![]() |
| Fragment marmurowej rzeźby "Nike z Samotraki" (c) profzucker / Foter / CC BY-NC-SA |
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nike. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nike. Pokaż wszystkie posty
sobota, 12 września 2015
Finałowa siódemka Nike 2015
Tegoroczna finałowa siódemka wciąż najważniejszej nagrody literackiej w Polsce, Nike, to mocne zestawienie, chociaż brakuje w niej co najmniej jednego bardzo ważnego tytułu.
Z zainteresowaniem czytam listę 20 nominowanych, a potem - 7 finalistów literackiej Nike. I choć oczywiście od kilku lat znaczenie tej nagrody nieco zmalało, bo pojawiły się inne, równie ciekawe wyróżnienia, to wciąż Nike jest barometrem literackich tendencji oraz mód.
Autor:
Wyliczanka.eu
o
17:24
7 komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Czarne,
Dehnel,
Grzebałkowska,
Grzegorzewska,
Karpowicz,
news,
Nike,
Podsiadło,
Tokarczuk,
Tulli,
Twardoch,
Wydawnictwo Literackie,
Znak Literanova
poniedziałek, 21 października 2013
Przystanki Bator: Wałbrzych - Tokio - Warszawa
Joanna Bator, tegoroczna laureatka Nike, była gościem pierwszego dnia 5. edycji Festiwalu Conrada. Ubrana w czerwoną sukienkę niezwykle spokojnym głosem, w którym słychać było momentami sypkość słowa znaną z jej powieści, opowiadała o tym, jaką przeszła drogę, by dotrzeć do miejsca, w którym jest.
- Gdy zrobiłam doktorat i przebywałam akurat w Nowym Jorku, kompletnie nie wiedziałam, co dalej - mówiła w krakowskiej Mandze Bator. - Kiedyś, niemal przypadkiem, koleżanka przysłała formularz dotyczący stypendium w Japonii. Miałam jedną noc na napisanie projektu i znalezienie hosta. Zrobiłam to. Nad ranem posłałam aplikację. Wkrótce dowiedziałam się, że mam na dwa lata pojechać do obcego sobie kraju. Nigdy w swoim życiu nie byłam tak samotna jak tam.
Obca kultura i nieznane otoczenie potęgowało poczucie odosobnienia. Ale to właśnie w tej samotności narodziła się Joanna Bator-pisarka. Laureatka Nike przyznała, że "Piaskową Górę" wysłała do wydawnictwa, podpisując się najpierw pseudonimem. Do wydania pod prawdziwym nazwiskiem przekonała ją Beata Stasińska, redaktor naczelna W.A.B., oficyny, w której ukazały się kolejne powieści Bator. - To zabrzmi teraz niewiarygodnie, ale ja wtedy nawet nie wiedziałam, kim jest Beata Stasińska.
![]() |
| Fot. wyliczanka.eu || Z Bator rozmawiają Tomasz Pindel i Szymon Kloska |
Obca kultura i nieznane otoczenie potęgowało poczucie odosobnienia. Ale to właśnie w tej samotności narodziła się Joanna Bator-pisarka. Laureatka Nike przyznała, że "Piaskową Górę" wysłała do wydawnictwa, podpisując się najpierw pseudonimem. Do wydania pod prawdziwym nazwiskiem przekonała ją Beata Stasińska, redaktor naczelna W.A.B., oficyny, w której ukazały się kolejne powieści Bator. - To zabrzmi teraz niewiarygodnie, ale ja wtedy nawet nie wiedziałam, kim jest Beata Stasińska.
środa, 28 sierpnia 2013
Nike - nominacje: Tomasz Pietrzak || jeden z 3 tomików
Wśród trzech nominowanych w tym roku do literackiej nagrody Nike tomików poetyckich znalazł się zeszyt Tomasza Pietrzaka "Rekordy" (Nowa Ruda, 2012). Znacie?
Rzeczą najważniejszą w przypadku poety Tomasza Pietrzaka, jak twierdzą niektórzy, jest Śląsk. Pietrzak bywa nazywany poetyckim archiwistą minionej śląskiej codzienności. Przypatruje się jej historyczności. Społeczeństwu. Kulturze. Drobiazgom zanotowanym w dziełach sztuki. I nie tylko tam.
