![]() |
| COLSON WHITEHEAD Fot. Marcin Wilk / Wyliczanka.eu |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal im. Conrada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal im. Conrada. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 5 lutego 2018
#rozmoWyliczanki: COLSON WHITEHEAD
"Kiedyś budziłem się o czwartej rano, spięty, z myślą o rychłej śmierci... Dziś budzę się zadowolony i cieszę się na to, co przyniesie kolejny dzień" - mówi COLSON WHITEHEAD, autor "Kolei podziemnej", powieści uhonorowanej Pulitzerem.
MARCIN WILK: Wiem, że miałeś pisać książkę o zupełnie czymś innym. W końcu powstała „Kolej podziemna”. Jak do tego doszło?
środa, 23 października 2013
Humanistyka według Markowskiego
Nauka od pewnego czasu przestała być przestrzenią wrażliwości. Stała się przemysłem wiedzy. Liczą się granty, akredytacje, punkty i dotacje. Jednym słowem: pieniądze.
Najnowsza książka prof. Michała Pawła Markowskiego nosi tytuł "Polityka Wrażliwości". Jej punktem
wyjścia jest pytanie, które 40 lat temu zadała Maria Janion. Brzmiało ono wówczas: "Jak uprawiać humanistykę w drugiej połowie wieku XX?". Dziś ta kwestia skłania do refleksji na temat kondycji uniwersytetu i humanistyki w epoce postliberalnej.
Trzy główne tezy książki Markowskiego opierają się na twierdzeniach, że: po pierwsze, humanistyka nie powinna konkurować z naukami ścisłymi; po drugie, jej zadaniem powinno być rozwijanie dyskursywnej wrażliwości; po trzecie, humanistyka powinna mieć na celu uwypuklenie egzystencjalnego zakorzenienia badań nad kulturą. Przywołanie tych twierdzeń było wczoraj, podczas spotkania w Pałacu pod Baranami, jak wsadzenie kija w mrowisko.
![]() |
| Universitas, Kraków 2013. |
wyjścia jest pytanie, które 40 lat temu zadała Maria Janion. Brzmiało ono wówczas: "Jak uprawiać humanistykę w drugiej połowie wieku XX?". Dziś ta kwestia skłania do refleksji na temat kondycji uniwersytetu i humanistyki w epoce postliberalnej.
Trzy główne tezy książki Markowskiego opierają się na twierdzeniach, że: po pierwsze, humanistyka nie powinna konkurować z naukami ścisłymi; po drugie, jej zadaniem powinno być rozwijanie dyskursywnej wrażliwości; po trzecie, humanistyka powinna mieć na celu uwypuklenie egzystencjalnego zakorzenienia badań nad kulturą. Przywołanie tych twierdzeń było wczoraj, podczas spotkania w Pałacu pod Baranami, jak wsadzenie kija w mrowisko.
wtorek, 22 października 2013
Element "wow", czyli Springer i Bieńczyk w rozmowie
Architektura może generować melancholię. Zwłaszcza gdy rozmawiają o niej Bieńczyk ze Springerem. Tak jak odbyło się to podczas jednego ze spotkań na 5. Festiwalu Conrada.
Wymiana zdań między Markiem Bieńczykiem, eseistą i pisarzem, tropicielem melancholii a Filipem Springerem, archeologiem i fotografem, który poświęcił kilka książek polskiej architekturze nowoczesnej, musiała być magnetyzująca. Dlatego wieczorem w Krakowie w Pałacu pod Baranami pojawiły się tłumy. Przyjść warto było, bo choć podróż zaczęła się na warszawskim Grochowie, to sięgała o wiele dalej: nie tylko w geograficznym sensie.
- Na przyczułek grochowski chodziłem na randki - wyznał Marek Bieńczyk. - Tam można było śledzić życie wewnętrzne poszczególnych rodzin. Malutkie mieszkania układały się w przestrzeń zupełnie fantastyczną. Te miejsca wołały o zrozumienie.
