Wśród moich literaturoznawczych idoli profesor HENRYK MARKIEWICZ zajmuje jedno z najważniejszych miejsc.
Mam u siebie na półce kilka książek profesora MARKIEWICZA. Część z nich została jeszcze z czasów studenckich, ale kilka kupiłem już po zakończeniu edukacji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Markiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Markiewicz. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 sierpnia 2016
czwartek, 25 grudnia 2014
Prof. Misia
W Wigilię Maria Janion skończyła 88 lat. I można tylko sobie wyobrażać, jak koszmarnie musiała się wtedy czuć prof. Misia.
Prof. Misia nie lubi tej całej awantury wokół swoich urodzin. Przyjmowania, rozmawiania, oporządzania się. Zresztą, umówmy się, nawet herbaty nie ma gdzie położyć. No bo stół zrobiony z ułożonych jedna na drugiej gazet to chyba nic solidnego, czym można gości przyjąć?
Autor:
Wyliczanka.eu
o
19:04
2 komentarze:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Bataille,
Białoszewski,
Foucault,
Iwaszkiewicz,
Janion,
Kristeva,
Krytyka Polityczna,
Markiewicz,
nonfiction,
Rudaś-Grodzka,
Sowa,
Szczuka,
Treugutt,
Wydawnictwo Krytyki Politycznej
niedziela, 18 maja 2014
Co z tą rodziną?
Rodzina jest zagrożona? Być może gdzieś jest. Ale raczej nie we współczesnej literaturze i sztuce.
Dajmy na to taka rodzina w powieści. Co prawda "Katoniela" Ewy Madeyskiej jest niezbyt udana od strony formalnej, ale realizuje postulat Czesława Miłosza, który chciał kiedyś bardzo poczytać o perypetiach ludzi splątanych więzami krwi. Rodzina jest też tematem bestsellerowej sagi nad rozlewiskiem Małgorzaty Kalicińskiej, a w męskiej wersji temat podejmował Jacek Dehnel w "Lali" czy Mikołaj Łoziński w znakomitej "Książce". Z różnym powodzeniem.
Dajmy na to taka rodzina w powieści. Co prawda "Katoniela" Ewy Madeyskiej jest niezbyt udana od strony formalnej, ale realizuje postulat Czesława Miłosza, który chciał kiedyś bardzo poczytać o perypetiach ludzi splątanych więzami krwi. Rodzina jest też tematem bestsellerowej sagi nad rozlewiskiem Małgorzaty Kalicińskiej, a w męskiej wersji temat podejmował Jacek Dehnel w "Lali" czy Mikołaj Łoziński w znakomitej "Książce". Z różnym powodzeniem.
Autor:
Wyliczanka.eu
o
21:49
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Dehnel,
Kalicińska,
Lisowski,
Łoziński,
Madeyska,
Markiewicz,
Miłosz,
Nowa Dekada Krakowska,
Pekaniec,
Rogatko,
Tuwim,
Wajda,
Walas,
Wyka,
Ziemek
środa, 29 stycznia 2014
O Krakowie z fantazją
Wściekły bohater zastępujący motorniczego w krakowskim tramwaju donikąd czy rakieta wystrzelona z Nowej Huty. Możliwe? Oczywiście, że tak.
Takie rzeczy to tylko w książkach. I to, jak się okazuje, wielu. Do nich przynajmniej dotarł Paweł Dunin-Wąsowicz, autor "Fantastycznego Krakowa". Po sukcesie "Fantastycznej Warszawy", gdzie znany warszawski wydawca, naczelny magazynu "Lampa", a przed laty odkrywca Doroty Masłowskiej - na warsztat wziął teksty, które dotykają miejskiej tkanki. Dotykają jednak w sposób niestandardowy, bo przy użyciu gatunków fantastycznych. Lub pokrewnych. Rezultaty? Znakomite. Książka katalogująca przykłady z Warszawy była świetnym dokumentem podsumowującym, w którą stronę dryfuje wyobraźnia pisarzy. I odmalowującym alternatywne światy. Czasem nie mniej ciekawe niż rzeczywiste miasto.
Pomysł na "Fantastyczny Kraków" jest podobny. Autor przejrzał bowiem literaturę polską, by odnaleźć przykłady na poszerzenie przestrzeni krakowskiej o tą wyobrażoną. Z mocnym zastrzeżeniem - wyrażonym na początku - że "ta książka raczej nie jest kolejnym kompendium wiedzy o Panu Twardowskim, Wandzie, Smoku Wawelskim i Kraku, chociaż te postacie pojawiają się w pierwszym rozdziale".