Rzeczą najważniejszą w przypadku poety Tomasza Pietrzaka, jak twierdzą niektórzy, jest Śląsk. Pietrzak bywa nazywany poetyckim archiwistą minionej śląskiej codzienności. Przypatruje się jej historyczności. Społeczeństwu. Kulturze. Drobiazgom zanotowanym w dziełach sztuki. I nie tylko tam.
niedziela, 25 sierpnia 2013
Nike - nominacje: Maciej Sieńczyk || wyd 2012
Wśród tegorocznych nominowanych do literackiej nagrody Nike znalazł się komiks. Wydany przez Lampę i Iskrę Bożą Pawła Dunin Wąsowicza. Tytuł komiksu: "Przygody na bezludnej wyspie". Autor: Maciej Sieńczyk. Ochota na przeczytanie: ogromna. Zaraz się przekonacie dlaczego.
"Przygody..." to trzeci z kolei album komiksowy Sieńczyka. I jak wiele poprzednich jego historii - znają je także czytelnicy miesięcznika "Lampa" - opowieść przypomina trochę sen, trochę coś w stylu "Rękopisu znalezionego w Saragossie" Jana Potockiego. Krytycy nie bez przesady mówią więc o opowieści szkatułkowej.
Zaczyna się jednak od pobudki. Mężczyzna miał jakiś potworny, katastroficzny sen. Gdy wstaje, pod drzwiami mieszkania znajduje pamiętnik. I, znowu, zaczyna się podróż w wyobraźnię. Tym razem rozpisaną. Pamiętnik opowiada o mężczyźnie, który wybrał się w rejs statkiem do Afryki. Tak rozkręca się kolejna historia. A potem następna i następna...
"Przygody..." to trzeci z kolei album komiksowy Sieńczyka. I jak wiele poprzednich jego historii - znają je także czytelnicy miesięcznika "Lampa" - opowieść przypomina trochę sen, trochę coś w stylu "Rękopisu znalezionego w Saragossie" Jana Potockiego. Krytycy nie bez przesady mówią więc o opowieści szkatułkowej.
Zaczyna się jednak od pobudki. Mężczyzna miał jakiś potworny, katastroficzny sen. Gdy wstaje, pod drzwiami mieszkania znajduje pamiętnik. I, znowu, zaczyna się podróż w wyobraźnię. Tym razem rozpisaną. Pamiętnik opowiada o mężczyźnie, który wybrał się w rejs statkiem do Afryki. Tak rozkręca się kolejna historia. A potem następna i następna...
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Nike - nominacje: Małgorzata Szpakowska || dwudziestolecie międzywojenne
Dwudziestolecie międzywojenne to już dzisiaj historia. Choć niektórzy za nim tęsknią jak za kimś bardzo bliskim. Dlaczego? Na to pytanie poniekąd odpowiada książka Małgorzaty Szpakowskiej "'Wiadomości Literackie' prawie dla wszystkich" (W.A.B., 2012).
"Wiadomości Literackie" były pismem, które ukazywało się w latach 1924-1939. Niemal wiek temu. W bardzo specyficznym czasie. Na łamach publikowali najwięksi tamtej epoki. Cały Skamander. Boy-Żeleński. Ginczanka. A nawet Bruno Schultz, który w "WL" debiutował w 1933 roku.
Książka Małgorzaty Szpakowskiej to monografia tego niezwykłego czasopisma. Ale nietypowa. Autorka analizuje zawartość poszczególnych numerów wedle pewnego klucza. Uzupełnia swój wywód materiałami z innych źródeł, sięgając po wspomnienia, listy oraz opracowania naukowe. Podejmuje różnorodne aspekty istnienia tygodnika. Prezentuje ponadto poglądy redakcji na sprawy społeczne czy polityczne. Co jest szczególnie istotne - nie tylko dla historyków. Pokazuje bowiem rozwój myśli ideowej.
Szpakowska podsuwa tym samym już trzecią książkę w serii "Z Wagą", znakomitego cyklu W.A.B., w którym istotnym tematem jest kulturowy i społeczny wymiar rozmaitych zjawisk. Dwa poprzednie tomy autorki, "Obyczaje polskie" oraz "Chcieć i mieć", przyniosły analizę społeczną Polaków. Trafną i przekonującą. Oraz, co najważniejsze być może, dostępną. Bez uciekania do słupków, socjologicznych niezrozumiałości, a jednocześnie opartą na konkretach, bez wygodnych uogólnień.
Czy tym razem Szpakowska ma więc szanse na Nike? Obawiam się, że nie. Konkurencja jest ogromna, a ranga dwudziestolecia międzywojennego jako epoki, która oświetla współczesność to ciągle jedynie sprawa wąskiej grupy zaangażowanych w temat osób. A szkoda.
