Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głowacki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głowacki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 listopada 2017

Niedziela z "Rymsem": Agnieszka Wolny-Hamkało o tłumaczeniach

"Czasem któryś z poetów – także tych często tłumaczonych i obecnych w zagranicznych antologiach współczesnej polskiej poezji – mówi prowokacyjnie, że w przekład tekstów poetyckich w ogóle nie wierzy. Nie znaczy to oczywiście, że uważa tłumaczy za oszustów i hochsztaplerów, żerujących na cudzej pracy" - pisze AGNIESZKA WOLNY-HAMKAŁO w felietonie dla kwartalnika "Ryms".

Agnieszka Wolny-Hamkało
Fot. fot. Maciej Kulczyński

piątek, 19 września 2014

To były piękne dni

PRL wcale nie był taki siermiężny. Bywało czasem zabawnie, momentami skandalicznie, często też bardzo kolorowo. Normalnie - chciałoby się rzec. Jak to wśród artystów.
Celebryci z tamtych lat: Daniel Olbrychski i Andrzej Wajda.
Kalina Jędrusik na przykład, przepiękna kobieta, była formalnie związana ze Stanisławem Dygatem, wybitnym pisarzem. Formalnie tylko, bo w praktyce tworzyli oni związek otwarty. Powszechna była wiedza na ten temat w środowisku. Wiedział o tym oczywiście także "ślubny". Mimo tego Kalina bywała zazdrosna. I to o swoich kochanków. Kiedy więc zobaczyła jakąś cizię z jej tymczasowo lubym, Tadeuszem Plucińskim, playboyem i bawidamkiem, nie omieszkała rzucić: "Ładna kurwa jesteś, ale cycków takich jak ja to nie masz".

poniedziałek, 18 listopada 2013

Głowackiego pogląd na Wałęsę

"Kiedy się mój parkingowy dowiedział, że piszę scenariusz o Lechu Wałęsie, zapytał: - Panie Januszu, Bolek czy nie Bolek?" - wspomina w książce "Przyszłem" Janusz Głowacki.

Świat Książki, Warszawa 2013.
Więc: Bolek czy nie Bolek? "Muszę się przyznać, że ja, jako ja, to ja osobiście, jak mawiają nasi parlamentarzyści, to może nawet bym wolał, żeby był. Z wyrachowania, boby mi się lepiej pisało". A był? - dopytamy, wcielając się w rolę parkingowego (nie wiadomo w sumie czemu parkingowy - prezesi przecież też zadają często to pytanie). Nie pada odpowiedź. Janusz Głowacki ucieka w anegdotę. Czy to źle? Nie, zupełnie nie. Zwłaszcza, że puenta w tym rozdziale - a tak się składa, że jest to rozdział początkowy - brzmi: "Ryszard Kapuściński napisał, że dramatem ludzi wybitnych jest to, że przyciągają uwagę miernot". I jest to puenta wyrazista. Oraz mocna.

Upraszczając: Głowacki tak już ma. Anegdota wielce powabna, która niepostrzeżenie przechodzi w puentę. I, dalej pozostając w trywialnej poetyce, daje do myślenia.

Kolejny rozdział książki "Przyszłem" musi więc być o immanentnej cesze Wałęsy: niekonsekwencji. Głowacki powołuje się tu na Montaigne'a, Franciszka (tak - tego Franciszka, papieża) i od razu, przy okazji, na Dostojewskiego, a nawet na Michnika i T.S. Eliota. Każdy z nich, jak się okazuje, coś ma do powiedzenia w sprawie Wałęsy.

Potem - następne rozdziały - już jest bardziej chronologicznie. Głowacki opisuje pierwsze spotkanie z Wajdą na temat Wałęsy, przypomina "dokonania a propos" swoje ("Moc truchleje") i reżysera ("Człowiek z żelaza"), charakteryzuje stosunek do pokazywania klęski ("Ja się przyznaje, że jak widzę dokument ze Stoczni, to zmieniam kanał"), zdradza pierwsze pomysły na fabułę ("Szukanie prawdy w stylu 'Obywatela Kane'a przez, powiedzmy, amerykańskiego dziennikarza, też już okropnie zgrane").

czwartek, 26 września 2013

Wajda vs. Wałęsa

"Wałęsa. Człowiek z nadziei", biograficzny film w reżyserii Lecha Wałęsy, jest OK. Jak na tak trudny temat, naprawdę nie był zły. Chociaż, czy nie mógł być lepszy?

Fot. Wojciech Wandzel www.wandzelphoto.com dla KBF
Z narracjami biograficznymi często jest problem, bo trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie "jak?". Kwestia ta jest szczególnie trudna, gdy postać jest idolem. Albo jest kontrowersyjna. Przed takim właśnie ciężkim zadaniem stanął Andrzej Wajda, a właściwie Janusz Głowacki, który napisał dla polskiego reżysera scenariusz o legendzie "Solidarności". Jak potraktować postać? Co wybrać? Jak zakreślić ramy czasowe i fabularne?