W jakim kontekście one się więc tam pojawiają? Osobliwym, mówiąc najogólniej. Na przykład u Pagaczewskiego w pamiętnym "Porwaniu Baltazara Gąbki" wszystko postawione jest na głowie. Smok ma samochód, Don Pedro krótkofalówkę i lampę naftową, a Krak przyznaje, że Brigitte Bardot występowała już w czasach jego panowania (!). Z kolei u Stanisława Szukalskiego smoka w ogóle nie ma. Okazuje się oszustwem, dzięki któremu źli kapłani zabijają młodzianków, którzy mogą być potencjalnym zagrożeniem dla ich władzy.
Takie rzeczy to tylko w książkach. I to, jak się okazuje, wielu. Do nich przynajmniej dotarł Paweł Dunin-Wąsowicz, autor "Fantastycznego Krakowa". Po sukcesie "Fantastycznej Warszawy", gdzie znany warszawski wydawca, naczelny magazynu "Lampa", a przed laty odkrywca Doroty Masłowskiej - na warsztat wziął teksty, które dotykają miejskiej tkanki. Dotykają jednak w sposób niestandardowy, bo przy użyciu gatunków fantastycznych. Lub pokrewnych. Rezultaty? Znakomite. Książka katalogująca przykłady z Warszawy była świetnym dokumentem podsumowującym, w którą stronę dryfuje wyobraźnia pisarzy. I odmalowującym alternatywne światy. Czasem nie mniej ciekawe niż rzeczywiste miasto.Pomysł na "Fantastyczny Kraków" jest podobny. Autor przejrzał bowiem literaturę polską, by odnaleźć przykłady na poszerzenie przestrzeni krakowskiej o tą wyobrażoną. Z mocnym zastrzeżeniem - wyrażonym na początku - że "ta książka raczej nie jest kolejnym kompendium wiedzy o Panu Twardowskim, Wandzie, Smoku Wawelskim i Kraku, chociaż te postacie pojawiają się w pierwszym rozdziale".
W jakim kontekście one się więc tam pojawiają? Osobliwym, mówiąc najogólniej. Na przykład u Pagaczewskiego w pamiętnym "Porwaniu Baltazara Gąbki" wszystko postawione jest na głowie. Smok ma samochód, Don Pedro krótkofalówkę i lampę naftową, a Krak przyznaje, że Brigitte Bardot występowała już w czasach jego panowania (!). Z kolei u Stanisława Szukalskiego smoka w ogóle nie ma. Okazuje się oszustwem, dzięki któremu źli kapłani zabijają młodzianków, którzy mogą być potencjalnym zagrożeniem dla ich władzy.
Autor:
Wyliczanka.eu
o
19:00
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Bałucki,
Dukaj,
Dunin-Wąsowicz,
fantastyka,
historia,
Kraków,
Markiewicz,
Narodowe Centrum Kultury,
Orbitowski,
Pagaczewski,
Terakowska,
Vogler
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Podsumowanie roku 2013: styczeń - czerwiec
Premiera "Kronosa" Gombrowicza, kontrowersyjna Michalak, obyczajowy Eugenides? A może poezja z 3. Festiwalu Miłosza czy mniej znane oblicze Wisławy Szymborskiej? Co ważnego wydarzyło się w świecie książkowym od stycznia do czerwca 2013 roku?
Początek roku przyniósł jeszcze lekturę z końcówki 2012. Były to listy Ginsberga i Kerouaka opublikowane przez oficynę Czarne.W lutym natomiast Adam Zagajewski opowiadał o swoim literackim Krakowie i o roli poezji.
Już wtedy czuć było, że druga połowa roku upłynie pod znakiem sukcesów
dla dawnej stolicy Polski. Przynajmniej jeśli o niwę literacką chodzi.
W marcu zaglądaliśmy do Chin, patrzyliśmy na zwierzęta oczami Colette. Rozmawiałem także ze Sławomirem Shutym, który opowiadał o swoim filmie "Trip". Zaczęliśmy też czytać czasopisma, krytycznie przyglądając się zawartości np. "Zeszytów Literackich". No i nie mogło zabraknąć Virginii Woolf. W kilku odsłonach.