Archiwalne wydania "Wiadomości Literackich" można przejrzeć TU.
Czytaj też o innych tytułach nominowanych do Nike 2013:
> "Morfinie" Szczepana Twardocha,
> "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator,
> "Historii niebyłej kina PRL" Tadeusza Lubelskiego,
> "Człowieku Mironie" Tadeusza Sobolewskiego,
> "Nowym wspaniałym Iraku" Mariusza Zawadzkiego,
> "Bach for my Baby" Justyny Bargielskiej.
"Wiadomości Literackie" były pismem, które ukazywało się w latach 1924-1939. Niemal wiek temu. W bardzo specyficznym czasie. Na łamach publikowali najwięksi tamtej epoki. Cały Skamander. Boy-Żeleński. Ginczanka. A nawet Bruno Schultz, który w "WL" debiutował w 1933 roku.
Książka Małgorzaty Szpakowskiej to monografia tego niezwykłego czasopisma. Ale nietypowa. Autorka analizuje zawartość poszczególnych numerów wedle pewnego klucza. Uzupełnia swój wywód materiałami z innych źródeł, sięgając po wspomnienia, listy oraz opracowania naukowe. Podejmuje różnorodne aspekty istnienia tygodnika. Prezentuje ponadto poglądy redakcji na sprawy społeczne czy polityczne. Co jest szczególnie istotne - nie tylko dla historyków. Pokazuje bowiem rozwój myśli ideowej.
Szpakowska podsuwa tym samym już trzecią książkę w serii "Z Wagą", znakomitego cyklu W.A.B., w którym istotnym tematem jest kulturowy i społeczny wymiar rozmaitych zjawisk. Dwa poprzednie tomy autorki, "Obyczaje polskie" oraz "Chcieć i mieć", przyniosły analizę społeczną Polaków. Trafną i przekonującą. Oraz, co najważniejsze być może, dostępną. Bez uciekania do słupków, socjologicznych niezrozumiałości, a jednocześnie opartą na konkretach, bez wygodnych uogólnień.
Czy tym razem Szpakowska ma więc szanse na Nike? Obawiam się, że nie. Konkurencja jest ogromna, a ranga dwudziestolecia międzywojennego jako epoki, która oświetla współczesność to ciągle jedynie sprawa wąskiej grupy zaangażowanych w temat osób. A szkoda.
Archiwalne wydania "Wiadomości Literackich" można przejrzeć TU.
Czytaj też o innych tytułach nominowanych do Nike 2013:
> "Morfinie" Szczepana Twardocha,
> "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator,
> "Historii niebyłej kina PRL" Tadeusza Lubelskiego,
> "Człowieku Mironie" Tadeusza Sobolewskiego,
> "Nowym wspaniałym Iraku" Mariusza Zawadzkiego,
> "Bach for my Baby" Justyny Bargielskiej.
środa, 31 lipca 2013
Nike - Nominacje: Justyna Bargielska || trzy tomiki
W tym roku trzy zbiory poetyckie zostały nominowane do Nike. Aż czy tylko? Oto jest pytanie. Dość zasadne. Bo przecież Polska poezją stoi. Nie rozstrzygnę tego dzisiaj . Natomiast mogę zajrzeć do "Bach for my baby" (Biuro Literackie, 2012) Justyny Bargielskiej.
Agnieszka Gruszczyńska o tym tomiku pisze tak:
W przypadku Justyny Bargielskiej chyba nie. Bargielska, jak to ktoś pięknie - choć w złośliwym kontekście - ujął, pisze sama dla siebie. O życiu zwykłym. Tak zwanym życiu zwykłym. Bo oczywiście perspektywa liryczna wypacza, emocjonuje, wyolbrzymia, dezorientuje. Czasem też wkurza. Po prostu.
Bargielska kolekcjonuje słowa, obraca je, czasem wywraca do góry nogami, prześwietla i przygląda się im z ironią. I to jest całkiem niezła rekomendacja dla tego, co tworzy.
Sporo tu nierozstrzygnięć i wieloznaczności. Poezja nie odpowiada jednak dziś na pytania "jak żyć?". Chętniej natomiast się wypowiada na temat, jak życie wygląda. Przynajmniej ta poezja. Filozofia kończy się w prozie życia przełożonej na poezję chwili. Tak jak czyni to Bargielska.
W największym skrócie pisząc.