U Głowackiego akcja dzieje się zasadniczo na początku lat 80., w okresie największej rewolucji społecznej w socjalistycznej Polsce i strajków w Stoczni Gdańskiej, gdzie pracował Lech Wałęsa. Osnową jest wywiad z liderem "Solidarności". Przeprowadzała go Oriana Fallaci. Przenikliwa, błyskotliwa, bezkompromisowa Włoszka wyraźnie jest zdystansowana do przywódcy. Zadaje proste, ale zarazem najtrudniejsze pytania. On jest podenerwowany, ale też pyszałkowaty. Dialog pomiędzy królową wywiadu prasowego a legendą przewrotu w Europie jest pełen napięć. Zupełnie jak sytuacja na początku lat 80. w Polsce.

Tyle że historia w filmie Wajdy, ta wielka, wpleciona jest w codzienność. Nie ma nudnawych panów premierów, pierwszych sekretarzy i innych niezmiernie ważnych postaci. Są za to zapisy na meble, odpadające kółko od wózka dla dziecka, podwyżki cen marmolady i kawy. Oraz zwyczajna rodzina robotnicza. Danuta i Lech - Głowacki cofa akcję do początku lat 70. - dopiero się urządzają. Tworzą tradycyjny dom, gdzie on zarabia pieniądze, ona pracuje na kilku etatach za darmo - sprząta, gotuje, myje, pierze, ogarnia wszystko, co się da. I, oczywiście, zapewnia obsługę psychologiczną i emocjonalną męża. "Zbuntuje się kiedyś pani?" - pyta w filmie Danutę Wałęsę dziennikarz. "No tak, no tak, oczywiście, że się zbuntuje" - ona odpowiada z przerysowaną złością, by po chwili uśmiechnąć się i powiedzieć niczym zaklęcie: "Ale będzie dobrze. Będzie dobrze".

poniedziałek, 16 września 2013

Lech Wałęsa || premiera 21. września

Na 23 października zapowiedziana jest premiera nowego tomu Janusza Głowackiego (Świat Książki, 2013). Będzie to opis pracy nad scenariuszem do filmu w reżyserii Andrzeja Wajdy "Wąłesa. Człowiek z nadziei". Ale jak łatwo się domyślić, będzie to książka nie tylko o tym.

Janusz Głowacki i Andrzej Wajda || © zimbio.com
Wydawca na razie jest dość powściągliwy w informowaniu o tym, co jest w środku. Z prasowych przecieków dowiadujemy się jednak, że "Jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy" będzie także "o pisaniu i o kręceniu, o Wajdzie i o Wałęsie, o Polakach i o Polsce". Znając, nazwijmy to, specyficzny ton wypowiedzi Głowackiego, możemy dostać smakowitą rzecz.

Chociaż nie wiadomo.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Zapowiedzi: wrzesień-październik 2013 || 5 tytułów

Słońce chowa się za horyzont coraz wcześniej. Noce zaczynają być długie i zimne. Zaraz dojdzie do tego jeszcze melancholia. Ale nic tak nie ociepla długich wieczorów jak dobre towarzystwo.  Książki na przykład.


Zaczynamy od najlepszych. A właściwie od najbardziej oczekiwanych. A do takich należy już teraz nowa powieść Wiesława Myśliwskiego. Laureat Nike, autor niezastąpiony. Budzi zachwyty zarówno wymagającej krytyki, jak i - nie mniej wymagającej - tak zwanej zwykłej publiczności. Co znaczy, że każda jego książka to gwarantowana nagroda. I murowany bestseller.

"Ostatnie rozdanie" nazwane jest przez Znak dziełem "totalnym". Bo chce objąć całość doświadczenia i dotknąć tajemnicy bytu. Nie moralizuje, nie poucza, nie wychowuje i nie ocenia. Ale raczej podpowiada, jak żyć. Tytuł oczywiście niepokojący, ale, jak znamy Myśliwskiego, to wcale nie musi znaczyć wszystkiego. Więc czekamy z niecierpliwością.

środa, 17 lipca 2013

Czasopisma: Zeszyty Literackie || numer 122

Bywają takie książki, które są bezpiecznymi i przewidywalnymi przystaniami na tym czasem zwariowanym świecie. Bywają też i takie czasopisma - jak knajpki, do których wchodzimy, by spotkać stałych bywalców. Zaglądamy do nich, by natknąć się na pewien określony zestaw autorów. Tak jest na przykład w przypadku "Zeszytów Literackich", który nowy numer (122) poświęcony jest Witoldowi Lutosławskiemu.


