"Wiele razy zastanawiałem się, jaka magia tkwi w pierwszych wydaniach ważnych tekstów literackich. Co zmusza poddających się jej bibliofilów do płacenia często bardzo wysokich kwot za pierwodruki? Czemu pierwsza edycja "Wesela" Wyspiańskiego kosztuje kilka tysięcy złotych, a wydrukowana w tym samym roku druga – już tylko kilkaset?" - pyta Janusz Pawlak na łamach "Rymsa".
Książki różni niewiele: pierwsze wydanie ma na końcu wypisaną obsadę krakowskiej inscenizacji i erratę, w wydaniu drugim błędy druku poprawiono, a zamiast erraty wydrukowano nazwiska aktorów grających na scenie teatru lwowskiego. Różnica w druku jest niewielka, w cenie – kolosalna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gombrowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gombrowicz. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 13 maja 2018
czwartek, 22 lutego 2018
#rozmoWyliczanki: NINA WITOSZEK
"Norweski kozi ser jest słodko-słony a w Polsce na ogół słony, więc należałoby go najpierw utopić w miodzie. Efekt koziego sera to umiejętność łączenia przeciwieństw. Niestety jeśli chodzi o ten kunszt, Polacy są bardzo w tyle. Mają dar do potęgowania przeciwieństw aż do bólu, tak że kończy się to na tym, że nie tylko człowiek człowiekowi wilkiem. Człowiek sobie samemu wilkiem!" - mówi NINA WITOSZEK, autorka książki "Najlepszy kraj na świecie".
MARCIN WILK: Jako dziennikarz pewnie powinienem zadać pytanie: no to jak to w końcu jest: kocha Pani tę Norwegię czy jej nienawidzi? Ale jako czytelnik już wiem, że jest tak i tak. W związku z tym, na początek (dla Czytelników przed lekturą): za co Pani ją kocha, za co jej nienawidzi?
piątek, 30 grudnia 2016
Literatura polska w 2017 roku - zapowiedzi
Biografia Witolda Gombrowicza oraz Stanisława Lema, a poza tym nowe książki Jerzego Sosnowskiego, Michała Olszewskiego, Andrzeja Muszyńskiego, Gai Grzegorzewskiej, Aleksandry Boćkowskiej, Marcina Wichy czy Ewy Winnickiej; nie wspominając o korespondencji Herberta z Szymborską i nowym tomie Wojciecha Bonowicza – oto tylko część z zapowiedzi na rok 2017.
Dla literatury polskiej rok 2017 to - na razie - czysta księga. Będzie się ona zapełniać bardzo prędko już od 1 stycznia.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Proza włóczęgi
Wilk się uspokoił. Pojawienie się nowego członka rodziny zmieniło priorytety w życiu. I nieco zmieniło też styl narracji.
Na biurku u Mariusza Wilka porządek. Wygaszony laptop (pewnie przerwa w pracy), zdjęcie idola, charakterystyczne okulary. Żadnego bałaganu, żadnego chaosu. W sumie zawsze tak było w jego kolejnych książkach podróżniczych - "Wilczym notesie" (1998), "Wołoce" (2005), "Domem nad Oniego" (2006), "Tropami rena" (2007) oraz ostatniej, "Lotem gęsi" (2012), w której jednak czuło się wiatr zmian. Miało to bezpośredni związek, jak się zdaje, z narodzinami córki Wilka, Marty Matyldy. Nic też dziwnego, że najnowsza książka, "Dom włóczęgi", zawiera taką dedykację: "Królewnie Mati/ od papy".
Zaczyna się jednak po Wilkowemu - od trącącej przewodnikowym reportażem lokalizacji miejsca akcji. Wskazania, że wciąż jesteśmy na trudnym terenie północnej Rosji - niedaleko największych jezior Europy Ładoga i Oniego. To tam osiada - po krótkiej przerwie - Wilk. "Powrót do siebie - to powrót do własnych myśli ze świata medialnego zgiełku. Do ciszy, w której Rzeczywistość nie tylko się widzi, ale i słyszy. Powrót do siebie to powrót włóczęgi do swojego domu". W domu czeka na narratora córka, która uświadamia wagę czasu (dotąd raczej ignorowanego przez Wilka, który wolał "kołować w rytmie przyrody, razem z renami i dzikimi gęsiami"), oraz proza W.G. Sebalda.