Czytaj też o innych tytułach nominowanych do Nike 2013:
> "Morfinie" Szczepana Twardocha,
> "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator,
> "Historii niebyłej kina PRL" Tadeusza Lubelskiego,
> "Człowieku Mironie" Tadeusza Sobolewskiego,
> "Nowym wspaniałym Iraku" Mariusza Zawadzkiego.
Agnieszka Gruszczyńska o tym tomiku pisze tak:
Bach for my baby − najnowszy tomik poetycki Justyny Bargielskiej – to zbiór lirycznych anegdot o kondycji relacji między ludzkich. Mimo gorzkiego smaku, jest to kojąca wypowiedź, odbierająca wprawdzie niektóre marzenia, ale przede wszystkim przekonująca, że nic, co spotykamy na swojej drodze, nie ma wymiaru ostatecznego. Chciałoby się nawet zaryzykować stwierdzenie, że nic już nie jest wyjątkowe, nic też nie poddaje się jednoznacznym klasyfikacjom. Czy jednak stwierdzenie takie nie byłoby nadużyciem?Ano właśnie.
W przypadku Justyny Bargielskiej chyba nie. Bargielska, jak to ktoś pięknie - choć w złośliwym kontekście - ujął, pisze sama dla siebie. O życiu zwykłym. Tak zwanym życiu zwykłym. Bo oczywiście perspektywa liryczna wypacza, emocjonuje, wyolbrzymia, dezorientuje. Czasem też wkurza. Po prostu.
Bargielska kolekcjonuje słowa, obraca je, czasem wywraca do góry nogami, prześwietla i przygląda się im z ironią. I to jest całkiem niezła rekomendacja dla tego, co tworzy.
Sporo tu nierozstrzygnięć i wieloznaczności. Poezja nie odpowiada jednak dziś na pytania "jak żyć?". Chętniej natomiast się wypowiada na temat, jak życie wygląda. Przynajmniej ta poezja. Filozofia kończy się w prozie życia przełożonej na poezję chwili. Tak jak czyni to Bargielska.
W największym skrócie pisząc.
Czytaj też o innych tytułach nominowanych do Nike 2013:
> "Morfinie" Szczepana Twardocha,
> "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator,
> "Historii niebyłej kina PRL" Tadeusza Lubelskiego,
> "Człowieku Mironie" Tadeusza Sobolewskiego,
> "Nowym wspaniałym Iraku" Mariusza Zawadzkiego.
środa, 24 lipca 2013
Nike - nominacje: Mariusz Zawadzki || między 2003 a 2009 rokiem
Wśród nominowanych w tym roku do literackiej Nagrody Nike znalazł się reportaż Mariusza Zawadzkiego "Nowy wspaniały Irak" (W.A.B., 2012).
O Iraku wiemy skądinąd. Na ogół z prasy. Czy też z telewizji. Idą za tym krajem różne stereotypy. Że to kraj dziki i nieokiełznany - to najczęściej. Orient. W złym tego słowa znaczeniu. Rolą reportażysty jest odczarować nasze wyobrażenia i to czyni właśnie Mariusz Zawadzki z "Gazety Wyborczej". Ma legitymację, by pisać o Iraku, bo przebywał w nim pomiędzy rokiem 2003 a 2009. Książka "Nowy wspaniały Irak" jest pokłosiem tego obytu.
Czego dowiadujemy się z kart tego pomarańczowego tomu? Przede wszystkim tego, że Bagdad był kiedyś przepięknym miastem.
Czytaj też o innych tytułach nominowanych do Nike 2013:
> "Morfinie" Szczepana Twardocha,
> "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator,
> "Historii niebyłej kina PRL" Tadeusza Lubelskiego,
> "Człowieku Mironie" Tadeusza Sobolewskiego.
O Iraku wiemy skądinąd. Na ogół z prasy. Czy też z telewizji. Idą za tym krajem różne stereotypy. Że to kraj dziki i nieokiełznany - to najczęściej. Orient. W złym tego słowa znaczeniu. Rolą reportażysty jest odczarować nasze wyobrażenia i to czyni właśnie Mariusz Zawadzki z "Gazety Wyborczej". Ma legitymację, by pisać o Iraku, bo przebywał w nim pomiędzy rokiem 2003 a 2009. Książka "Nowy wspaniały Irak" jest pokłosiem tego obytu.
Czego dowiadujemy się z kart tego pomarańczowego tomu? Przede wszystkim tego, że Bagdad był kiedyś przepięknym miastem.