Specyfikę architektoniczną poszczególnych miejsc powstałych po roki 1945 w Polsce stara się od kilku lat zrozumieć i opisać Filip Springer. Jego książki - "Miedzianka", "Źle urodzeni" oraz wydana niedawno nakładem Czarnego "Wanna z kolumnadą" - są raczej ostrą krytyką współczesnej architektury w Polsce. Brzydkie osiedla, kiczowaty gust, brak wyobraźni i jeszcze więcej grzechów głównych jest na sumieniu nie tylko projektantów, ale i urzędników czy deweloperów. Architektura, która widzimy naokoło, zdaje się twierdzić Springer, wiele mówi o nas samych. Wiele złego. - To, co się obecnie buduje, musi mieć element "wow". Ma wyglądać albo niesamowicie, albo być bardzo drogie. Przestrzeń jest hałaśliwa, nie ma miejsca na ciszę - mówił.
![]() |
| Fot. wyliczanka.eu || Od lewej: Ryszard Koziołek, Marek Bieńczyk, Filip Springer |
Wymiana zdań między Markiem Bieńczykiem, eseistą i pisarzem, tropicielem melancholii a Filipem Springerem, archeologiem i fotografem, który poświęcił kilka książek polskiej architekturze nowoczesnej, musiała być magnetyzująca. Dlatego wieczorem w Krakowie w Pałacu pod Baranami pojawiły się tłumy. Przyjść warto było, bo choć podróż zaczęła się na warszawskim Grochowie, to sięgała o wiele dalej: nie tylko w geograficznym sensie.
- Na przyczułek grochowski chodziłem na randki - wyznał Marek Bieńczyk. - Tam można było śledzić życie wewnętrzne poszczególnych rodzin. Malutkie mieszkania układały się w przestrzeń zupełnie fantastyczną. Te miejsca wołały o zrozumienie.
Specyfikę architektoniczną poszczególnych miejsc powstałych po roki 1945 w Polsce stara się od kilku lat zrozumieć i opisać Filip Springer. Jego książki - "Miedzianka", "Źle urodzeni" oraz wydana niedawno nakładem Czarnego "Wanna z kolumnadą" - są raczej ostrą krytyką współczesnej architektury w Polsce. Brzydkie osiedla, kiczowaty gust, brak wyobraźni i jeszcze więcej grzechów głównych jest na sumieniu nie tylko projektantów, ale i urzędników czy deweloperów. Architektura, która widzimy naokoło, zdaje się twierdzić Springer, wiele mówi o nas samych. Wiele złego. - To, co się obecnie buduje, musi mieć element "wow". Ma wyglądać albo niesamowicie, albo być bardzo drogie. Przestrzeń jest hałaśliwa, nie ma miejsca na ciszę - mówił.
poniedziałek, 21 października 2013
Przystanki Bator: Wałbrzych - Tokio - Warszawa
Joanna Bator, tegoroczna laureatka Nike, była gościem pierwszego dnia 5. edycji Festiwalu Conrada. Ubrana w czerwoną sukienkę niezwykle spokojnym głosem, w którym słychać było momentami sypkość słowa znaną z jej powieści, opowiadała o tym, jaką przeszła drogę, by dotrzeć do miejsca, w którym jest.
- Gdy zrobiłam doktorat i przebywałam akurat w Nowym Jorku, kompletnie nie wiedziałam, co dalej - mówiła w krakowskiej Mandze Bator. - Kiedyś, niemal przypadkiem, koleżanka przysłała formularz dotyczący stypendium w Japonii. Miałam jedną noc na napisanie projektu i znalezienie hosta. Zrobiłam to. Nad ranem posłałam aplikację. Wkrótce dowiedziałam się, że mam na dwa lata pojechać do obcego sobie kraju. Nigdy w swoim życiu nie byłam tak samotna jak tam.
Obca kultura i nieznane otoczenie potęgowało poczucie odosobnienia. Ale to właśnie w tej samotności narodziła się Joanna Bator-pisarka. Laureatka Nike przyznała, że "Piaskową Górę" wysłała do wydawnictwa, podpisując się najpierw pseudonimem. Do wydania pod prawdziwym nazwiskiem przekonała ją Beata Stasińska, redaktor naczelna W.A.B., oficyny, w której ukazały się kolejne powieści Bator. - To zabrzmi teraz niewiarygodnie, ale ja wtedy nawet nie wiedziałam, kim jest Beata Stasińska.
