Ostatnio ktoś mnie spytał, w których tekstach literackich miłość opisana jest najpiękniej. Zastanowiłem się.
Pomyślałem w pierwszym momencie: "No przecież, nie ma problemu. Czytałem tysiące książek o miłości lub z miłością w tle. Zaraz coś podsunę".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzyżewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzyżewska. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 lutego 2017
sobota, 28 stycznia 2017
#jeden_wiersz: Iosif Brodski
Mija 21. rocznica śmierci Iosifa Brodskiego, rosyjskiego i amerykańskiego poety i eseisty, jednego z najwybitniejszych twórców XX wieku; laureata literackiej Nagrody Nobla w roku 1987.
![]() |
| Iosif Brodski, 1988 (c) Nationaal Archief, the Dutch National Archives, and Spaarnestad Photo |
Skoro 28 stycznia przypada rocznica - to nie mogłem sobie odmówić.
niedziela, 14 lutego 2016
#jeden_wiersz: Iosif Brodski
Iosif Brodski "Zagadka dla Anioła"
M.B.
Przez sen zburzony ład kołder i spokój,
lecz może skutkiem wytężonych spojrzeń
gdzieś zamajaczy komuś w nocnym mroku
na krzyż rozcięte ramą okna morze.
Widoczne spody dwóch łodzi nie trudno
porównać z parą pantofli, zarazem
też unoszące się żaglowe płótno
z falą - dubletu stają się obrazem.
Stertę poduszek obejmując, ręka
pełznie po stosie pionowo, z szelestem
ingerująca w ich obłoczną miękkość
swoim niezdarnym, nieudolnym gestem.
Pończochy zdarte na jakimś kamieniu
wygiętą szyją łabędzia się zdały,
mankietem patrzą się w głębokim cieniu
na sufit, jakby niewód poczerniały.
Obydwa morza za pomocą ściany
i przy użyciu niezbyt jasnej myśli,
tutaj tak jakby były rozdzielane
i sieci nawet w ciemności obwisły.
Nie wypełnione sieci w toni mokną,
ciągle czekają ,że coś je uchwyci,
że się wynurzą przez ów krzyż, przez okno
i że zostaną związane przez nici.
Gwiazda się złoci i falę wyzłaca.
Majaczą w dali łodzie na kotwicy
i krzyż jedynie w oknie się obraca
na podobieństwo zwykłej łabędzicy.
Rzuciwszy pustkę, dążą obie sieci,
pionowo w górę pną się ku obłokom,
mając nadzieję, że krzyż je przemieści,
że spuści z góry w jakieś inne lokum.
Cisza głęboka, nie słychać słów, przy tym
zdaje się oknu pustemu, że komuś
dano nadzieję na połów obfity,
silniejszą nawet od bezruchu domu.
To właśnie okna w ciemności się palą
światłem księżyca. A dwom grządkom raczej
dwa pasma ziemi wydają się falą,
a krzak przed gankiem jawi się grzywaczem.
Dom tkwi w bezruchu. Ogrodzenie w mroku
nieprzeniknionym, nurkuje do wody
jak pływak. Wbity w deski ganku topór
sam obserwuje zatopione kłody.
Zegarek tyka, kuter hałasuje.
Jego warkoty przeszkodzić nie mogą,
kiedy ostrygi do piasku wdeptuje
bezpostaciowy obserwator nogą.
A dwoje oczu zdaję się, że krzyczy.
Powieki ledwo dostrzegalnym ruchem
w mroku je tylko osłaniają, niczym
skrzydła, ze szmerem nieuchwytnym uchem.
Czy można wreszcie zagłuszyć, wymazać
ból, lub na język motoru zamieniać,
żeby pozwolić mu, by się ukazał
ospą na ciepłej bieli przedramienia.
Jak długo jeszcze? Do rana? Kto powie?
Nawet wiatr szumiąc próbuje bez skutku
zdjąć jaśminowy woal. Każdy powiew
Zrywa go z furtki otwartej w ogródku.