Pamiętać należy o tym zwłaszcza w kontekście najazdu Mongołów, którzy w XIII wieku splądrowali tę jedną z najwspanialszych stolic świata, w dodatku kompletnie nie poradzili sobie z miejscowymi. W zasadzie podobnie stało się, gdy Irak – kilka wieków później – przejęli Amerykanie z siłami sprzymierzonymi. Wsparta historycznymi nawiązaniami Zawadzkiego relacja z Iraku dzisiaj siłą rzeczy musi więc być przesiąknięta rzeczywistością wojenną. W jednym z pierwszych rozdziałów książki czytamy zatem o handlu bronią („Broni było tyle, że stała się śmiesznie tania”), zaraz potem o porwaniach, formach (czasem mocno partyzanckich) dziennikarstwa, Saddamie (który „w sądzie prezentuje się znakomicie”), czy po prostu komórkach, którymi miejscowi (i nie tylko) pstrykają spontanicznie zdjęcia zabitych. (z recenzji dla Instytutu Książki)„Nowy wspaniały Irak” w tym kontekście należy odczytywać jako ironiczny tytuł. Zawadzki, jak na reportera przystało, usiłuje przyjrzeć się konfliktowi ze wszystkich stron. Potrafi zaryzykować zakup rakiety czy wcielić się w badacza Biblii. To spójna choć wieloraka opowieść. Szczypta historii zmiksowana ze współczesną relacją, elementy sensacyjne przeplecione ze zwykłą opowieścią - to niewątpliwe walory "Nowego wspaniałego Iraku".
Czytaj też o innych tytułach nominowanych do Nike 2013:
> "Morfinie" Szczepana Twardocha,
> "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator,
> "Historii niebyłej kina PRL" Tadeusza Lubelskiego,
> "Człowieku Mironie" Tadeusza Sobolewskiego.
środa, 3 lipca 2013
Premiera: Ignacy Karpowicz || wiek 36 lat, waga powieści: olbrzymia
Na liście nominowanych do Nike jeszcze tej książki nie ma. Bo ukazała się kilkanaście dni temu. Ale "Ości" to jak dla mnie jeden z pewniaków wśród nominacji przyszłorocznych. Książka, która pokazuje, że Karpowicz to czołówka współczesnych prozaików polskich. Autor świetny. Autor z książki na książkę coraz bardziej frapujący.
I tak dalej. I tak dalej.
Śmieszne? No, trochę. Bo oczywiście Karpowicz wyolbrzymił sposób charakteryzowania innych. Ale też uwypuklił coś, co robi z nami wirtualna komunikacja (czyż nie tak samookreślamy się na fejsie czy portalach randkowych? no kaman?). A może w ogóle sposób kategoryzowania. Się. Na własne życzenie. Wpisywania w tabelkę. Określania jednoznacznego. Amputującego niuanse i wypukłości.
Śmieszne? No, nie sądzę.
Książka "Ości", gęsto zadrukowana słowem wysokiej jakości spod znaku (c) Karpowicz (przypomnijmy: ostatnia powieść "Balladyny i romanse" wysoko notowana wśród publiczności popularnej i profesjonalnej; nominacje do Nike i Paszport "Polityki"), opowiada, jak stwierdziło wielu już, o plotce. Czyli o czymś na tyle niewiarygodnym, że aż trudno w to uwierzyć, a jednocześnie na tyle atrakcyjnym, że lepszym od rzeczywistości, Ot, literatura, powiedzielibyśmy. I cmoknęli, uznając, jak świetnie sobie obmyślił to Karpowicz.
Oczywiście jest też i u Karpowicza, bajacza, fabuła. Toczy się rytmem szkatułkowo-spilarnym. Wszystko się ze sobą splata. Bohaterowie przechodzą z rąk do rąk, a drag queen, homoseksualiści, heteroseksualiści, w ogóle liści i ości innej i różnej maści próbują odnaleźć nie tylko innych, ale i siebie. A my nas w nich. Czy wszystko jasne? No, nie do końca. Ale o to zdaje się chodziło.
Czyżby dlatego Karpowicz, uprzedzając ewentualne przykrości, dał swoim bohaterom książkę do przeczytania? I co to znaczy właściwie? Rzecz tu polega mianowicie na tym, że postaci mają swoje pierwowzory w świecie rzeczywistym. Kaja Malanowska czy Krzysztof Tomasik. By wymienić dwa z brzegu nazwiska. Mają oni swoje życie rzeczywiste i swoje życie, hm, fabularne. To drugie właśnie opisuje Karpowicz w "ościach". Opisuje czy odmalowuje. Albo jeszcze co innego robi. Bo w zasadzie każde słowo i nazwanie będzie tu mniej istotne od skutku. Literacko-emocjonalnego.
