Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 sierpnia 2014

Okiem kamery

Gdy w roku 1839 w parlamencie paryskim zaprezentowano nowe medium, chyba nie wszyscy zdawali sobie sprawę, jakie będą tego konsekwencje.

Przed epoką cyfrową każdy kadr był na wagę złota
(c) National Media Museum / Foter / No known copyright restrictions
Wynalazek niejakiego Louise'a Jacques'a Daguerre'a zrobił wrażenie. Intelektualiści musieli być jednakowoż nieco przerażeni, że Arystotelesa uwaga o osiągnięciu wszelkich ludzkich możliwości - a konkretnie o zdolności obrazowania natury - przeobraziła się w konkret. Wstrzymali też oddech malarze. Na horyzoncie pojawiła się konkurencja.

czwartek, 24 lipca 2014

Pstryk, pstryk

Gdyby muzyczna fotografia była monarchią, to królem byłby zapewne Marek Karewicz I.


To Marek Karewicz jest bowiem autorem fotografii na płycie Ewy Demarczyk śpiewającej piosenki Zygmunta Koniecznego. To Marek Karewicz jest przecież autorem zdjęcia, które po przetworzeniu zdobi okładkę płyty "Michał Urbaniak constellation in concert". To Marek Karewicz wreszcie sfotografował Marka Grechutę. Tak, tego samego Grechutę, który łamał serca dziewczętom z końcem lat 60. i 70. A niektórym łamie i dziś pewnie. Przyznajcie się. ;-)

niedziela, 11 sierpnia 2013

Virginia Woolf: Fakt, fikcja i fotografia... || trzyaktowa komedia

"Sztuka jest raczej bzdurna, ale nie mam zamiaru przejmować się, czy zrobię dobre wrażenie jako dramatopisarka" - zanotowała Virginia Woolf 1 stycznia 1935 roku. A notatkę tę przepisała i nią rozpoczyna swój esej Magda Heydel, pomysłodawczyni tomu "Fakt, fikcja i fotografia albo co się zdarzyło we Freshwater" (Znak, 2013).


Magdalena Heydel, anglistka i tłumaczka trzyaktowej komedii "Freshwater", opisuje okoliczności powstania i wystawienia dramatu pióra Woolf. Zaczyna od tych drugich. Pisze więc o premierze, na której wystąpiły najważniejsze postaci grupy Bloomsbury (Vanessa Bell, Leonard Woolf) czy o przyjęciu zorganizowanym z okazji tego spektaklu (było dużo śmiechu).

Sam dramat został odnaleziony w 1969 roku, po śmierci pisarki, przez jej męża. "Akcja trzyaktowej komedii - absurdystycznej, a zarazem opartej na faktach z życia postaci historycznych - umiejscowiona jest w Dimbola Lodge, domu ciotecznej babki pisarki, wiktoriańskiej fotograficzki Julii Margaret Cameron i jej męża, prawnika Charlesa Haya Camerona, nad zatoką Freshwater, na leżącej u południowych wybrzeży Wielkiej Brytami wyspie Wight". Postaci historycznych jest oczywiście tu więcej. Na przykład poeta Alfred Tennyson.
Julia Margaret Cameron (c) wikipedia.com

Ale sztuka Woolf to nie ot taki sobie portrecik z epoki. Pisarka manifestuje w nim racje kobiet, które faktycznie są u władzy. Dowodem tego postać Julii Margaret Cameron, która "nicuje obraz epoki wiktoriańskiej", jak to określiła Heydel. Ta postać jest zresztą potem - zawartym również i w tym tomiku - tematem tekstu biograficznego Woolf.
Mawiała, że w jej pracy sto negatywów idzie czasem do kosza, zanim osiągnie właściwy efekt; za cel stawiała sobie przekroczenie realizmu, co uzyskiwała poprzez minimalne zaburzenie ostrości.
Bo Cameron była nie tylko cioteczną babką autorki, ale i fotografką. Rozpoczęła ona karierę w wieku 48 lat. Późno. Ale nie przeszkodziło jej to w zostaniu "jedną z pionierek fotografii", "wielką portrecistką sławnych mężczyzn i pięknych kobiet", "entuzjastyczną naturą". Album uwieczniający dokonania Cameron wydała Woolf w swoim wydawnictwie.