Na biurku u Mariusza Wilka porządek. Wygaszony laptop (pewnie przerwa w pracy), zdjęcie idola, charakterystyczne okulary. Żadnego bałaganu, żadnego chaosu. W sumie zawsze tak było w jego kolejnych książkach podróżniczych - "Wilczym notesie" (1998), "Wołoce" (2005), "Domem nad Oniego" (2006), "Tropami rena" (2007) oraz ostatniej, "Lotem gęsi" (2012), w której jednak czuło się wiatr zmian. Miało to bezpośredni związek, jak się zdaje, z narodzinami córki Wilka, Marty Matyldy. Nic też dziwnego, że najnowsza książka, "Dom włóczęgi", zawiera taką dedykację: "Królewnie Mati/ od papy".
Zaczyna się jednak po Wilkowemu - od trącącej przewodnikowym reportażem lokalizacji miejsca akcji. Wskazania, że wciąż jesteśmy na trudnym terenie północnej Rosji - niedaleko największych jezior Europy Ładoga i Oniego. To tam osiada - po krótkiej przerwie - Wilk. "Powrót do siebie - to powrót do własnych myśli ze świata medialnego zgiełku. Do ciszy, w której Rzeczywistość nie tylko się widzi, ale i słyszy. Powrót do siebie to powrót włóczęgi do swojego domu". W domu czeka na narratora córka, która uświadamia wagę czasu (dotąd raczej ignorowanego przez Wilka, który wolał "kołować w rytmie przyrody, razem z renami i dzikimi gęsiami"), oraz proza W.G. Sebalda.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Podsumowanie roku 2013: styczeń - czerwiec
Premiera "Kronosa" Gombrowicza, kontrowersyjna Michalak, obyczajowy Eugenides? A może poezja z 3. Festiwalu Miłosza czy mniej znane oblicze Wisławy Szymborskiej? Co ważnego wydarzyło się w świecie książkowym od stycznia do czerwca 2013 roku?
Początek roku przyniósł jeszcze lekturę z końcówki 2012. Były to listy Ginsberga i Kerouaka opublikowane przez oficynę Czarne.W lutym natomiast Adam Zagajewski opowiadał o swoim literackim Krakowie i o roli poezji.
Już wtedy czuć było, że druga połowa roku upłynie pod znakiem sukcesów
dla dawnej stolicy Polski. Przynajmniej jeśli o niwę literacką chodzi.
W marcu zaglądaliśmy do Chin, patrzyliśmy na zwierzęta oczami Colette. Rozmawiałem także ze Sławomirem Shutym, który opowiadał o swoim filmie "Trip". Zaczęliśmy też czytać czasopisma, krytycznie przyglądając się zawartości np. "Zeszytów Literackich". No i nie mogło zabraknąć Virginii Woolf. W kilku odsłonach.
Początek roku przyniósł jeszcze lekturę z końcówki 2012. Były to listy Ginsberga i Kerouaka opublikowane przez oficynę Czarne.W lutym natomiast Adam Zagajewski opowiadał o swoim literackim Krakowie i o roli poezji.
Już wtedy czuć było, że druga połowa roku upłynie pod znakiem sukcesów
dla dawnej stolicy Polski. Przynajmniej jeśli o niwę literacką chodzi.W marcu zaglądaliśmy do Chin, patrzyliśmy na zwierzęta oczami Colette. Rozmawiałem także ze Sławomirem Shutym, który opowiadał o swoim filmie "Trip". Zaczęliśmy też czytać czasopisma, krytycznie przyglądając się zawartości np. "Zeszytów Literackich". No i nie mogło zabraknąć Virginii Woolf. W kilku odsłonach.
Autor:
Wyliczanka.eu
o
21:00
1 komentarz:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Brodski,
Cataluccio,
Colette,
Culler,
Eugenides,
Ginsberg,
Gombrowicz,
Janion,
Kochanowski,
Markiewicz,
Mendoza,
Michalak,
Muller,
Muszyński,
Shuty,
Suchanow,
Szymborska,
Twardoch
piątek, 22 listopada 2013
Mrożek nasz powszedni
"Striptiz neurotyka", książka o Mrożku, to rzecz mocna momentami, ale raczej nie mroczna. To opowieść o człowieku, o którym wcale nie jest tak łatwo pisać.