Początek roku przyniósł jeszcze lekturę z końcówki 2012. Były to listy Ginsberga i Kerouaka opublikowane przez oficynę Czarne.W lutym natomiast Adam Zagajewski opowiadał o swoim literackim Krakowie i o roli poezji.
Już wtedy czuć było, że druga połowa roku upłynie pod znakiem sukcesów
dla dawnej stolicy Polski. Przynajmniej jeśli o niwę literacką chodzi.W marcu zaglądaliśmy do Chin, patrzyliśmy na zwierzęta oczami Colette. Rozmawiałem także ze Sławomirem Shutym, który opowiadał o swoim filmie "Trip". Zaczęliśmy też czytać czasopisma, krytycznie przyglądając się zawartości np. "Zeszytów Literackich". No i nie mogło zabraknąć Virginii Woolf. W kilku odsłonach.
Autor:
Wyliczanka.eu
o
21:00
1 komentarz:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Brodski,
Cataluccio,
Colette,
Culler,
Eugenides,
Ginsberg,
Gombrowicz,
Janion,
Kochanowski,
Markiewicz,
Mendoza,
Michalak,
Muller,
Muszyński,
Shuty,
Suchanow,
Szymborska,
Twardoch
czwartek, 31 października 2013
Wśród najpiękniejszych książek świata
"Mój życiorys polonistyczny z historią w tle" Henryka Markiewicza czytałem może 4, a może nawet 6 razy. I chętnie przeczytam po raz kolejny.
"Rodzina i przyjaciele namawiają mnie do pisania pamiętnika czy autobiografii. Ale dla opowieści o sprawach innych ludzi zasoby mojej pamięci, znawstwo charakterów, wreszcie umiejętności opisowo-narracyjne są zbyt skąpe. Autobiografię zaś wtedy tylko warto pisać, jeżeli można być szczerym aż do końca - na to zaś z różnych powodów mnie nie stać". Tak zaczyna swoją opowieść prof. Henryk Markiewicz. Co jednak brzmi jak captatio benevolentiae, czyli zwrot mający na celu zjednać i pozyskać czytelników. Czym? Skromnością, dystansem i pokorą. Cechami, które zdominują narrację prof. Markiewicza - jednego z najświatlejszych umysłów. Idola polonistów. Mistrza.
Nie żartuję. Prof. Markiewicz to Ktoś. Z jego książek przygotowywałem się do egzaminów z teorii literatury i pozytywizmu. Markiewicz jest autorem genialnego podręcznika do epoki. Sam był wielbicielem "Lalki". U profesora podziwiałem warsztat. Wszystkie te fiszki, opisy, przypisy, cała ta skrupulatność i syntetyczność myśli. Nic ponad to, co jest potrzebne. Umiar i powściągliwość. Klasa. Przymioty epoki minionej.
"W pracach moich nie ma wielkich nowych pomysłów; ich mocną stroną jest krytyczna synteza lub faktografia, a takie prace szybko się starzeją i ulegają zapomnieniu. Przy tym 'nauką jest to, co za naukę jest uważane', więc przyszłe losy tego dorobku naukowego zależą poniekąd od tego, jak będzie oceniane dziedzictwo marksizmu i strukturalizmu, z którym jest on w znacznej części powiązany". Tyle skromności jednego z najpotężniejszych umysłów polonistycznych.
![]() |
| WL, Kraków 2012. |
Nie żartuję. Prof. Markiewicz to Ktoś. Z jego książek przygotowywałem się do egzaminów z teorii literatury i pozytywizmu. Markiewicz jest autorem genialnego podręcznika do epoki. Sam był wielbicielem "Lalki". U profesora podziwiałem warsztat. Wszystkie te fiszki, opisy, przypisy, cała ta skrupulatność i syntetyczność myśli. Nic ponad to, co jest potrzebne. Umiar i powściągliwość. Klasa. Przymioty epoki minionej.
"W pracach moich nie ma wielkich nowych pomysłów; ich mocną stroną jest krytyczna synteza lub faktografia, a takie prace szybko się starzeją i ulegają zapomnieniu. Przy tym 'nauką jest to, co za naukę jest uważane', więc przyszłe losy tego dorobku naukowego zależą poniekąd od tego, jak będzie oceniane dziedzictwo marksizmu i strukturalizmu, z którym jest on w znacznej części powiązany". Tyle skromności jednego z najpotężniejszych umysłów polonistycznych.