A więc na przykład Bieńkowska, Hartwig, Herbert, Salvadori, Toruńczyk, Venclova i Wilk. Mariusz Wilk, który zresztą pisze relację z targów non-fiction w Moskwie. Bardzo ciekawą i nietypową, bo na ogół dostajemy je od przechadzających się między stoiskami i spotkaniami odwiedzających, a rzadko kiedy od autorów, którzy przecież też są częścią tej wielkiej machiny ogromnego, co tu dużo mówić, biznesu. A ten, jak wiadomo, kieruje się swoimi prawami.
Kropkę nad "i" postawił panel w klubie Umlaut na temat dziesięciu lat nowej polskiej prozy w Rosji. Uświadomiłem tam sobie, że przybyłem z innego świata, bo niby zaliczano mnie do grona polskich pisarzy (obok Janusza Głowackiego i Wojciecha Kuczoka) biorących udział w dyskusji, ale de facto z polskością literacką nie mam już nic wspólnego, kromie kulawego języka. Ze zdziwieniem słuchałem Jeleny Fanajłowej, która opowiadała o wyższości współczesnych polskich autorów nad rosyjskimi, że Polacy dotykają rzeczywistości, nie brzydząc się ciałem (Michał Witkowski), rozliczają się z teraźniejszością (jak Masłowska czy Chutnik) i nie wstydzą się grzebać w niedawnej przeszłości (nie pamiętam przykładów), podczas gdy Rosjanie ciągle grzęzną w postmodernizmie (Pielewin, Sorokin) albo odchodzą od realiów postsowieckich w historyczny kryminał (Borys Akunin).
O interesującym miejscu - dodaję go do swojej mapy marzeń niespełnionych - pisze Renata Gorczyńska. Tekst nazywa się "Najpiękniejsza księgarnia świata" i jest przyjemnym dla oka i pobudzającym wyobraźnie peanem na cześć. Czego?

Livraria Lello przy Rua das Carmelitas pod numerem 144, zaprojektowana przez znanego miejscowego architekta Xaviera Estevesa, ma tu swoją siedzibę od początku XX wieku. Historia samej firmy jest jednak starsza. Założył ją w 1869 roku francuski bibliofil i edytor Ernesto Chardron, wydawca licznych skarbów literatury portugalskiej. Po jego przedwczesnej śmierci przechodziła z rąk do rąk, łączono ją z innymi księgar- niami i antykwariatami, aż w 1894 roku nabył ją szanowany w tym fachu José Pinto de Sousa Lello do spółki ze szwagrem Davidem Pereirą, a z kolei po jego śmierci dokooptował brata i następnie bratanka. Pozostali członkowie rodziny utworzyli na koniec wraz z najbliższymi współpracownikami spółkę Prólogo Livreiros, która nie tylko oferuje ponad 60 tysięcy tytułów, w tym i różnojęzycznych nowości, i wiele białych kruków, ale działa również jako ekskluzywna oficyna wydawnicza. Jej umoralniające motto brzmi: „Decus in Labore”, czyli Honor w pracy, co by się zgadzało z charakterem mieszkańców Porto, podobno najbardziej pracowitych ludzi w całej Portugalii. Można je wyczytać na witrażowym plafonie świetliku, który zdobi postać kowala unoszącego młot nad kowadłem. Nie powstydziłby się go sam Tiffany.

(c) wikipedia.com
Jak widać - jest się czym zachwycać.

Z nowego "Zeszytu Literackiego" wybieram także do lektury wspomnienie Jadwigi Czachowskiej pióra Agnieszki Kosińskiej. Ale uprzedzam lojalnie: tekst jest tyleż wspomnieniem niezwykłej osoby, kierującej Pracownią Dokumentacji Literatury Współczesnej Instytutu Badań Literackich PAN, co przypomnieniem z cyklu pro domo sua o tytanicznej pracy samej sekretarki Czesława Miłosza. Chodzi rzecz jasna o prawie 900-stronicowy tom Międzynarodowej Bibliografii Czesława Miłosza, który - gdyby inny PR (o czym Wilk wspominał przed chwilą) - stałby pewnie na każdej półce obok "Miłosza" Andrzeja Franaszka. Bo ogrom tych prac jest porównywalny. Nie tylko ze względu na ilość zadrukowanych stronic.



















Swoją drogą w pięknym szkicu Kosińska, która - na marginesie pisząc - konsekwentnie w wielu miejscach odmładza Panią Profesor, nie godząc się na przemijanie ("nigdy też nie zapomnę, jak przemieniła się w dziewczynę, kiedy przyniosłam jej bukiet róż"; "blisko dziewięćdziesięcioletnia dziewczyna, która lubi formę krótkiej informacji tekstowej i posługuje się nią, by dać znak pamięci"), stwierdza w pewnym momencie tak:

Zawsze nas to ostatecznie zaskakuje, jak inteligencja ma wiele wspólnego z dobrocią.
Oby, chciałoby się rzec, oby Kosińska miała rację.

Czytaj też rozmowę z Agnieszką Kosińską o Miłoszu, o biografii Miłosza pióra Franaszka, o "Lotem gęsi" Wilka.