Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wajda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wajda. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 września 2014

To były piękne dni

PRL wcale nie był taki siermiężny. Bywało czasem zabawnie, momentami skandalicznie, często też bardzo kolorowo. Normalnie - chciałoby się rzec. Jak to wśród artystów.
Celebryci z tamtych lat: Daniel Olbrychski i Andrzej Wajda.
Kalina Jędrusik na przykład, przepiękna kobieta, była formalnie związana ze Stanisławem Dygatem, wybitnym pisarzem. Formalnie tylko, bo w praktyce tworzyli oni związek otwarty. Powszechna była wiedza na ten temat w środowisku. Wiedział o tym oczywiście także "ślubny". Mimo tego Kalina bywała zazdrosna. I to o swoich kochanków. Kiedy więc zobaczyła jakąś cizię z jej tymczasowo lubym, Tadeuszem Plucińskim, playboyem i bawidamkiem, nie omieszkała rzucić: "Ładna kurwa jesteś, ale cycków takich jak ja to nie masz".

niedziela, 18 maja 2014

Co z tą rodziną?

Rodzina jest zagrożona? Być może gdzieś jest. Ale raczej nie we współczesnej literaturze i sztuce.



Dajmy na to taka rodzina w powieści. Co prawda "Katoniela" Ewy Madeyskiej jest niezbyt udana od strony formalnej, ale realizuje postulat Czesława Miłosza, który chciał kiedyś bardzo poczytać o perypetiach ludzi splątanych więzami krwi. Rodzina jest też tematem bestsellerowej sagi nad rozlewiskiem Małgorzaty Kalicińskiej, a w męskiej wersji temat podejmował Jacek Dehnel w "Lali" czy Mikołaj Łoziński w znakomitej "Książce". Z różnym powodzeniem.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Głowackiego pogląd na Wałęsę

"Kiedy się mój parkingowy dowiedział, że piszę scenariusz o Lechu Wałęsie, zapytał: - Panie Januszu, Bolek czy nie Bolek?" - wspomina w książce "Przyszłem" Janusz Głowacki.

Świat Książki, Warszawa 2013.
Więc: Bolek czy nie Bolek? "Muszę się przyznać, że ja, jako ja, to ja osobiście, jak mawiają nasi parlamentarzyści, to może nawet bym wolał, żeby był. Z wyrachowania, boby mi się lepiej pisało". A był? - dopytamy, wcielając się w rolę parkingowego (nie wiadomo w sumie czemu parkingowy - prezesi przecież też zadają często to pytanie). Nie pada odpowiedź. Janusz Głowacki ucieka w anegdotę. Czy to źle? Nie, zupełnie nie. Zwłaszcza, że puenta w tym rozdziale - a tak się składa, że jest to rozdział początkowy - brzmi: "Ryszard Kapuściński napisał, że dramatem ludzi wybitnych jest to, że przyciągają uwagę miernot". I jest to puenta wyrazista. Oraz mocna.

Upraszczając: Głowacki tak już ma. Anegdota wielce powabna, która niepostrzeżenie przechodzi w puentę. I, dalej pozostając w trywialnej poetyce, daje do myślenia.

Kolejny rozdział książki "Przyszłem" musi więc być o immanentnej cesze Wałęsy: niekonsekwencji. Głowacki powołuje się tu na Montaigne'a, Franciszka (tak - tego Franciszka, papieża) i od razu, przy okazji, na Dostojewskiego, a nawet na Michnika i T.S. Eliota. Każdy z nich, jak się okazuje, coś ma do powiedzenia w sprawie Wałęsy.

Potem - następne rozdziały - już jest bardziej chronologicznie. Głowacki opisuje pierwsze spotkanie z Wajdą na temat Wałęsy, przypomina "dokonania a propos" swoje ("Moc truchleje") i reżysera ("Człowiek z żelaza"), charakteryzuje stosunek do pokazywania klęski ("Ja się przyznaje, że jak widzę dokument ze Stoczni, to zmieniam kanał"), zdradza pierwsze pomysły na fabułę ("Szukanie prawdy w stylu 'Obywatela Kane'a przez, powiedzmy, amerykańskiego dziennikarza, też już okropnie zgrane").

czwartek, 26 września 2013

Wajda vs. Wałęsa

"Wałęsa. Człowiek z nadziei", biograficzny film w reżyserii Lecha Wałęsy, jest OK. Jak na tak trudny temat, naprawdę nie był zły. Chociaż, czy nie mógł być lepszy?