Virginia Woolf Fot. Julia Margaret Cameron
Twórczość fotografki nie była łatwa. Ignorowały ją profesjonalne stowarzyszenia, za to cenili jej pracę malarze i poeci. Czuli słusznie, o czym pisze Maria Poprzęcka w eseju zamykającym "Fakt, fikcję i fotografię...", że "miękka, mglista technika daje sztuce to, co w życiu może dać stan, kto wie, czy nie najmilszy: tę rozkoszną niepewność duszy, która już się kołysze nadzieją, a jeszcze nie posiada pewności; kiedy się upragniony przedmiot już zaczyna prawie ukazywać, a tem goręcej się go pragnie, że go przecież jeszcze uchwycić nie można".

Znamy to uczucie, prawda?

Niewielki tomik "Fakt, fikcja i fotografia" to perełka dla wszystkich miłośników pisarstwa Virginii Woolf. To także ważne uzupełnienie bibliograficzne polskiej literatury pod hasłem "Woolf". Półka z dziełami brytyjskiej pisarki przełożonymi na języki polski powoli się zapełnia i to w dużej mierze za sprawą Magdy Heydel, która dokonała także translacji wyboru z "Dzienników" wydanych nad Wisłą zaledwie kilka lat temu.

Czytaj też cytaty z "Freshwater" i o fotografii dzisiaj.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Lektura wymagająca: Fotografia i filozofia || wiele milionów sposobów

Fotografia nie jest już taka jak dawniej. Wszyscy mamy taką intuicję, chociaż nie wszyscy potrafimy uzasadnić, jakie zmiany w istocie nastąpiły. Zbiór "Fotografia i filozofia. Szkice o pędzlu natury" (Universitas, 2013) może być w tym zakresie bardzo pomocny.


Znaczącą zmianą w postrzeganiu fotografii jest rozwój technologii. Tradycyjny obraz ciemni, w której zamknięty fotograf wywoływał zdjęcia z negatywu, zastąpił ekran komputera, na którym grafik obrabia cyfrowo zdjęcie. Na wiele milionów sposobów. Ale czy traci w ten sposób na wartości? Tu oczywiście zdania są podzielone. Sceptycy wskazują na łatwość i banalnosć aktu twórczego, artyści traktujący zmieniającą się rzeczywistość jako wyzwanie traktują to jako szansę. Jeszcze jednego odrodzenia fotografii.

Tylko czy fotografia jest w ogóle aktem twórczym? Czy zmienia widzianą przez nas rzeczywistość? Kendall L. Walton w artykule "Przezroczyste obrazy: o naturze realizmu fotograficznego" stwierdza, że obrazy fotograficzne powstają w wyniku procesu mechanicznego, niezależnego od przekonań, jakie na temat fotografowanego obiektu żywi sam fotograf.

Przekonanie fotografa, że oto przez nim znajduje się drzewo, w połączeniu z pragnieniem zrobienia zdjęcia owego drzewa mogą skłonić artystę do skierowania przed siebie aparatu fotograficznego, lecz z chwilą naciśnięcia spustu migawki czynnikiem sprawczym dla powstania obrazu staje się wyłącznie proces optyczno-chemiczny (lub w dzisiejszych czasach optyczno-elektroniczny), nie zaś jakiekolwiek treści mentalne fotografującego - streszcza poglądy Waltona redaktor zbioru Scott Walden.

niedziela, 4 października 2009

Sny i halucynacje

"Frascati to idealne mieszkanie" - mruczy w książce Ewy Kuryluk mama narratorki. "Frascati" to też tytuł opowieści o miłości, odkryciach, życiu. Kolejnej w kolekcji autobiograficznych próz malarki, fotografki i performerki.

(c) ewakuryluk.art.pl
Mówiąc jeszcze inaczej: "Frascati" to zbiór szkiców o poszukiwaniach prawdy. Od razu zastrzegam, że dla Kuryluk jest to oczywiście niemożliwy projekt, wymagający z jednej strony ogromnego wysiłku, a z drugiej narażony na niepowodzenie.