Sieć wyciągnięta. Dudek w krzakach z góry
uprzedza świstem, że może się zdarzyć
kradzież. W milczeniu zamiera ten, który
brodzi w ciemności po piasku na plaży.
1962
Przeł. Katarzyna Krzyżewska
M.B.
Przez sen zburzony ład kołder i spokój,
lecz może skutkiem wytężonych spojrzeń
gdzieś zamajaczy komuś w nocnym mroku
na krzyż rozcięte ramą okna morze.
Widoczne spody dwóch łodzi nie trudno
porównać z parą pantofli, zarazem
też unoszące się żaglowe płótno
z falą - dubletu stają się obrazem.
Stertę poduszek obejmując, ręka
pełznie po stosie pionowo, z szelestem
ingerująca w ich obłoczną miękkość
swoim niezdarnym, nieudolnym gestem.
Pończochy zdarte na jakimś kamieniu
wygiętą szyją łabędzia się zdały,
mankietem patrzą się w głębokim cieniu
na sufit, jakby niewód poczerniały.
Obydwa morza za pomocą ściany
i przy użyciu niezbyt jasnej myśli,
tutaj tak jakby były rozdzielane
i sieci nawet w ciemności obwisły.
Nie wypełnione sieci w toni mokną,
ciągle czekają ,że coś je uchwyci,
że się wynurzą przez ów krzyż, przez okno
i że zostaną związane przez nici.
Gwiazda się złoci i falę wyzłaca.
Majaczą w dali łodzie na kotwicy
i krzyż jedynie w oknie się obraca
na podobieństwo zwykłej łabędzicy.
Rzuciwszy pustkę, dążą obie sieci,
pionowo w górę pną się ku obłokom,
mając nadzieję, że krzyż je przemieści,
że spuści z góry w jakieś inne lokum.
Cisza głęboka, nie słychać słów, przy tym
zdaje się oknu pustemu, że komuś
dano nadzieję na połów obfity,
silniejszą nawet od bezruchu domu.
To właśnie okna w ciemności się palą
światłem księżyca. A dwom grządkom raczej
dwa pasma ziemi wydają się falą,
a krzak przed gankiem jawi się grzywaczem.
Dom tkwi w bezruchu. Ogrodzenie w mroku
nieprzeniknionym, nurkuje do wody
jak pływak. Wbity w deski ganku topór
sam obserwuje zatopione kłody.
Zegarek tyka, kuter hałasuje.
Jego warkoty przeszkodzić nie mogą,
kiedy ostrygi do piasku wdeptuje
bezpostaciowy obserwator nogą.
A dwoje oczu zdaję się, że krzyczy.
Powieki ledwo dostrzegalnym ruchem
w mroku je tylko osłaniają, niczym
skrzydła, ze szmerem nieuchwytnym uchem.
Czy można wreszcie zagłuszyć, wymazać
ból, lub na język motoru zamieniać,
żeby pozwolić mu, by się ukazał
ospą na ciepłej bieli przedramienia.
Jak długo jeszcze? Do rana? Kto powie?
Nawet wiatr szumiąc próbuje bez skutku
zdjąć jaśminowy woal. Każdy powiew
Zrywa go z furtki otwartej w ogródku.
Sieć wyciągnięta. Dudek w krzakach z góry
uprzedza świstem, że może się zdarzyć
kradzież. W milczeniu zamiera ten, który
brodzi w ciemności po piasku na plaży.
1962
Przeł. Katarzyna Krzyżewska
sobota, 16 listopada 2013
Moja "10": Wybór Katarzyny Krzyżewskiej
Na Wyliczance rozpoczynamy nowy cykl, który będzie prezentować indywidualny wybór 10 tekstów. Każda z zaproszonych do tej zabawy osób będzie mówić o swoich typach. Rożnych. Bo za każdym razem będą to inne wybory.
