wtorek, 22 kwietnia 2014
Wyliczanka z nowościami: kwiecień 2014
Kwiecień to czas przyspieszenia na rynku księgarskim. Trzeba się przygotować na spore wydatki. Na przykład na nową książkę Marii Dueñas, którą czytelnicy polubili za "Krawcową z Madrytu". Najnowsza książka bestsellerowej autorki to "Olvido znaczy zapomnienie" (Muza, premiera: 16 kwietnia). "Blanca Perea, doktor filologii u szczytu zawodowej kariery, dowiaduje się, że mąż zostawił ją dla młodszej kobiety i będzie miał z nią dziecko. Rozżalona i załamana postanawia wyjechać, jak najdalej od domu i życiowych problemów. Dostaje grant na niewielkim uniwersytecie w Kalifornii, gdzie ma zbadać archiwum tragicznie zmarłego hiszpańskiego profesora. Czy będzie miała odwagę, by skorzystać z kolejnej szansy, jaką da jej życie?".
Dodajmy jeszcze, że Wyliczanka.eu patronuje książce.
środa, 17 lipca 2013
Czasopisma: Zeszyty Literackie || numer 122
A więc na przykład Bieńkowska, Hartwig, Herbert, Salvadori, Toruńczyk, Venclova i Wilk. Mariusz Wilk, który zresztą pisze relację z targów non-fiction w Moskwie. Bardzo ciekawą i nietypową, bo na ogół dostajemy je od przechadzających się między stoiskami i spotkaniami odwiedzających, a rzadko kiedy od autorów, którzy przecież też są częścią tej wielkiej machiny ogromnego, co tu dużo mówić, biznesu. A ten, jak wiadomo, kieruje się swoimi prawami.
Kropkę nad "i" postawił panel w klubie Umlaut na temat dziesięciu lat nowej polskiej prozy w Rosji. Uświadomiłem tam sobie, że przybyłem z innego świata, bo niby zaliczano mnie do grona polskich pisarzy (obok Janusza Głowackiego i Wojciecha Kuczoka) biorących udział w dyskusji, ale de facto z polskością literacką nie mam już nic wspólnego, kromie kulawego języka. Ze zdziwieniem słuchałem Jeleny Fanajłowej, która opowiadała o wyższości współczesnych polskich autorów nad rosyjskimi, że Polacy dotykają rzeczywistości, nie brzydząc się ciałem (Michał Witkowski), rozliczają się z teraźniejszością (jak Masłowska czy Chutnik) i nie wstydzą się grzebać w niedawnej przeszłości (nie pamiętam przykładów), podczas gdy Rosjanie ciągle grzęzną w postmodernizmie (Pielewin, Sorokin) albo odchodzą od realiów postsowieckich w historyczny kryminał (Borys Akunin).O interesującym miejscu - dodaję go do swojej mapy marzeń niespełnionych - pisze Renata Gorczyńska. Tekst nazywa się "Najpiękniejsza księgarnia świata" i jest przyjemnym dla oka i pobudzającym wyobraźnie peanem na cześć. Czego?
Livraria Lello przy Rua das Carmelitas pod numerem 144, zaprojektowana przez znanego miejscowego architekta Xaviera Estevesa, ma tu swoją siedzibę od początku XX wieku. Historia samej firmy jest jednak starsza. Założył ją w 1869 roku francuski bibliofil i edytor Ernesto Chardron, wydawca licznych skarbów literatury portugalskiej. Po jego przedwczesnej śmierci przechodziła z rąk do rąk, łączono ją z innymi księgar- niami i antykwariatami, aż w 1894 roku nabył ją szanowany w tym fachu José Pinto de Sousa Lello do spółki ze szwagrem Davidem Pereirą, a z kolei po jego śmierci dokooptował brata i następnie bratanka. Pozostali członkowie rodziny utworzyli na koniec wraz z najbliższymi współpracownikami spółkę Prólogo Livreiros, która nie tylko oferuje ponad 60 tysięcy tytułów, w tym i różnojęzycznych nowości, i wiele białych kruków, ale działa również jako ekskluzywna oficyna wydawnicza. Jej umoralniające motto brzmi: „Decus in Labore”, czyli Honor w pracy, co by się zgadzało z charakterem mieszkańców Porto, podobno najbardziej pracowitych ludzi w całej Portugalii. Można je wyczytać na witrażowym plafonie świetliku, który zdobi postać kowala unoszącego młot nad kowadłem. Nie powstydziłby się go sam Tiffany.