Bo Mrożek wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Taki zresztą był chyba jego pomysł na własny wizerunek, a czytelnicy i dziennikarze - onieśmieleni wielkością, a czasem i inteligencją artysty, pewnie też powodowani niemym szacunkiem - przystali na to. Więc o Mrożku niby wiadomo było dużo, a jednak nie wiadomo było się zbyt wiele.
![]() |
| (c) apeirophilia / Source / CC BY-NC-SA |
Bo Mrożek wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Taki zresztą był chyba jego pomysł na własny wizerunek, a czytelnicy i dziennikarze - onieśmieleni wielkością, a czasem i inteligencją artysty, pewnie też powodowani niemym szacunkiem - przystali na to. Więc o Mrożku niby wiadomo było dużo, a jednak nie wiadomo było się zbyt wiele.
piątek, 15 listopada 2013
Filiżankę literatury poproszę
Kawiarnia literacka to zjawisko samo w sobie fascynujące. Świat likierów, prostych rozrywek, plotek, ale i często niespełnionych marzeń miesza się tam z prawdziwym talentem, który wpadał na przykład na... bilard.
Bilarda miał Zodiak - ostatnia warszawska kawiarnia dwudziestolecia. Specjalny stół typu "grzybek"
mieścił się w przestronnym pokoju. Oddzielony on był ciężką kotarą od ogólnie dostępnej sali kawiarnianej. Bilard był dostępny jednak dla stałych bywalców - przedstawicieli cyganerii malarskiej. Przychodzili tam także Witold Gombrowicz i Andrzej Nowicki. A także skamandryci.
![]() |
| (c) zazie_ / Source / CC BY-NC |
Bilarda miał Zodiak - ostatnia warszawska kawiarnia dwudziestolecia. Specjalny stół typu "grzybek"
mieścił się w przestronnym pokoju. Oddzielony on był ciężką kotarą od ogólnie dostępnej sali kawiarnianej. Bilard był dostępny jednak dla stałych bywalców - przedstawicieli cyganerii malarskiej. Przychodzili tam także Witold Gombrowicz i Andrzej Nowicki. A także skamandryci.
czwartek, 17 października 2013
Kto czyta - ten mistrz!
17. Targi Książki w Krakowie rozpoczną się dokładnie za tydzień. To będzie święto i prawdziwy szał. Coś, co tygrysy książkowe lubią najbardziej.
Wielkie hale przy ul. Centralnej 41A w Krakowie, gdzie co roku odbywają się Targi Książki, to z perspektywy zwykłego czytelnika świątynia rozpusty duchowo-materialnej. "Duchowo", bo chodzi o pobudzające wyobraźnie książki i inne rzeczy, a także - dla niektórych to nawet najważniejsze - o autograf ukochanego autora; a "materialnie", bo to jest dzień, w którym odwiedzający Targi zostawiają 10, 50, 100, czasem i więcej złotych, korzystając z różnych okazji na rozlicznych stoiskach.
W tym roku tych stoisk będzie ponad 500 i pewnie jest to nowy rekord targowy (te rekordy są rok rocznie podbijane). Podobnie jak i, co skrupulatnie wyliczyli organizatorzy, prawie 700 godzin spotkań z autorami książek. 700 godzin! Wyobraźcie sobie, ile to czasu. To tak jakby czytać bez przerwy 29,16 dni. Dacie radę? ;-)
![]() |
| © targi.krakow.pl |
W tym roku tych stoisk będzie ponad 500 i pewnie jest to nowy rekord targowy (te rekordy są rok rocznie podbijane). Podobnie jak i, co skrupulatnie wyliczyli organizatorzy, prawie 700 godzin spotkań z autorami książek. 700 godzin! Wyobraźcie sobie, ile to czasu. To tak jakby czytać bez przerwy 29,16 dni. Dacie radę? ;-)
czwartek, 18 lipca 2013
Nike: nominacje: Tadeusz Sobolewski || Plac Dąbrowskiego 7/13
Dla wielbicieli Mirona Białoszewskiego rok 2012 był szczególny. Z dwóch powodów. Bo, po pierwsze, ukazał się jego długo wyczekiwany "Tajny dziennik". A, po drugie, światło dzienne ujrzał rodzaj biografii Białoszewskiego napisanej przez Tadeusza Sobolewskiego. "Człowiek Miron" (Znak, 2012). Opowieść niecodzienna. Bo dotykająca niecodziennego człowieka. Choć przecież tak w codzienności domkniętego.