A zaczynamy od Katarzyny Krzyżewskiej, tłumaczki twórczości Josifa Brodskiego. Wybrała ona listę 10 wierszy lat 80., które "swoim ponadczasowym przesłaniem wciąż wyzwalają refleksje i emocje":
A zaczynamy od Katarzyny Krzyżewskiej, tłumaczki twórczości Josifa Brodskiego. Wybrała ona listę 10 wierszy lat 80., które "swoim ponadczasowym przesłaniem wciąż wyzwalają refleksje i emocje":
piątek, 30 sierpnia 2013
Seamus Heaney/Josif Brodski: jeden wiersz
Bardzo smutna wiadomość dotarła do nas. Odszedł Seamus Heaney, wybitny irlandzki poeta, laureat literackiej nagrody Nobla. Przyjaciel Polski. Częsty gość w Krakowie. Niebywale ciepły i życzliwy człowiek. Ktoś, komu Josif Brodski zadedykował wiersz.
piątek, 24 maja 2013
Rocznica: Brodski || 73 lata
Gdyby żył, dzisiaj skończyłby 73 lata. Josif Brodski. Laureat literackiej nagrody Nobla roku 1987. Zwłaszcza w takich dniach jak dziś wielu kochających poezję i Brodskiego pamięta o jego życiu i działalności twórczej. Poniżej - udostępniony dzięki uprzejmości Katarzyny Krzyżewskiej, która Brodskiego doskonale tłumaczy od wielu lat - mini-poemat nie publikowany dotąd nigdzie (!) "Architektura".
ARCHITEKTURA
Architektura, matka ruin
zazdrości chmurom gdzie się błąka
rozmiękły kaczan, gdzie się snuje
w pochmurnych łąkach
bombowiec, lub mamiący oczy,
nieosiągalny, skoro trafił
do nich, podglądacz cudzych, mrocznych
sprawek - Serafin.
Architekturo, mądra panno,
perło przestrzeni, której krasą
zachwycił się i którą dawno
opiewał Tasso,
z odwagą, której ciągle jeszcze
odczytać nie umiemy biegle,
dokumentujesz adres, miejsce
w dziobatej cegle.
Ty jesteś tym, z czym się natura
nie uporała: wie, że nie ma
szans na potomstwo od marmuru
ani kamienia.
Trzeba rzec, kończąc z wychwalaniem,
by się nie stało próżnym gestem:
przyszłość ma za tworzywo kamień
i to ty jesteś.
Tyś próżni imperatorowa,
graniaste strupy na twej skórze,
a w ręce skrzy się kryształowy
(dążąc ku górze)
kształt, w piramidę się układa,
ponad Everest, pod niebiosa,
aby ideą miejsca spadać
na ząb Chronosa.
Przeżyjesz wyobraźnię, w której
zrodziłaś się i jesteś ruchem,
kolejnym krokiem za naturę
i poza kruche
ramy rysunku rosłych domów,
przerastających własny dach,
w stronę gdzie nie ma innych tonów
tylko tik-tak.
Tęsknisz za swymi pieleszami
w roślinnych wzorach. One będą
z ponadptasimi istotami
wspaniałą grzędą.
Wiesz, że przezornie te figury,
które się mieszczą na cokole,
kopuły wzniosą ci do góry,
jak parasole.
Szum Czasu nie da się umniejszyć.
Lecz jego pociąg do przedmiotów
może okazać się silniejszy
niźli na odwrót.
Jak z ludźmi, albo z przyjacielem.
Dla Czasu bliższy chram i chłam
niż ty - rozmówca, albo wiele
podobnych nam.
Od braku życia może trochę
ważniejszy niebyt jest na pozór.
Architekturo, jego prochem
tumanisz rozum,
nie cyferblatów ale samych
galaktyk: oczekują zysków
w tym, że im tutaj będzie dany
status odprysków.
Mówiąc dosadnie: z prawa, z lewa
widząc leżących, ty bez troski
o nas, przez sito nas przesiewasz
i o jednostki
grasz z tamtym światem i od niego
formy na kredyt bierzesz - przecież
mamy przywyknąć do wszystkiego
tu na tym świecie.
Bezcielesności i abstrakcji
wzajemna zawiść - to są moce.
Architekturo, nie bez racji
to twój zalążek i owoce.
Jeżeli jednak w jonosferze
są tylko zera - wielka strata
bo twa przegrana w każdym zerze
to koniec świata.
1989/93
Przełożyła Katarzyna Krzyżewska.
Czytaj też: o "Znaku wodnym".
![]() |
| Josif Brodski Fot. republika.pl |
ARCHITEKTURA
Architektura, matka ruin
zazdrości chmurom gdzie się błąka
rozmiękły kaczan, gdzie się snuje
w pochmurnych łąkach
bombowiec, lub mamiący oczy,
nieosiągalny, skoro trafił
do nich, podglądacz cudzych, mrocznych
sprawek - Serafin.
Architekturo, mądra panno,
perło przestrzeni, której krasą
zachwycił się i którą dawno
opiewał Tasso,
z odwagą, której ciągle jeszcze
odczytać nie umiemy biegle,
dokumentujesz adres, miejsce
w dziobatej cegle.
Ty jesteś tym, z czym się natura
nie uporała: wie, że nie ma
szans na potomstwo od marmuru
ani kamienia.
Trzeba rzec, kończąc z wychwalaniem,
by się nie stało próżnym gestem:
przyszłość ma za tworzywo kamień
i to ty jesteś.
Tyś próżni imperatorowa,
graniaste strupy na twej skórze,
a w ręce skrzy się kryształowy
(dążąc ku górze)
kształt, w piramidę się układa,
ponad Everest, pod niebiosa,
aby ideą miejsca spadać
na ząb Chronosa.
Przeżyjesz wyobraźnię, w której
zrodziłaś się i jesteś ruchem,
kolejnym krokiem za naturę
i poza kruche
ramy rysunku rosłych domów,
przerastających własny dach,
w stronę gdzie nie ma innych tonów
tylko tik-tak.
Tęsknisz za swymi pieleszami
w roślinnych wzorach. One będą
z ponadptasimi istotami
wspaniałą grzędą.
Wiesz, że przezornie te figury,
które się mieszczą na cokole,
kopuły wzniosą ci do góry,
jak parasole.
Szum Czasu nie da się umniejszyć.
Lecz jego pociąg do przedmiotów
może okazać się silniejszy
niźli na odwrót.
Jak z ludźmi, albo z przyjacielem.
Dla Czasu bliższy chram i chłam
niż ty - rozmówca, albo wiele
podobnych nam.
Od braku życia może trochę
ważniejszy niebyt jest na pozór.
Architekturo, jego prochem
tumanisz rozum,
nie cyferblatów ale samych
galaktyk: oczekują zysków
w tym, że im tutaj będzie dany
status odprysków.
Mówiąc dosadnie: z prawa, z lewa
widząc leżących, ty bez troski
o nas, przez sito nas przesiewasz
i o jednostki
grasz z tamtym światem i od niego
formy na kredyt bierzesz - przecież
mamy przywyknąć do wszystkiego
tu na tym świecie.
Bezcielesności i abstrakcji
wzajemna zawiść - to są moce.
Architekturo, nie bez racji
to twój zalążek i owoce.
Jeżeli jednak w jonosferze
są tylko zera - wielka strata
bo twa przegrana w każdym zerze
to koniec świata.
1989/93
Przełożyła Katarzyna Krzyżewska.
Czytaj też: o "Znaku wodnym".
piątek, 17 maja 2013
3. Festiwal Miłosza: Brodski || świeciła dwadzieścia metrów dalej
Trwa 3. Festiwal Miłosza w Krakowie. Dzisiaj odbyło się na nim spotkanie poświęcone "Wierszom" Josifa Brodskiego. Brodski - autor w kontekście Miłosza ważny - na mojej prywatnej półce zajmuje miejsce szczególne. Z wielu względów. A dzisiejsze spotkanie stało się pretekstem do tego, by sięgnąć po opublikowany w 2010 roku tom "Znak wodny" (Znak). Choćby na chwilę.
To tom poświęcony jednym z ukochanych miast Brodskiego, Wenecji. Od pewnego momentu spędzał tam poeta każde Boże Narodzenie i część mglistego, chłodnego stycznia. Na tom składa się esej (w przekładzie Stanisława Barańczaka) i wiersze (w przekładzie Katarzyny Krzyżewskiej).
Znajdziemy tam na przykład takie zdania i strofy:
"W zimie budzi nas w tym mieście - pisze poeta - zwłaszcza w niedziele, dźwięk jego niezliczonych dzwonów, jak gdyby za tiulem firan w perłowoszarym niebie wibrował na srebrnej tacy gigantyczny porcelanowy serwis do herbaty. Otwieramy okno na oścież i pokój w jednej chwili zalewa ta kłębiąca się na zewnątrz, przesycona dzwonieniem mgiełka, która składa się po części z wilgotnego tlenu, po części z kawy i modlitw".
"Dźwięk kościołów weneckich, jak serwisów kawowych,
słychać w pozostawonym pudle po przypadkowych
istnieniach (...)"
***
Brodski, noblista roku 1987 (miał zaledwie 47 lat, gdy odebrał nagrodę!), należał do bliskich i serdecznych przyjaciół Miłosza. Choć pomiędzy panami był, mimo wszystko, spoty dystans. I szacunek. Zwłaszcza wyraźny ze strony rosyjskiego poety. Mówili o tym wczoraj wspominający Brodskiego poeci i badacze.
Jerzy Illg wspominał, jak to podczas rozmowy telefonicznej - po zaproszeniu Brodskiego przez Miłosza do Polski - padło pytanie "A kto za moją podróż zapłaci?". Pytał Brodski, a Miłosz miał odpowiedzieć "Oczywiście ty, Josif" połączony z charakterystycznym tubalnym śmiechem.
Brodski nie śmiał zaprzeczyć.
To tom poświęcony jednym z ukochanych miast Brodskiego, Wenecji. Od pewnego momentu spędzał tam poeta każde Boże Narodzenie i część mglistego, chłodnego stycznia. Na tom składa się esej (w przekładzie Stanisława Barańczaka) i wiersze (w przekładzie Katarzyny Krzyżewskiej).
Znajdziemy tam na przykład takie zdania i strofy:
"W zimie budzi nas w tym mieście - pisze poeta - zwłaszcza w niedziele, dźwięk jego niezliczonych dzwonów, jak gdyby za tiulem firan w perłowoszarym niebie wibrował na srebrnej tacy gigantyczny porcelanowy serwis do herbaty. Otwieramy okno na oścież i pokój w jednej chwili zalewa ta kłębiąca się na zewnątrz, przesycona dzwonieniem mgiełka, która składa się po części z wilgotnego tlenu, po części z kawy i modlitw".
"Dźwięk kościołów weneckich, jak serwisów kawowych,
słychać w pozostawonym pudle po przypadkowych
istnieniach (...)"
***
Brodski, noblista roku 1987 (miał zaledwie 47 lat, gdy odebrał nagrodę!), należał do bliskich i serdecznych przyjaciół Miłosza. Choć pomiędzy panami był, mimo wszystko, spoty dystans. I szacunek. Zwłaszcza wyraźny ze strony rosyjskiego poety. Mówili o tym wczoraj wspominający Brodskiego poeci i badacze.
Jerzy Illg wspominał, jak to podczas rozmowy telefonicznej - po zaproszeniu Brodskiego przez Miłosza do Polski - padło pytanie "A kto za moją podróż zapłaci?". Pytał Brodski, a Miłosz miał odpowiedzieć "Oczywiście ty, Josif" połączony z charakterystycznym tubalnym śmiechem.
Brodski nie śmiał zaprzeczyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