Fot. Wojciech Wandzel www.wandzelphoto.com dla KBF
Z narracjami biograficznymi często jest problem, bo trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie "jak?". Kwestia ta jest szczególnie trudna, gdy postać jest idolem. Albo jest kontrowersyjna. Przed takim właśnie ciężkim zadaniem stanął Andrzej Wajda, a właściwie Janusz Głowacki, który napisał dla polskiego reżysera scenariusz o legendzie "Solidarności". Jak potraktować postać? Co wybrać? Jak zakreślić ramy czasowe i fabularne?

U Głowackiego akcja dzieje się zasadniczo na początku lat 80., w okresie największej rewolucji społecznej w socjalistycznej Polsce i strajków w Stoczni Gdańskiej, gdzie pracował Lech Wałęsa. Osnową jest wywiad z liderem "Solidarności". Przeprowadzała go Oriana Fallaci. Przenikliwa, błyskotliwa, bezkompromisowa Włoszka wyraźnie jest zdystansowana do przywódcy. Zadaje proste, ale zarazem najtrudniejsze pytania. On jest podenerwowany, ale też pyszałkowaty. Dialog pomiędzy królową wywiadu prasowego a legendą przewrotu w Europie jest pełen napięć. Zupełnie jak sytuacja na początku lat 80. w Polsce.

Tyle że historia w filmie Wajdy, ta wielka, wpleciona jest w codzienność. Nie ma nudnawych panów premierów, pierwszych sekretarzy i innych niezmiernie ważnych postaci. Są za to zapisy na meble, odpadające kółko od wózka dla dziecka, podwyżki cen marmolady i kawy. Oraz zwyczajna rodzina robotnicza. Danuta i Lech - Głowacki cofa akcję do początku lat 70. - dopiero się urządzają. Tworzą tradycyjny dom, gdzie on zarabia pieniądze, ona pracuje na kilku etatach za darmo - sprząta, gotuje, myje, pierze, ogarnia wszystko, co się da. I, oczywiście, zapewnia obsługę psychologiczną i emocjonalną męża. "Zbuntuje się kiedyś pani?" - pyta w filmie Danutę Wałęsę dziennikarz. "No tak, no tak, oczywiście, że się zbuntuje" - ona odpowiada z przerysowaną złością, by po chwili uśmiechnąć się i powiedzieć niczym zaklęcie: "Ale będzie dobrze. Będzie dobrze".

poniedziałek, 16 września 2013

Lech Wałęsa || premiera 21. września

Na 23 października zapowiedziana jest premiera nowego tomu Janusza Głowackiego (Świat Książki, 2013). Będzie to opis pracy nad scenariuszem do filmu w reżyserii Andrzeja Wajdy "Wąłesa. Człowiek z nadziei". Ale jak łatwo się domyślić, będzie to książka nie tylko o tym.

Janusz Głowacki i Andrzej Wajda || © zimbio.com
Wydawca na razie jest dość powściągliwy w informowaniu o tym, co jest w środku. Z prasowych przecieków dowiadujemy się jednak, że "Jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy" będzie także "o pisaniu i o kręceniu, o Wajdzie i o Wałęsie, o Polakach i o Polsce". Znając, nazwijmy to, specyficzny ton wypowiedzi Głowackiego, możemy dostać smakowitą rzecz.

Chociaż nie wiadomo.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Nike - nominacje: Tadeusz Lubelski || 13 filmów, których nie ma

A gdyby tak napisać alternatywną historię kina? Czyli taką, która się nie wydarzyła. Choć mogłaby. Pokusił się na to Tadeusz Lubelski autor "Historii niebyłej kina PRL" (Znak, 2012), książki nominowanej w tym roku do nagrody Nike. Zasłużenie.