Wiosną roku 1970 Tadeusz Sobolewski, lat 23, szedł na plac Dąbrowskiego (7/13), gdzie mieszkał Miron Białoszewski, lat 48. Jeden przyszedł tylko po autograf, drugi był już uznanym poetą, twórcą, autorem "Pamiętnika z powstania warszawskiego".
Jak Tadzio przyszedł, tak został. Trzynaście lat. Aż do roku 1983, momentu śmierci Mirona.
Książka "Człowiek Miron" jest hołdem złożonym tej przyjaźni. To nie biografia, od razu zaznaczam. To rodzaj rozbudowanego i czułego wspomnienia, w którym oczywiście głównym bohaterem jest Miron Białoszewski. On, a w zasadzie aura, jaką wokół siebie roztaczał. I jeszcze ktoś.
Sobolewski próbuje zbliżać się do Mirona ostrożnie, choć przecież od pierwszego momentu jest wciagnięty weń maksymalnie, jak się tylko da. Bez reszty. Poeta absorbuje go wielostronnie, otwiera nowe przestrzenie, uwrażliwia. Wchodzi w jego życie.
Dużo tu wspomnień - nie tylko Sobolewskiego. Czasem bez sentymentów. W rodziale o Leszku Solińskim, wieloletnim partnerze Białoszewskiego, znajdziemy następujący akapit:
O Białoszewskim czytaj również w notce o "Chamowie".
Czytaj też o innych tytułach nominowanych do Nike 2013:
> "Morfinie" Szczepana Twardocha,
> "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator,
> "Historii niebyłej kina PRL" Tadeusza Lubelskiego.
Wiosną roku 1970 Tadeusz Sobolewski, lat 23, szedł na plac Dąbrowskiego (7/13), gdzie mieszkał Miron Białoszewski, lat 48. Jeden przyszedł tylko po autograf, drugi był już uznanym poetą, twórcą, autorem "Pamiętnika z powstania warszawskiego".
Jak Tadzio przyszedł, tak został. Trzynaście lat. Aż do roku 1983, momentu śmierci Mirona.
Książka "Człowiek Miron" jest hołdem złożonym tej przyjaźni. To nie biografia, od razu zaznaczam. To rodzaj rozbudowanego i czułego wspomnienia, w którym oczywiście głównym bohaterem jest Miron Białoszewski. On, a w zasadzie aura, jaką wokół siebie roztaczał. I jeszcze ktoś.
Miron w pewnym sensie zagrażał mojej płynnej tożsamości siłą swego przyciągania. Dziś myślę o nim i jego twórczości inaczej niż wtedy: ten najbardziej „wsobny” z polskich poetów jest nie tylko „dla siebie” – on jest cały dla nas, dla innych, w tak wielkim stopniu jak żaden z jego współczesnych.Jakie z tego płyną konsekwencje? Ano takie, że w książce na równi obok Białoszewskiego poznajemy i Sobolewskiego. Autor wciąga swoją biografię, także swój czas, w strukturę i narrację opowieści. Drugi rozdział jest więc rozliczeniowy ("Donos na Mirona"), kolejny nawiązuje do słynnej książki ("Pamiętnik z powstania"), następny do legendarnego miejsca zamieszkania ("Plac Dąbrowskiego"). I tak dalej.
Sobolewski próbuje zbliżać się do Mirona ostrożnie, choć przecież od pierwszego momentu jest wciagnięty weń maksymalnie, jak się tylko da. Bez reszty. Poeta absorbuje go wielostronnie, otwiera nowe przestrzenie, uwrażliwia. Wchodzi w jego życie.
