Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twardoch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twardoch. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 25 października 2016
9 książek, które kuszą. Jesień 2016
Znamy już listę 10 nazwisk, które najprawdopodobniej zrujnują Twoje finanse w tym tygodniu: SPRINGER, KUBISIOWSKA, SHALEV, REYBROUCK, CUNNINGHAM, TWARDOCH, CHUTNIK, SZYMBORSKA i FILIPOWICZ oraz PARVALESCU.
Co się takiego dzieje, że aż tak dramatyczne wstępy pojawiają się na początku nowej notki?
Autor:
Wyliczanka.eu
o
15:34
2 komentarze:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Chutnik,
Cunningham,
Filipiak,
Karakter,
Kubisiowska,
news,
Od deski do deski,
Orbitowski,
Parvalescu,
Rebis,
Reybrouck,
Shalev,
Springer,
Szymborska,
Twardoch,
W.A.B.,
WUJ,
Wydawnictwo Literackie,
Znak
sobota, 12 września 2015
Finałowa siódemka Nike 2015
Tegoroczna finałowa siódemka wciąż najważniejszej nagrody literackiej w Polsce, Nike, to mocne zestawienie, chociaż brakuje w niej co najmniej jednego bardzo ważnego tytułu.
Z zainteresowaniem czytam listę 20 nominowanych, a potem - 7 finalistów literackiej Nike. I choć oczywiście od kilku lat znaczenie tej nagrody nieco zmalało, bo pojawiły się inne, równie ciekawe wyróżnienia, to wciąż Nike jest barometrem literackich tendencji oraz mód.
![]() |
| Fragment marmurowej rzeźby "Nike z Samotraki" (c) profzucker / Foter / CC BY-NC-SA |
Autor:
Wyliczanka.eu
o
17:24
7 komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Czarne,
Dehnel,
Grzebałkowska,
Grzegorzewska,
Karpowicz,
news,
Nike,
Podsiadło,
Tokarczuk,
Tulli,
Twardoch,
Wydawnictwo Literackie,
Znak Literanova
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Podsumowanie roku 2013: styczeń - czerwiec
Premiera "Kronosa" Gombrowicza, kontrowersyjna Michalak, obyczajowy Eugenides? A może poezja z 3. Festiwalu Miłosza czy mniej znane oblicze Wisławy Szymborskiej? Co ważnego wydarzyło się w świecie książkowym od stycznia do czerwca 2013 roku?
Początek roku przyniósł jeszcze lekturę z końcówki 2012. Były to listy Ginsberga i Kerouaka opublikowane przez oficynę Czarne.W lutym natomiast Adam Zagajewski opowiadał o swoim literackim Krakowie i o roli poezji.
Już wtedy czuć było, że druga połowa roku upłynie pod znakiem sukcesów
dla dawnej stolicy Polski. Przynajmniej jeśli o niwę literacką chodzi.
W marcu zaglądaliśmy do Chin, patrzyliśmy na zwierzęta oczami Colette. Rozmawiałem także ze Sławomirem Shutym, który opowiadał o swoim filmie "Trip". Zaczęliśmy też czytać czasopisma, krytycznie przyglądając się zawartości np. "Zeszytów Literackich". No i nie mogło zabraknąć Virginii Woolf. W kilku odsłonach.
Początek roku przyniósł jeszcze lekturę z końcówki 2012. Były to listy Ginsberga i Kerouaka opublikowane przez oficynę Czarne.W lutym natomiast Adam Zagajewski opowiadał o swoim literackim Krakowie i o roli poezji.
Już wtedy czuć było, że druga połowa roku upłynie pod znakiem sukcesów
dla dawnej stolicy Polski. Przynajmniej jeśli o niwę literacką chodzi.W marcu zaglądaliśmy do Chin, patrzyliśmy na zwierzęta oczami Colette. Rozmawiałem także ze Sławomirem Shutym, który opowiadał o swoim filmie "Trip". Zaczęliśmy też czytać czasopisma, krytycznie przyglądając się zawartości np. "Zeszytów Literackich". No i nie mogło zabraknąć Virginii Woolf. W kilku odsłonach.
Autor:
Wyliczanka.eu
o
21:00
1 komentarz:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Brodski,
Cataluccio,
Colette,
Culler,
Eugenides,
Ginsberg,
Gombrowicz,
Janion,
Kochanowski,
Markiewicz,
Mendoza,
Michalak,
Muller,
Muszyński,
Shuty,
Suchanow,
Szymborska,
Twardoch
wtorek, 9 lipca 2013
Zapowiedzi: Festiwal Conrada || cztery kolejne nazwiska
Organizatorzy 5. Festiwalu Conrada kawałeczek po kawałeczku odsłaniają repertuar tegorocznej imprezy. Pisałem już o pierwszych potwierdzonych gościach. Teraz czas na kolejnych. Magris, Applebaum, Kania i Twardoch. Na kogo najbardziej się cieszycie?