Skąd pomysł? Wprost z książki Alexanrda Demandta "Historia niebyła". Francuski profesor zakpił sobie z poważnego traktowania przeznaczenia dokonanego i... napisał kronikę wypadków z cyklu "co by było, gdyby...". Co by było, gdyby na przykład Poncjusz Piłat w roku 33 ułaskawił Jezusa? Albo co by było, gdyby Hitler zmarł w roku 1938? No właśnie. Co by było. Sprawna ręka połączona z rzetelną wiedzą i poczuciem humoru daje w przypadku rozrysowania takich konkurencyjnych scenariuszy ciekawe rezultaty. Książka Demandta była dobrą zabawą, stwierdził Lubelski, dlaczego więc nie pobawić się podobnie. Tyle że z polskim kinem czasów PRL.

A profesor Tadeusz Lubelski, wykładowca w Instytucie Sztuk Audiowizualnych na Uniwersytecie Jagiellońskim, spec od polskiej kinematografii, ma ku temu wszystkiemu odpowiednią legitymację. Swoją historię snuł wokół projektów niezrealizowanych, choć potencjalnych. Wśród reżyserów trzynastu obrazów, które mogły powstać, a nie powstały - i pisze o nich Lubelski - jest więc plejada gwiazd. I tak: Aleksander Ford w książce Lubelskiego realizuje w roku 1946 "Doktora Korczaka". Andrzej Wajda doprowadza do skutku "Jesteśmy sami na świecie" zrealizowany w roku 1958. Kręci też "Przedwiośnie" w roku 1967. Co więcej, Stanisław Bareja pokazuje polską wersję Jamesa Bonda, czyli film "Nasz człowiek w Warszawie" zrealizowany w roku 1967.

Lubelski opisuje każdy z obrazów z akademicką skrupulatnością. Motywy powstania, okoliczności realizacji, charakterystyka produkcji. Przegrzebał źródła, porozmawiał z reżyserami - np. Wajdą. Rzecz, choć to rodzaj dowcipu, potraktował serio. Bardzo solidnie. W ten sposób "Historia niebyła kina PRL" jest tak wciągająca i zarazem udokumentowana, że momentami zapominamy, że to tylko dobra zabawa. Napisana ze smakiem i polotem. Tak jak książka Demandta. A może nawet i lepsza.

Prawdziwą perłą w tej koronie są natomiast, jak dla mnie, recenzje. Do każdego szkicu o filmie jest dołączony odpowiedni tekścik krytyczny. Smakowitość, że hej.

Co do recenzji, zależało mi na ich wiarygodności, toteż wystrzegałem się - jak tylko mogłem - tonacji parodystycznej. Starałem się - na ile umiałem - zaproponować trzynaście tekstów, które naprawdę mogły powstać w okresie domniemanej premiery każdego z filmów, a przy tym - wyjść spod piór krytyków, którzy najlepiej by się nadawali do napisania tych recenzji - pisze Tadeusz Lubelski we wstępie.

Rezultat tego pomysłu? Olśniewający. W książce Lubelskiego "piszą" w ten sposób: Waldy Jerzorff, Teodor Krzysztof Poeltitz, Żak Munty Zaygłuński, Lew Tadeusz Soboski i inni.

Wyśmienitość nad wyśmienitościami. Dawnom się tak nie uśmiał. Serio.

Czytaj też o innych tytułach nominowanych do Nike 2013:
> "Morfinie" Szczepana Twardocha,
> "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator.

niedziela, 7 lipca 2013

Lato pogodowo cudowne!

Ostatnie wakacje Jarosława Iwaszkiewicza, czyli lato roku 1979. Czuł, że to ostatnie?

Jarosław Iwaszkiewicz, fotografia podpisana w albumie “Dionizje” (1921)
Pierwsza notka z ostatnich wakacji Iwaszkiewicza datowana jest na 30 czerwca. Miejsce akcji "Baranów". Bo już nie legendarne Stawisko. Choć o Stawisku mowa też jest. Sporo jednak też  marudzenia, mało entuzjazmu, choć są też ślady, i to nieodosobnione, radości. Nie tylko klęski, załamania, choroby.