Wyzwalając się spod wpływu Mirona, dochodziłem do tego, że „między jego tłem a moim nie ma nic wspólnego”. Ale ostatecznie to on odniósł zwycięstwo nad nami, otaczającymi go „młodymi”, tak jak wcześniej zwyciężał ze swymi dawnymi przyjaciółmi twórcami: Swenem Czachorowskim, Ludwikiem Heringiem, Leszkiem Solińskim. Jego pisanie weszło głęboko w świadomość nas wszystkich, tych, którzy go znali, i tych nowych, młodszych, którzy go czytają, wystawiają, którzy dziś o nim piszą.Obrzędy towarzyskie prawie jak liturgie, eksperymenty Mirona-aktora - na scenie literatury i życia, choroby, które zawsze, gdy myślimy o literatach jakoś budzą (pewnie teraz wielu Wam przyjdzie na myśl "Kronos" Gombrowicza). Całe to tak zwane życie artystyczne. W szerokim tych słów zakresie.
![]() |
| Leszek Soliński (c) muzeumzarnowiec.pl |
W połowie lat siedemdziesiątych, po pierwszym zawale, Miron decyduje się wreszcie, po siedemnastu latach wspólnego mieszkania, rozstać z Leszkiem. Załatwia dla niego przydziałową kawalerkę na Saskiej Kępie, tzw. Chamowie. Leszek początkowo się godzi, po czym popada w depresję. Leży bez ruchu w swojej kuchni-saloniku. Nie chce się wynieść z placu Dąbrowskiego. Miron swoim zwyczajem ustępuje. Leszek wstaje wtedy z łóżka, organizuje przeprowadzkę. Pomagamy mu w tym i my. Przenosimy na Lizbońską pojedyncze rzeczy z placu Dąbrowskiego. „Malina jeszcze była znośna – donosił Leszek Mironowi. – Ale Tadek okropny”."Człowiek Miron" to odważna książka. Sobą pisana. Sądzę, że Białoszewskiemu by się spodobała.
O Białoszewskim czytaj również w notce o "Chamowie".
Czytaj też o innych tytułach nominowanych do Nike 2013:
> "Morfinie" Szczepana Twardocha,
> "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator,
> "Historii niebyłej kina PRL" Tadeusza Lubelskiego.
wtorek, 11 czerwca 2013
Kronos: co to jest?
Jeszcze raz powracam do "Kronosu" Witolda Gombrowicza. Tym razem za sprawą inspiracji czytelników, którzy docierali często na tego bloga, wpisując w przeglądarce hasło "co to jest Kronos?". A skoro tak - to postanowiłem odpowiedzieć na to pytanie.
Kronos, najprościej rzecz ujmując, to w mitologii greckiej jeden z tytanów. Syn Uranosa i Gai, ojciec Demeter, Hestii, Hery, Hadesa, Posejdona i Zeusa. W mitologii rzymskiej utożsamiano go z Saturnem.
![]() |
| (c) DrabikPany / Foter / CC BY |
środa, 29 maja 2013
Nagie fakty
Cały czas czytam, co napisano o "Kronosie". W głowie kłębią się też różne refleksje i przemyślenia "na marginesach". Jedną z nich jest kwestia seksualności.
Profesor Jerzy Jarzębski w posłowiu do "Kronosu" pisze tak:
Profesor Jerzy Jarzębski w posłowiu do "Kronosu" pisze tak:
środa, 22 maja 2013
Premiera: Gombrowicz || Kronos A.D. 2013
Jestem już po lekturze "Kronosa" (WL, 2013), który ukazał się w ubiegłym tygodniu (dokładnie 16 maja) i muszę powiedzieć, że mam mieszane uczucia. Chciałbym je jakoś poukładać, ale myślę, że na to trzeba będzie czasu. Dziś więc tylko z grubsza o tym, co jest w tej książce. I jak jest zbudowana.
Na początek trzeba napisać, że podstawą do powstania książki był tekst, który chyba książką miał nie być. Widać to po samej formie - kartkach, na których rozsypane są zdarzenia, liczby, fakty. Notowania (słowo to bardzo pasuje zresztą do całości) rozpoczynają się w roku 1922 i są prowadzone dość powierzchownie do okolic roku 1953, a potem - już skrupulatniej - do śmierci. Jak wnioskują z tego faktu redaktorzy z prof. Jerzym Jarzębskim na czele, pewnie ma to związek z tym, że "Kronosa" Gombrowicz zaczął pisać regularnie właśnie na początku lat 50. Wcześniejszy okres więc spisywał z pamięci, a późniejszy - już na bieżąco.