![]() |
| (c) wikipedia.com |
Z nowego "Zeszytu Literackiego" wybieram także do lektury wspomnienie Jadwigi Czachowskiej pióra Agnieszki Kosińskiej. Ale uprzedzam lojalnie: tekst jest tyleż wspomnieniem niezwykłej osoby, kierującej Pracownią Dokumentacji Literatury Współczesnej Instytutu Badań Literackich PAN, co przypomnieniem z cyklu pro domo sua o tytanicznej pracy samej sekretarki Czesława Miłosza. Chodzi rzecz jasna o prawie 900-stronicowy tom Międzynarodowej Bibliografii Czesława Miłosza, który - gdyby inny PR (o czym Wilk wspominał przed chwilą) - stałby pewnie na każdej półce obok "Miłosza" Andrzeja Franaszka. Bo ogrom tych prac jest porównywalny. Nie tylko ze względu na ilość zadrukowanych stronic.


Swoją drogą w pięknym szkicu Kosińska, która - na marginesie pisząc - konsekwentnie w wielu miejscach odmładza Panią Profesor, nie godząc się na przemijanie ("nigdy też nie zapomnę, jak przemieniła się w dziewczynę, kiedy przyniosłam jej bukiet róż"; "blisko dziewięćdziesięcioletnia dziewczyna, która lubi formę krótkiej informacji tekstowej i posługuje się nią, by dać znak pamięci"), stwierdza w pewnym momencie tak:
Zawsze nas to ostatecznie zaskakuje, jak inteligencja ma wiele wspólnego z dobrocią.Oby, chciałoby się rzec, oby Kosińska miała rację.
Czytaj też rozmowę z Agnieszką Kosińską o Miłoszu, o biografii Miłosza pióra Franaszka, o "Lotem gęsi" Wilka.
piątek, 25 marca 2011
1989-2009

Książkę, jak pisze w jednym z pierwszych zdań Piotr Marecki, "należy traktować jako narrację autorską po najważniejszych tendencjach literatury polskiej ostatnich dwudziestu lat". To ważna uwaga i wiążąca - zwłaszcza dla tych, którzy spodziewaliby się uniwersyteckiej syntezy o polskim piśmiennictwie od roku 1989 do 2009. Żadnej syntezy, żadnych podsumowań, żadnych jasnych konstatacji tu nie znajdziemy. Jest za to pewien twórczy bałagan, przez który - kto odważny! - można się przedzierać, próbując znaleźć dla siebie przyjazny zakątek.
Trudno jednocześnie powiedzieć o jakiejś spójności pokoleniowej. Choć wiele wątków przewija się na wielu równoległych planach i choć sąsiedztwo np. "literatury mniejszości seksualnych" z "liberaturą" wydaje się naturalne, to z trudem doszukiwać się tu należy ciągłości czy logiki. Ostatecznie każdy idzie w swoją stronę, co pokazują kariery zaczynających czy związanych z "Ha!artem" - Igora Stokfiszewskiego, Grzegorza Jankowicza, Jakuba Żulczyka, Michała Olszewskiego, Sławomira Shutego.
Swoją drogą, widać także jak na dłoni, że choć personalia się zmieniają, pewne porządki a czasem obyczaje pozostają stałe. Młodzi dorastają (dziś większość autorów zbliża się do 40.), niszowi trafiają do głównego nurtu (na przykład Michał Witkowski publikujący ostatnie książki dla Świata Książki), niedofinansowani stają się nieźle opłacani, natomiast środowiska literackie ciągle zdominowane są przez płeć męską (i nic nie zmieni tu fakt, że być może najwięcej odświeżających uwag ma Izabela Filipiak).
Tak czy siak - pouczająca i, niech pozwolę sobie na osobisty wątek, mocno sentymentalna to lektura. Dowód na to (zresztą jeden z wielu dowodów!), że w ciągu tych ostatnich kilkunastu lat działo się coś więcej niż dynamiczny rozwój telewizyjnych show i masowy spadek czytelnictwa. Mimo wszystko.
Więcej TU.