![]() |
| Fot. wyliczanka.eu || Z Bator rozmawiają Tomasz Pindel i Szymon Kloska |
Obca kultura i nieznane otoczenie potęgowało poczucie odosobnienia. Ale to właśnie w tej samotności narodziła się Joanna Bator-pisarka. Laureatka Nike przyznała, że "Piaskową Górę" wysłała do wydawnictwa, podpisując się najpierw pseudonimem. Do wydania pod prawdziwym nazwiskiem przekonała ją Beata Stasińska, redaktor naczelna W.A.B., oficyny, w której ukazały się kolejne powieści Bator. - To zabrzmi teraz niewiarygodnie, ale ja wtedy nawet nie wiedziałam, kim jest Beata Stasińska.
wtorek, 9 lipca 2013
Zapowiedzi: Festiwal Conrada || cztery kolejne nazwiska
Organizatorzy 5. Festiwalu Conrada kawałeczek po kawałeczku odsłaniają repertuar tegorocznej imprezy. Pisałem już o pierwszych potwierdzonych gościach. Teraz czas na kolejnych. Magris, Applebaum, Kania i Twardoch. Na kogo najbardziej się cieszycie?
Pierwsze nazwisko z zestawy przynależy do włoskiego prozaika, eseisty i germanisty, którego książki znamy nad Wisłą dość dobrze. Nie tylko "Dunaj", którego okładkę powyżej przywołuję. Znamy też bowiem "Mikrokosmosy", "Inne morze", "Podróż bez końca" czy "Głosy. Monologi". Często pisze o Europie Środkowej, interesuje się wielokulturowością, przenikaniem się historii. Sięga po dziennik podróży.
Ireneusz Kania z kolei to nazwisko niemal czczone. Zwłaszcza w kręgach translatorskich. Człowiek morderczo pracowity. Erudyta. Gatunek ekskluzywny. Przekładał Eliadego, Kerenyiego, Ciorana, a także Eco, Noikę i wiele innych. Spotkania, w którym będzie uczestniczyć jestem szczególnie ciekawy.
No i Szczepan Twardoch. Nowa gwiazda literatury polskiej - za sprawą "Morfiny". Choć czytelnicy z kręgów fantastycznych znają już go od dawna. Twardoch dopiero rozkręca się jako prozaik mainstreamowy i autor występujący tu i ówdzie - spotkanie z nim może być frapujące.
Czytaj też o innych gościach 5. Festiwalu Conrada.
Pierwsze nazwisko z zestawy przynależy do włoskiego prozaika, eseisty i germanisty, którego książki znamy nad Wisłą dość dobrze. Nie tylko "Dunaj", którego okładkę powyżej przywołuję. Znamy też bowiem "Mikrokosmosy", "Inne morze", "Podróż bez końca" czy "Głosy. Monologi". Często pisze o Europie Środkowej, interesuje się wielokulturowością, przenikaniem się historii. Sięga po dziennik podróży.
W podróży bez końca Claudio Magris pisze, że opowiadanie powinno być jak wyprawa, w której nie chodzi o dotarcie do celu, lecz samo przemieszczanie się, sam ruch w przestrzeni. W myśl tej zasady pisać (ale także czytać) winniśmy niespiesznie, zatrzymując się raz po raz w środku zdania, przyglądając się jego formie, wsłuchując się w jego brzmienie, a potem dając mu się prowadzić przez kolejne akapity przypominające place niewielkiego miasta, i jeszcze dalej – poza język, poza literaturę. A wszystko po to, by odwlec nieuchronny koniec (lektury, wędrówki, życia), by wydłużyć czas, który zostaje, w którym jest miejsce na rozmowę i myślenie – pisze we wstępie do drugiego w tym roku Magazynu Conrad, dyrektor wykonawczy festiwalu Grzegorz Jankowicz.
Anna Applebaum znana jest w naszym kraju z dwóch powodów. Po pierwsze, jako żona Radosława Sikorskiego. Po drugie, jako autorka znakomitego "Gułagu". Ten drugi zainteresuje niektórych bardziej. Być może. Applebaum to też korespondentka anglojęzycznych gazet. Świetne oko do obserwacji przemian politycznych - i nie tylko - w Europie.
No i Szczepan Twardoch. Nowa gwiazda literatury polskiej - za sprawą "Morfiny". Choć czytelnicy z kręgów fantastycznych znają już go od dawna. Twardoch dopiero rozkręca się jako prozaik mainstreamowy i autor występujący tu i ówdzie - spotkanie z nim może być frapujące.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