Notki Gombrowicza na ogół są bardzo powściągliwe. Miejsca, daty, fakty. Jakby prowadził księgowość własnego życia. Dominują wyrazy, czasem krótkie zdania. Nie ma tu miejsca na opisy, emocje ograniczone są do minimum. Czasem pisarza poniesie i wyrazi swój pogląd, zdradzi się z reakcją. W większości wypadków panuje jednak bardzo chłodna dyscyplina, którą Jarzębski w posłowiu określa zapisem porządku życia - w przeciwieństwie do zapisu porządku myśli, co miało miejsce w "Dzienniku".
Główne linie tematyczne "Kronosa" to zdrowie, erotyka, finanse, kariera literacka, stosunki z ludźmi prywatne i zawodowe, inne wydarzenia związane np. z zakupami czy wyjazdami. Z notatek o zdrowiu dość szczegółowo i momentami żenująco dowiadujemy się o całym katalogu różnych ułomności fizycznych pisarza. Padają nazwy, cyfry, lokalizacje cielesne, a czasem i opisy przypadków. Życie erotyczne jest pod tym względem jeszcze straszniej potraktowane. Na ogół nawet nie poznajemy imion (chyba że ktoś wyjątkowo zapadł pisarzowi w pamięć), tylko liczby. Są i chłopcy, i dziewczęta. Z przewagą tych pierwszych jednak. Piszę: "chłopcy" i "dziewczęta", bo Gombrowicza interesowała młodość nie tylko w "Ferdydurke"...
Dość monotonne, ale dla Gombrowicza istotne, są wyliczenia finansowe. Początkowa bieda i mozolne dorabiane się z czasem przeradza się w całkiem niezły stan posiadania. Jest to też oczywiście związane z rosnącą sławą pisarską, co też jest odnotowywane przez Gombrowicza nader skrupulatnie, raczej bez oceny, chyba że chodzi o "Polaków" - bo tu emocje, co zrozumiałe, były nieco większe.
Kwestią omawianą w wywiadach tu i ówdzie jest zapis stosunków, jakie łączyły Gombrowicza z Ritą. Jak już wiemy z tych publikacji, różowo nie było, a przynajmniej różów nie ma specjalnie w "Kronosie". Gombrowicz chętniej notuje kłótnie, fochy, czasy zdystansowanych relacji. Szczęście wedle tego tekstu występowało tylko na początku.
***
Napisałem, że to "tekst" bardziej niż "książka", choć gdy biorę "Kronosa" do rąk A.D. 2013 to oczywiście do rąk biorę książkę. Ale, co jest ważnym zastrzeżeniem, tekst Gombrowicza stanowi tutaj może 50, może 70 proc. całości. Ważną i integralną częścią "Kronosa" A.D. 2013 są przypisy rozjaśniające skrótowe zapiski, a czasem kreślące szerszy kontekst. Istotną częścią jest również wstęp Rity Gombrowicz wyjaśniający, dlaczego teraz i w takiej postaci pojawia się ów tekst. No i wreszcie posłowie prof. Jerzego Jarzębskiego, które pozwala osadzić w pewnym kontekście "Kronosa", chociaż czyni to bardzo ostrożnie, nie narzucając żadnej interpretacji.
Aha. Są jeszcze ilustracje - archiwalne i współczesne - oraz tzw. Tableaux, czyli odbitki oryginalnych stron, które przez lata trzymała pod poduszką, jak sekret, Rita Gombrowicz.
Na początek trzeba napisać, że podstawą do powstania książki był tekst, który chyba książką miał nie być. Widać to po samej formie - kartkach, na których rozsypane są zdarzenia, liczby, fakty. Notowania (słowo to bardzo pasuje zresztą do całości) rozpoczynają się w roku 1922 i są prowadzone dość powierzchownie do okolic roku 1953, a potem - już skrupulatniej - do śmierci. Jak wnioskują z tego faktu redaktorzy z prof. Jerzym Jarzębskim na czele, pewnie ma to związek z tym, że "Kronosa" Gombrowicz zaczął pisać regularnie właśnie na początku lat 50. Wcześniejszy okres więc spisywał z pamięci, a późniejszy - już na bieżąco.