Pierwsze nazwisko z zestawy przynależy do włoskiego prozaika, eseisty i germanisty, którego książki znamy nad Wisłą dość dobrze. Nie tylko "Dunaj", którego okładkę powyżej przywołuję. Znamy też bowiem "Mikrokosmosy", "Inne morze", "Podróż bez końca" czy "Głosy. Monologi". Często pisze o Europie Środkowej, interesuje się wielokulturowością, przenikaniem się historii. Sięga po dziennik podróży.
Ireneusz Kania z kolei to nazwisko niemal czczone. Zwłaszcza w kręgach translatorskich. Człowiek morderczo pracowity. Erudyta. Gatunek ekskluzywny. Przekładał Eliadego, Kerenyiego, Ciorana, a także Eco, Noikę i wiele innych. Spotkania, w którym będzie uczestniczyć jestem szczególnie ciekawy.
No i Szczepan Twardoch. Nowa gwiazda literatury polskiej - za sprawą "Morfiny". Choć czytelnicy z kręgów fantastycznych znają już go od dawna. Twardoch dopiero rozkręca się jako prozaik mainstreamowy i autor występujący tu i ówdzie - spotkanie z nim może być frapujące.
Czytaj też o innych gościach 5. Festiwalu Conrada.
Pierwsze nazwisko z zestawy przynależy do włoskiego prozaika, eseisty i germanisty, którego książki znamy nad Wisłą dość dobrze. Nie tylko "Dunaj", którego okładkę powyżej przywołuję. Znamy też bowiem "Mikrokosmosy", "Inne morze", "Podróż bez końca" czy "Głosy. Monologi". Często pisze o Europie Środkowej, interesuje się wielokulturowością, przenikaniem się historii. Sięga po dziennik podróży.
W podróży bez końca Claudio Magris pisze, że opowiadanie powinno być jak wyprawa, w której nie chodzi o dotarcie do celu, lecz samo przemieszczanie się, sam ruch w przestrzeni. W myśl tej zasady pisać (ale także czytać) winniśmy niespiesznie, zatrzymując się raz po raz w środku zdania, przyglądając się jego formie, wsłuchując się w jego brzmienie, a potem dając mu się prowadzić przez kolejne akapity przypominające place niewielkiego miasta, i jeszcze dalej – poza język, poza literaturę. A wszystko po to, by odwlec nieuchronny koniec (lektury, wędrówki, życia), by wydłużyć czas, który zostaje, w którym jest miejsce na rozmowę i myślenie – pisze we wstępie do drugiego w tym roku Magazynu Conrad, dyrektor wykonawczy festiwalu Grzegorz Jankowicz.
Anna Applebaum znana jest w naszym kraju z dwóch powodów. Po pierwsze, jako żona Radosława Sikorskiego. Po drugie, jako autorka znakomitego "Gułagu". Ten drugi zainteresuje niektórych bardziej. Być może. Applebaum to też korespondentka anglojęzycznych gazet. Świetne oko do obserwacji przemian politycznych - i nie tylko - w Europie.
No i Szczepan Twardoch. Nowa gwiazda literatury polskiej - za sprawą "Morfiny". Choć czytelnicy z kręgów fantastycznych znają już go od dawna. Twardoch dopiero rozkręca się jako prozaik mainstreamowy i autor występujący tu i ówdzie - spotkanie z nim może być frapujące.
wtorek, 25 czerwca 2013
Nike - nominacje: Szczepan Twardoch || Warszawa 1939
Jakiś czas temu ogłoszono nominacje do najważniejszej (chociaż konkurencja depcze po piętach...) nagrody literackiej w Polsce, czyli Nike. Wśród książek: creme de la creme. Omawianie kandydatur zaczynamy od "Morfiny" (WL, 2012) Szczepana Twardocha.
Wrzesień roku 1939. Warszawa. Miasto pod okupacją. Zaczęła się wojna, ale przecież życie się toczy. Na przykład taki Konstanty Willemann, syn niemieckiego oficera oraz Ślązaczki, wcale nie garnie się do walki. Trzydzieści lat na karku, żona, syn. życie się dopiero zaczyna. I kusi swoją różnorodnością. Nawet tych najwrażliwszych.