środa, 11 września 2013
Lektura wymagająca: Henryk Markiewicz || przełom XIX i XX wieku
Karola Irzykowskiego zna garstka dobrych i pilnych studentów filologii polskiej. Odnoszę wrażenie, że prof. Henryka Markiewicza też. A tymczasem rezultaty tego połączenia bywają bardzo pouczające. Czego przykładem "Czytanie Irzykowskiego" (Universitas, 2011).
Karol Irzykowski żył na przełomie XIX i XX wieku. Należał do elity krytyków literackich w Polsce. Zajmował się jednak także filmem. Co było ewenementem wówczas - kino należało do młodych sztuk i przez to nie było zawsze szanowane przez wyniosłych ponad doraźności profesorów.
Ale grał też Irzykowski w szachy. I był ponoć w tym niezły.
Prof. Henryk Markiewicz z kolei to legenda polonistyki krakowskiej. I nie tylko krakowskiej. Pisałem o nim zresztą wiele razy, przy różnych okazjach. Tu czy tam. Aby wyobrazić sobie, jakiej klasy to człowiek, trzeba byłoby użyć tu wielu metafor, które i tak pewnie w pełni nie określiłyby błyskotliwości, przenikliwości i rzetelności prof. Markiewicza. W każdym razie w Internecie takiej wiedzy, jaką ma ów polonista, nie znajdziecie. Wikipedia może się schować. Przynajmniej jeśli chodzi o literaturę.
Książka "Czytanie Irzykowskiego" to zbiór kilku artykułów, jakie o krytyku z przełomów wieku napisał Markiewicz. Nie da się ich czytać po kolei, od razu powiem, ale dzięki temu właśnie mogłem lekturę książki rozpocząć od tekstu "Szachy i majcher". Sami przyznacie, że tytuł ma w sobie magnes. Tekst jednak, wbrew tytułowi, w małym stopniu omawia pasję Irzykowskiego, za to prezentuje pasję inną, może nawet gorętszą: polemiczną. Oto Irzykowski na kartach tego artykułu kłóci się, mówiąc trywialnie, z Antonim Słonimskim.
Karol Irzykowski żył na przełomie XIX i XX wieku. Należał do elity krytyków literackich w Polsce. Zajmował się jednak także filmem. Co było ewenementem wówczas - kino należało do młodych sztuk i przez to nie było zawsze szanowane przez wyniosłych ponad doraźności profesorów.
Ale grał też Irzykowski w szachy. I był ponoć w tym niezły.
Prof. Henryk Markiewicz z kolei to legenda polonistyki krakowskiej. I nie tylko krakowskiej. Pisałem o nim zresztą wiele razy, przy różnych okazjach. Tu czy tam. Aby wyobrazić sobie, jakiej klasy to człowiek, trzeba byłoby użyć tu wielu metafor, które i tak pewnie w pełni nie określiłyby błyskotliwości, przenikliwości i rzetelności prof. Markiewicza. W każdym razie w Internecie takiej wiedzy, jaką ma ów polonista, nie znajdziecie. Wikipedia może się schować. Przynajmniej jeśli chodzi o literaturę.
Książka "Czytanie Irzykowskiego" to zbiór kilku artykułów, jakie o krytyku z przełomów wieku napisał Markiewicz. Nie da się ich czytać po kolei, od razu powiem, ale dzięki temu właśnie mogłem lekturę książki rozpocząć od tekstu "Szachy i majcher". Sami przyznacie, że tytuł ma w sobie magnes. Tekst jednak, wbrew tytułowi, w małym stopniu omawia pasję Irzykowskiego, za to prezentuje pasję inną, może nawet gorętszą: polemiczną. Oto Irzykowski na kartach tego artykułu kłóci się, mówiąc trywialnie, z Antonim Słonimskim.
niedziela, 7 lipca 2013
Lato pogodowo cudowne!
Ostatnie wakacje Jarosława Iwaszkiewicza, czyli lato roku 1979. Czuł, że to ostatnie?
Pierwsza notka z ostatnich wakacji Iwaszkiewicza datowana jest na 30 czerwca. Miejsce akcji "Baranów". Bo już nie legendarne Stawisko. Choć o Stawisku mowa też jest. Sporo jednak też marudzenia, mało entuzjazmu, choć są też ślady, i to nieodosobnione, radości. Nie tylko klęski, załamania, choroby.
![]() |
| Jarosław Iwaszkiewicz, fotografia podpisana w albumie “Dionizje” (1921) |
Subskrybuj:
Posty (Atom)