Notki Gombrowicza na ogół są bardzo powściągliwe. Miejsca, daty, fakty. Jakby prowadził księgowość własnego życia. Dominują wyrazy, czasem krótkie zdania. Nie ma tu miejsca na opisy, emocje ograniczone są do minimum. Czasem pisarza poniesie i wyrazi swój pogląd, zdradzi się z reakcją. W większości wypadków panuje jednak bardzo chłodna dyscyplina, którą Jarzębski w posłowiu określa zapisem porządku życia - w przeciwieństwie do zapisu porządku myśli, co miało miejsce w "Dzienniku".
Główne linie tematyczne "Kronosa" to zdrowie, erotyka, finanse, kariera literacka, stosunki z ludźmi prywatne i zawodowe, inne wydarzenia związane np. z zakupami czy wyjazdami. Z notatek o zdrowiu dość szczegółowo i momentami żenująco dowiadujemy się o całym katalogu różnych ułomności fizycznych pisarza. Padają nazwy, cyfry, lokalizacje cielesne, a czasem i opisy przypadków. Życie erotyczne jest pod tym względem jeszcze straszniej potraktowane. Na ogół nawet nie poznajemy imion (chyba że ktoś wyjątkowo zapadł pisarzowi w pamięć), tylko liczby. Są i chłopcy, i dziewczęta. Z przewagą tych pierwszych jednak. Piszę: "chłopcy" i "dziewczęta", bo Gombrowicza interesowała młodość nie tylko w "Ferdydurke"...
Dość monotonne, ale dla Gombrowicza istotne, są wyliczenia finansowe. Początkowa bieda i mozolne dorabiane się z czasem przeradza się w całkiem niezły stan posiadania. Jest to też oczywiście związane z rosnącą sławą pisarską, co też jest odnotowywane przez Gombrowicza nader skrupulatnie, raczej bez oceny, chyba że chodzi o "Polaków" - bo tu emocje, co zrozumiałe, były nieco większe.
Kwestią omawianą w wywiadach tu i ówdzie jest zapis stosunków, jakie łączyły Gombrowicza z Ritą. Jak już wiemy z tych publikacji, różowo nie było, a przynajmniej różów nie ma specjalnie w "Kronosie". Gombrowicz chętniej notuje kłótnie, fochy, czasy zdystansowanych relacji. Szczęście wedle tego tekstu występowało tylko na początku.
***
Napisałem, że to "tekst" bardziej niż "książka", choć gdy biorę "Kronosa" do rąk A.D. 2013 to oczywiście do rąk biorę książkę. Ale, co jest ważnym zastrzeżeniem, tekst Gombrowicza stanowi tutaj może 50, może 70 proc. całości. Ważną i integralną częścią "Kronosa" A.D. 2013 są przypisy rozjaśniające skrótowe zapiski, a czasem kreślące szerszy kontekst. Istotną częścią jest również wstęp Rity Gombrowicz wyjaśniający, dlaczego teraz i w takiej postaci pojawia się ów tekst. No i wreszcie posłowie prof. Jerzego Jarzębskiego, które pozwala osadzić w pewnym kontekście "Kronosa", chociaż czyni to bardzo ostrożnie, nie narzucając żadnej interpretacji.
Aha. Są jeszcze ilustracje - archiwalne i współczesne - oraz tzw. Tableaux, czyli odbitki oryginalnych stron, które przez lata trzymała pod poduszką, jak sekret, Rita Gombrowicz.
wtorek, 7 maja 2013
Kim jest pies?
"Książki. Magazyn do czytania" to świetne, podkreślam: świetne pismo wydawane przez Agorę SA. Za chwilę będziemy obchodzić wraz z nim jubileusz. Na razie zupełnie świeżutki, dziewiąty numer trafia - jak to się ładnie mówi - do naszych rąk.
Z gazety dowiadujemy się między innymi, że:
- Yann Martel rozbierze się do specjalnego kalendarza na rok 2014, który to kalendarz ma promować literaturę kanadyjską i zasilić budżet Kanadyjskiego Pen Clubu,
- Ewa Kuryluk omija "airport literature" i bestsellery,
Z gazety dowiadujemy się między innymi, że:
- Yann Martel rozbierze się do specjalnego kalendarza na rok 2014, który to kalendarz ma promować literaturę kanadyjską i zasilić budżet Kanadyjskiego Pen Clubu,
- Ewa Kuryluk omija "airport literature" i bestsellery,
Subskrybuj:
Posty (Atom)