Cóż to za książka? Cóż to za styl? Przede wszystkim jest to proza bardzo gęsta. Wymyślna. Utopiona w tłustym sosie zdań. Utkana z różnych obrazków, czasem wręcz wizji. Bohater, Konstanty Willemann, to narkoman. I bezecnik. Prowadzi się lekko. A właściwie bardzo lekko. Więc mamy wojnę i mamy wolnego duchem. Wolnego duchem a przede wszystkim może ciałem. Co z tego wszystkiego może wyniknąć?
U Szczepana Twardocha wynika - pochwalmy to jeszcze raz - bardzo soczysta proza. "Morfina" to kaskada pasaży fabularnych, stylów, gier narracyjnych, ale bez przesady charakterystycznej dla pretensjonalnych wytworów eksperymentatorskich. Twardoch skupia się na opowiedzeniu historii i wprowadzeniu w odpowiedni nastrój.
Momentami wulgarna - jak widać - a częściej bezwzględna i bardzo smaczna proza Twardocha to, miejmy nadzieję, początek tryumfalnego marszu na mainstreamowe salony. Bo pisarz do debiutantów nie należy wcale. Choć dopiero teraz dowiedziała się o nim publiczność na szeroką skalę.
Nominacja w pełni zasłużona!
***
Trwa konkurs, w którym do wygrania książki Romy Ligockiej.
Wrzesień roku 1939. Warszawa. Miasto pod okupacją. Zaczęła się wojna, ale przecież życie się toczy. Na przykład taki Konstanty Willemann, syn niemieckiego oficera oraz Ślązaczki, wcale nie garnie się do walki. Trzydzieści lat na karku, żona, syn. życie się dopiero zaczyna. I kusi swoją różnorodnością. Nawet tych najwrażliwszych.
I nie śpię do rana. Zamiast snu: pytania. Kim ja jestem? Po co jestem? A może raczej, przede wszystkim: dlaczego jestem łajdak, świnia, zero moralne, podlec. Mógłbym być, kim chcę, mam wszystko, aby być wielkim, wytresowano mnie do wielkości, mógłbym być wielkim w połowie Europy, w Berlinie i Warszawie, dano mi szanse, których mało komu dano aż tyle, a ja tylko piję, piłem w Cristalu albo w Gastronomii, piję, odurzam się i rysuję gołe facetki, a każda goła facetka, którą narysuję, jest moją zwyciężczynią, zwycięża mnie, pokonuje, każda naga facetka, która narysuję, ma mnie w swym posiadaniu. Dlatego prawie już nie rysuję. Nie jestem artystą, trochę tylko sobie udawałem. Jestem nikim tym więcej, tym bardziej, im więcej mi dano, im więcej otrzymałem, tym większa podłość moja, łajdactwo moje, nędza moja i klęska moja. Ja, nieja, niktja.
Cóż to za książka? Cóż to za styl? Przede wszystkim jest to proza bardzo gęsta. Wymyślna. Utopiona w tłustym sosie zdań. Utkana z różnych obrazków, czasem wręcz wizji. Bohater, Konstanty Willemann, to narkoman. I bezecnik. Prowadzi się lekko. A właściwie bardzo lekko. Więc mamy wojnę i mamy wolnego duchem. Wolnego duchem a przede wszystkim może ciałem. Co z tego wszystkiego może wyniknąć?
U Szczepana Twardocha wynika - pochwalmy to jeszcze raz - bardzo soczysta proza. "Morfina" to kaskada pasaży fabularnych, stylów, gier narracyjnych, ale bez przesady charakterystycznej dla pretensjonalnych wytworów eksperymentatorskich. Twardoch skupia się na opowiedzeniu historii i wprowadzeniu w odpowiedni nastrój.
Jureczek. Jureczku: dlaczego tatuś ci to robi, dlaczego wlewa sobie w żyły płynne szczęście, płynne pieniądze, złotówki płynne, które powinien raczej na twoją przyszłość zachować, zaoszczędzić, złoto kupić, w ustronnym miejscu zakopać, a tatuś kochany w swoje żyły i w żyły tej ciemnowłosej kurwy płynną radość i ukojenie wlewa ze strzykawki złotoigłej i złotojelcej, pięknej strzykawki.
Momentami wulgarna - jak widać - a częściej bezwzględna i bardzo smaczna proza Twardocha to, miejmy nadzieję, początek tryumfalnego marszu na mainstreamowe salony. Bo pisarz do debiutantów nie należy wcale. Choć dopiero teraz dowiedziała się o nim publiczność na szeroką skalę.
Nominacja w pełni zasłużona!
***
Trwa konkurs, w którym do wygrania książki Romy Ligockiej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




