyczny światek PRL-u. Autorka dokonuje przeglądu biografii najważniejszych postaci tamtych czasów pod kątem popularności i wizerunku. Zasadnicza część tej opowieści - dość obszernej zresztą i imponującej, jeśli chodzi o zebrany materiał - dotyczy otoczenia, w jakim przyszło PRL-celebrytom funkcjonować. Miejsc, do których chodziło się na powracającą do łask i dziś "wódkę i zakąskę" czy elegancji, która rządziła w mediach, co skutkowało sporą powściągliwością w mówieniu o prywatności. 

Znak Literanova, Kraków 2014.
Książka Szarłat nie ma ambicji naukowych. Nie jest to też opowieść historyczna w ścisłym sensie. To raczej zbiór esejów, całkiem przyjemnych do czytania, skarbnica anegdot i wynik solidnej wyprawy w świat opowieści z tamtych czasów. Rzecz, która starszym czytelnikom odświeży pamięć i przywoła wspomnienia. Ci młodsi zaś otworzą oczy ze zdumienia. Po raz kolejny zresztą sięgając po tom spod znaku, popularnej ostatnio, PRL-nostalgii. Tym razem jednak, jak się zdaje, solidnie opracowany i udokumentowany.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz