Było kiedyś, całkiem niedawno w sumie, świetne czasopismo literackie. "NaGłos" się nazywało, w Krakowie je wydawano, i publikowali w nim najlepsi.
Szczęśliwym trafem posiadam jeszcze trzy numery "NaGłosu". Do wczoraj stały gdzieś schowane na półkach w drugim rzędzie. Musiałem jednak ostatnio sięgnąć po nie i okazało się, że wśród nazwisk drukowanych na tamtych łamach faktycznie są najwięksi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maj. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 marca 2016
sobota, 16 listopada 2013
Moja "10": Wybór Katarzyny Krzyżewskiej
Na Wyliczance rozpoczynamy nowy cykl, który będzie prezentować indywidualny wybór 10 tekstów. Każda z zaproszonych do tej zabawy osób będzie mówić o swoich typach. Rożnych. Bo za każdym razem będą to inne wybory.
A zaczynamy od Katarzyny Krzyżewskiej, tłumaczki twórczości Josifa Brodskiego. Wybrała ona listę 10 wierszy lat 80., które "swoim ponadczasowym przesłaniem wciąż wyzwalają refleksje i emocje":
A zaczynamy od Katarzyny Krzyżewskiej, tłumaczki twórczości Josifa Brodskiego. Wybrała ona listę 10 wierszy lat 80., które "swoim ponadczasowym przesłaniem wciąż wyzwalają refleksje i emocje":
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Jubileusz: Ryszard Krynicki || 70 lat
O tym się jeszcze nie mówi dużo. Jeszcze. Ale za chwilę będzie bardzo głośno. I hucznie. Okazja jest przecież znakomita: 70-lecie Ryszarda Krynickiego.
Ryszard Krynicki to - mówiąc w olbrzymim skrócie - poeta, redaktor i wydawca. W takiej właśnie - choć niektórzy twierdzą, że nie - kolejności. Więc feta przygotowana przez m.in. wydawnictwo a5, KBF i wydawnictwo EMG będzie dotyczyć przede wszystkim Krynickiego jako poety. Poety, który dokładnie 28 czerwca skończy 70 lat.
Impreza jubileuszowa pod zbiorczą nazwą "RK'70" (bardzo młodzieżowo, czyż nie?) odbywać się będzie przez trzy dni w Krakowie - od 26 czerwca do 28 czerwca, czyli właściwego dnia urodzin poety. Na precyzyjnie ułożony program obchodów złożą się: sesja naukowa (codziennie od 10 do 15.30 na UJ, a konkretnie przy ul. Gołębiej 16 w sali 42 - poloniści lokalni i nie tylko znają to miejsce), panel dyskusyjny i panel tłumaczy, koncert (Pablopavo i Ludziki - !!!), spotkanie wokół najnowszej książki Krynickiego (bardzo dobra wiadomość!), a także wieczór poetycki, który będzie zwieńczeniem trzydniowego święta (piękny gest przyjaciół).
Zaplanowana z rozmachem sesja naukowa "Ryszard Krynicki: palimpsesty, labirynty, archipelagi" jak zwykle będzie okazją do posłuchania krytyków i interpretatorów poezji współczesnej. Lista wystąpień jest dość długa, a wśród zgłoszonych referatów między innymi: Marian Stala o wyobraźni kosmicznej, Andrzej Skrendo o milczeniu, Anna Nasiłowska o wschodnich inspiracjach, Iwona Misiak o zagadce i powtórzeniu.
Najważniejszym wydarzeniem, które przyciągnie publiczność (choć Pablopavo też kusi...), będzie zapewne wieczór urodzinowy w Mandze w piątek 28 czerwca o godz. 17. Pojawią się tam m.in. Marcin Baran, Wojciech Bonowicz, Julia Hartwig, Bronisław Maj, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Adam Zagajewski. Natomiast wieczór poprowadzą - uwaga, uwaga! - Paweł Próchniak i Adam Michnik.
No... To będzie się działo.
Szczegóły programu TU.
Czytaj też o poetyckim czerwcu w Krakowie.
![]() |
| (c) wydawnictwo EMG |
Impreza jubileuszowa pod zbiorczą nazwą "RK'70" (bardzo młodzieżowo, czyż nie?) odbywać się będzie przez trzy dni w Krakowie - od 26 czerwca do 28 czerwca, czyli właściwego dnia urodzin poety. Na precyzyjnie ułożony program obchodów złożą się: sesja naukowa (codziennie od 10 do 15.30 na UJ, a konkretnie przy ul. Gołębiej 16 w sali 42 - poloniści lokalni i nie tylko znają to miejsce), panel dyskusyjny i panel tłumaczy, koncert (Pablopavo i Ludziki - !!!), spotkanie wokół najnowszej książki Krynickiego (bardzo dobra wiadomość!), a także wieczór poetycki, który będzie zwieńczeniem trzydniowego święta (piękny gest przyjaciół).
Zaplanowana z rozmachem sesja naukowa "Ryszard Krynicki: palimpsesty, labirynty, archipelagi" jak zwykle będzie okazją do posłuchania krytyków i interpretatorów poezji współczesnej. Lista wystąpień jest dość długa, a wśród zgłoszonych referatów między innymi: Marian Stala o wyobraźni kosmicznej, Andrzej Skrendo o milczeniu, Anna Nasiłowska o wschodnich inspiracjach, Iwona Misiak o zagadce i powtórzeniu.
Najważniejszym wydarzeniem, które przyciągnie publiczność (choć Pablopavo też kusi...), będzie zapewne wieczór urodzinowy w Mandze w piątek 28 czerwca o godz. 17. Pojawią się tam m.in. Marcin Baran, Wojciech Bonowicz, Julia Hartwig, Bronisław Maj, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Adam Zagajewski. Natomiast wieczór poprowadzą - uwaga, uwaga! - Paweł Próchniak i Adam Michnik.
No... To będzie się działo.
Szczegóły programu TU.
Czytaj też o poetyckim czerwcu w Krakowie.
Autor:
Wyliczanka.eu
o
22:00
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
a5,
Baran,
Bonowicz,
EMG,
Hartwig,
KBF,
Krynicki,
Maj,
Michnik,
Misiak,
Nasiłowska,
Próchniak,
Skrendo,
Stala,
Tkaczyszyn-Dycki,
Zagajewski
wtorek, 4 czerwca 2013
Szymborska: Błysk rewolwru || słownik wyrazów obelżywych z lat 70.
Wisława Szymborska wielką poetką była. Kropka. Ale nie tylko poetką. I nie tylko była. Jej żywotność, uniwersalność, świeżość i inne cechy znakomitości wszelakiej można odnaleźć w książce "Błysk rewolwru" (Agora, 2013).
Skąd tytuł? Ano z powieści. A właściwie opowieści. No, opowiastki.
Bo Wisława Szymborska, o czym może nie wiecie, chciała za młodu zostać powieściopisarką. "Błysk rewolwru" to jedyny zachowany utwór w gatunku zbliżonym do powieści. Powstał około roku 1935 i zawiera mnóstwo rozkosznych archaizmów.
Lecz "Błysk rewolwru" to jeden z wielu, wielu utworów Wisławy Szymborskiej w tej książeczce.
***
Pierwsza część to Juwenilia. A zatemż, że pozostanę w tym bardzo porywającym stylu sprzed wojny, utwory z pierwszego okresu życia i twórczości pisarki. Teksty lub tekściki o poważnych ambicjach, lecz, pardą, kulawym wykonawstwie, co przekłada się na przedruki obrazków różnego rodzaju (dużo panienek narysowanych uwidzimy), a także próby wierszowane.
Z czasem oczywiście rymy, słowa, obrazy nabierają ogłady, choć nie do końca.
Nieco absurdalny i skupiony na dostrzeganiu "różnych takich" (bo w sumie jak nazwać "te takie", co się pojawiają u Szymborskiej w wierszach? do jednego wora wrzucić je zaś trudno!) ton pozostanie.
W tych dojrzalszych utworach - zawartych w rozdziale "Na Krupniczej, w szufladzie, na rybach" - czuć już opanowanie językowe i inne. Dowcip czy raczej dystans - choć tak naprawdę te słowa banalizują wyrafinowanie, z którym mamy tu do czynienia - pozostają jednak bez zmian. Są wciąż dziecięco figlarne. Jak gdyby, pod względem dziwienia się światu z lekkim uśmiechem, Szymborska nigdy nie dojrzała.
Choć, fakt, więcej tu przypraw z cyklu "zaduma filozoficzna".
Ale, ale.
Znajdziemy tu na przykład takie skarby jak "Słownik wyrazów obelżywych" ułożony wspólnie z Kornelem Filipowiczem prawdopodobnie w latach 70.
A propos Kornela - dużo tu Kornela. Wiele się tu i ówdzie, choć jakby na marginesie, mówi o miłości między nimi. Być może, nie zaprzeczam, czemu nie. Ale, co najważniejsze, z tych dokonań widać, że na pewno świetnie się dogadywali.
***
Ostatnia część to utwory gatunkowe. Wiele z nich ujrzało światło dzienne już po Noblu. Są zabawne limeryki, są śmieszne Rajzefiberki (nazwa nadana przez redakcję i wiąże się z okolicznościową twórczością związaną z podróżami Szymborskiej), dowcipne Lepieje i inne, które łączy - co pewnie większość już przyuważyła słusznie - rodzaj humoru. Absurdalnego. Czasem totalnie.
Podczas czytania tej książki nie wolno, powtarzam: nie wolno, ominąć rozdziału wstępnego. Ten to, kojarzący się na ogół wykształconym w duchu filologicznym z nudą, od której na hasło "wstęp" ziewać się chce, jest tu perełką prawdziwą. Jego autor, Bronisław Maj, to legendarna pani Lola z kabaretu Znaku.
Pamiętacie?
Pani Lola do obejrzenia.
Czytaj też o Szymborskiej w "Kwartalniku Artystycznym" i o zbiorze wierszy Wisławy Szymborskiej.
Skąd tytuł? Ano z powieści. A właściwie opowieści. No, opowiastki.
Bo Wisława Szymborska, o czym może nie wiecie, chciała za młodu zostać powieściopisarką. "Błysk rewolwru" to jedyny zachowany utwór w gatunku zbliżonym do powieści. Powstał około roku 1935 i zawiera mnóstwo rozkosznych archaizmów.
Eljanna siedziała na sofce mocno zamyślona. I miała nad czem rozmyślać! Miała dwóch nażeczonych! Ewel oświadczył jej się wczoraj. Prawił jej takie kąplementy, których ona nie znosiła. Przyjęła go tylko ze względu że był miljonerem. Lecz Eljanna kochała więcej Ramona! O... Ramon jest taki piekny! Miły! Napewno ją więcej kocha!
Lecz "Błysk rewolwru" to jeden z wielu, wielu utworów Wisławy Szymborskiej w tej książeczce.
***
Pierwsza część to Juwenilia. A zatemż, że pozostanę w tym bardzo porywającym stylu sprzed wojny, utwory z pierwszego okresu życia i twórczości pisarki. Teksty lub tekściki o poważnych ambicjach, lecz, pardą, kulawym wykonawstwie, co przekłada się na przedruki obrazków różnego rodzaju (dużo panienek narysowanych uwidzimy), a także próby wierszowane.
Może jakich panów mają
Ale bardzo przebierają.
Z czasem oczywiście rymy, słowa, obrazy nabierają ogłady, choć nie do końca.
Nieco absurdalny i skupiony na dostrzeganiu "różnych takich" (bo w sumie jak nazwać "te takie", co się pojawiają u Szymborskiej w wierszach? do jednego wora wrzucić je zaś trudno!) ton pozostanie.
W tych dojrzalszych utworach - zawartych w rozdziale "Na Krupniczej, w szufladzie, na rybach" - czuć już opanowanie językowe i inne. Dowcip czy raczej dystans - choć tak naprawdę te słowa banalizują wyrafinowanie, z którym mamy tu do czynienia - pozostają jednak bez zmian. Są wciąż dziecięco figlarne. Jak gdyby, pod względem dziwienia się światu z lekkim uśmiechem, Szymborska nigdy nie dojrzała.
Choć, fakt, więcej tu przypraw z cyklu "zaduma filozoficzna".
Ale, ale.
Znajdziemy tu na przykład takie skarby jak "Słownik wyrazów obelżywych" ułożony wspólnie z Kornelem Filipowiczem prawdopodobnie w latach 70.
A propos Kornela - dużo tu Kornela. Wiele się tu i ówdzie, choć jakby na marginesie, mówi o miłości między nimi. Być może, nie zaprzeczam, czemu nie. Ale, co najważniejsze, z tych dokonań widać, że na pewno świetnie się dogadywali.
***
Ostatnia część to utwory gatunkowe. Wiele z nich ujrzało światło dzienne już po Noblu. Są zabawne limeryki, są śmieszne Rajzefiberki (nazwa nadana przez redakcję i wiąże się z okolicznościową twórczością związaną z podróżami Szymborskiej), dowcipne Lepieje i inne, które łączy - co pewnie większość już przyuważyła słusznie - rodzaj humoru. Absurdalnego. Czasem totalnie.
Podczas czytania tej książki nie wolno, powtarzam: nie wolno, ominąć rozdziału wstępnego. Ten to, kojarzący się na ogół wykształconym w duchu filologicznym z nudą, od której na hasło "wstęp" ziewać się chce, jest tu perełką prawdziwą. Jego autor, Bronisław Maj, to legendarna pani Lola z kabaretu Znaku.
Pamiętacie?
Pani Lola do obejrzenia.
Czytaj też o Szymborskiej w "Kwartalniku Artystycznym" i o zbiorze wierszy Wisławy Szymborskiej.
niedziela, 19 maja 2013
3. Festiwal Miłosza: Szuber || debiutował w 1994 roku
Na zakończonym właśnie 3. Festiwalu Miłosza swoją największą reprezentację mieli oczywiście poeci. Cieszę się, że pojawił się w tej drużynie Janusz Szuber - twórca z Sanoka, interesujący, coraz bardziej i bardziej.
W rozmowie z Bronisławem Majem poeta mówił sporo o swoich korzeniach. Tych zwyczajnych, ale i tych bardziej filozoficznych - egzystencjalnych. Było więc nostalgicznie, melancholijnie, ale też bardzo prywatnie.
"Trzeba przyjąć jakiś ład - niezależnie od uzasadnienia w pewnym porządku metafizycznym" - mówił poeta.
Szuber komentował też moc poezji, która - w odrożnieniu na przykład od fotografii - ma moc uruchamiania zdarzeń, uchwycenia ruchu i żywego wciąż wspomnienia.
"Dla Janusza Szubera cały poddany jego wyobraźni świat, odczuwany wszystkimi zmysłami, staje się równie rzeczywisty jak świat literatury, którym się otacza" - napisał o sanockim poecie w festiwalowym biuletynie Bogdan Tosza.
Więcej o Januszu Szuberze w eseju Jacka Mączki na culture.pl oraz na stronie internetowej poety: www.januszszuber.pl.
![]() |
| Fot. Tomasz Wiech (c) www.miloszfestiwal.pl |
"Trzeba przyjąć jakiś ład - niezależnie od uzasadnienia w pewnym porządku metafizycznym" - mówił poeta.
Szuber komentował też moc poezji, która - w odrożnieniu na przykład od fotografii - ma moc uruchamiania zdarzeń, uchwycenia ruchu i żywego wciąż wspomnienia.
"Dla Janusza Szubera cały poddany jego wyobraźni świat, odczuwany wszystkimi zmysłami, staje się równie rzeczywisty jak świat literatury, którym się otacza" - napisał o sanockim poecie w festiwalowym biuletynie Bogdan Tosza.
Więcej o Januszu Szuberze w eseju Jacka Mączki na culture.pl oraz na stronie internetowej poety: www.januszszuber.pl.
piątek, 17 maja 2013
3. Festiwal Miłosza: Brodski || świeciła dwadzieścia metrów dalej
Trwa 3. Festiwal Miłosza w Krakowie. Dzisiaj odbyło się na nim spotkanie poświęcone "Wierszom" Josifa Brodskiego. Brodski - autor w kontekście Miłosza ważny - na mojej prywatnej półce zajmuje miejsce szczególne. Z wielu względów. A dzisiejsze spotkanie stało się pretekstem do tego, by sięgnąć po opublikowany w 2010 roku tom "Znak wodny" (Znak). Choćby na chwilę.
To tom poświęcony jednym z ukochanych miast Brodskiego, Wenecji. Od pewnego momentu spędzał tam poeta każde Boże Narodzenie i część mglistego, chłodnego stycznia. Na tom składa się esej (w przekładzie Stanisława Barańczaka) i wiersze (w przekładzie Katarzyny Krzyżewskiej).
Znajdziemy tam na przykład takie zdania i strofy:
"W zimie budzi nas w tym mieście - pisze poeta - zwłaszcza w niedziele, dźwięk jego niezliczonych dzwonów, jak gdyby za tiulem firan w perłowoszarym niebie wibrował na srebrnej tacy gigantyczny porcelanowy serwis do herbaty. Otwieramy okno na oścież i pokój w jednej chwili zalewa ta kłębiąca się na zewnątrz, przesycona dzwonieniem mgiełka, która składa się po części z wilgotnego tlenu, po części z kawy i modlitw".
"Dźwięk kościołów weneckich, jak serwisów kawowych,
słychać w pozostawonym pudle po przypadkowych
istnieniach (...)"
***
Brodski, noblista roku 1987 (miał zaledwie 47 lat, gdy odebrał nagrodę!), należał do bliskich i serdecznych przyjaciół Miłosza. Choć pomiędzy panami był, mimo wszystko, spoty dystans. I szacunek. Zwłaszcza wyraźny ze strony rosyjskiego poety. Mówili o tym wczoraj wspominający Brodskiego poeci i badacze.
Jerzy Illg wspominał, jak to podczas rozmowy telefonicznej - po zaproszeniu Brodskiego przez Miłosza do Polski - padło pytanie "A kto za moją podróż zapłaci?". Pytał Brodski, a Miłosz miał odpowiedzieć "Oczywiście ty, Josif" połączony z charakterystycznym tubalnym śmiechem.
Brodski nie śmiał zaprzeczyć.
To tom poświęcony jednym z ukochanych miast Brodskiego, Wenecji. Od pewnego momentu spędzał tam poeta każde Boże Narodzenie i część mglistego, chłodnego stycznia. Na tom składa się esej (w przekładzie Stanisława Barańczaka) i wiersze (w przekładzie Katarzyny Krzyżewskiej).
Znajdziemy tam na przykład takie zdania i strofy:
"W zimie budzi nas w tym mieście - pisze poeta - zwłaszcza w niedziele, dźwięk jego niezliczonych dzwonów, jak gdyby za tiulem firan w perłowoszarym niebie wibrował na srebrnej tacy gigantyczny porcelanowy serwis do herbaty. Otwieramy okno na oścież i pokój w jednej chwili zalewa ta kłębiąca się na zewnątrz, przesycona dzwonieniem mgiełka, która składa się po części z wilgotnego tlenu, po części z kawy i modlitw".
"Dźwięk kościołów weneckich, jak serwisów kawowych,
słychać w pozostawonym pudle po przypadkowych
istnieniach (...)"
***
Brodski, noblista roku 1987 (miał zaledwie 47 lat, gdy odebrał nagrodę!), należał do bliskich i serdecznych przyjaciół Miłosza. Choć pomiędzy panami był, mimo wszystko, spoty dystans. I szacunek. Zwłaszcza wyraźny ze strony rosyjskiego poety. Mówili o tym wczoraj wspominający Brodskiego poeci i badacze.
Jerzy Illg wspominał, jak to podczas rozmowy telefonicznej - po zaproszeniu Brodskiego przez Miłosza do Polski - padło pytanie "A kto za moją podróż zapłaci?". Pytał Brodski, a Miłosz miał odpowiedzieć "Oczywiście ty, Josif" połączony z charakterystycznym tubalnym śmiechem.
Brodski nie śmiał zaprzeczyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