Ale ten powyższy akapit to właściwie taka ciekawostka...
Mówiąc o "ościach" jeszcze inaczej można stwierdzić, że dostajemy różne komunikaty na różnych poziomach. Na ogólnym, społecznym, że - upraszczając sprawę - trochę rezygnujemy z własnej indywidualności na rzecz dopasowania. By zyskać albo i podkreślić swoją indywidualną przynależność. Na, dajmy na to, emocjonalnym - że związki mają różny charakter i nie zawsze ich dobry charakter zależy od dobrego charakteru osób decydujących się w nie wejść (w innym języku mówiąc: książka to doniesienie z kultury i czasów upadku instytucji zwanej małżeństwem). I wreszcie na poziomie szczegółowym - że losy ludzkie (ale nie tylko, bo i nie tylko o ludziach Karpowicz pisze) rożnymi torami się toczą. I nigdy nie wiesz, ku jakiemu zakończeniu Cię zaprowadzą. Tak Cię. I Ciebie też.
Tyle, czy faktycznie ta diagnoza nas uspokaja? A może jednak, może mimo wszystko, może właśnie dlatego, że jest jak jest, chcielibyśmy, żeby coś spotkało nas pewnego. Trwałego. Bezpiecznego. I jednoznacznego. Żebyśmy nie mieli już nigdy więcej tylu wątpliwości.
Czy nie?
Maja: wiek 36 lat; waga 52 kg; wzrost 160 cm; oczy piwne; orientacja seksualna: hetero ze skłonnościami do dramatu i eksperymentu; orientacja światopoglądowa: depresja; narodowość: w zaniku; stosunek do ofiar Holocaustu: empatyczny.Tak zaczyna się, od razu, na pierwszej stronie, charakterystyka bohaterki powieści Karpowicza. Potem jest tak zwana zwykła sytuacja. Podróż komunikacją miejską. I odnotowanie kolejnego bohatera. Znów wedle tabelki wiek/waga/wzrost/oczy/orientacja ("zajebać Rosjan")/narodowość/stosunek do ofiar Holocaustu.
I tak dalej. I tak dalej.
Śmieszne? No, trochę. Bo oczywiście Karpowicz wyolbrzymił sposób charakteryzowania innych. Ale też uwypuklił coś, co robi z nami wirtualna komunikacja (czyż nie tak samookreślamy się na fejsie czy portalach randkowych? no kaman?). A może w ogóle sposób kategoryzowania. Się. Na własne życzenie. Wpisywania w tabelkę. Określania jednoznacznego. Amputującego niuanse i wypukłości.
Śmieszne? No, nie sądzę.
Książka "Ości", gęsto zadrukowana słowem wysokiej jakości spod znaku (c) Karpowicz (przypomnijmy: ostatnia powieść "Balladyny i romanse" wysoko notowana wśród publiczności popularnej i profesjonalnej; nominacje do Nike i Paszport "Polityki"), opowiada, jak stwierdziło wielu już, o plotce. Czyli o czymś na tyle niewiarygodnym, że aż trudno w to uwierzyć, a jednocześnie na tyle atrakcyjnym, że lepszym od rzeczywistości, Ot, literatura, powiedzielibyśmy. I cmoknęli, uznając, jak świetnie sobie obmyślił to Karpowicz.
Oczywiście jest też i u Karpowicza, bajacza, fabuła. Toczy się rytmem szkatułkowo-spilarnym. Wszystko się ze sobą splata. Bohaterowie przechodzą z rąk do rąk, a drag queen, homoseksualiści, heteroseksualiści, w ogóle liści i ości innej i różnej maści próbują odnaleźć nie tylko innych, ale i siebie. A my nas w nich. Czy wszystko jasne? No, nie do końca. Ale o to zdaje się chodziło.
Nazywanie to słowa, pod nimi jest coś znacznie ważniejszego – empatia - mówił Ignacy Karpowicz w wywiadzie dla dwutygodnika.com
Czyżby dlatego Karpowicz, uprzedzając ewentualne przykrości, dał swoim bohaterom książkę do przeczytania? I co to znaczy właściwie? Rzecz tu polega mianowicie na tym, że postaci mają swoje pierwowzory w świecie rzeczywistym. Kaja Malanowska czy Krzysztof Tomasik. By wymienić dwa z brzegu nazwiska. Mają oni swoje życie rzeczywiste i swoje życie, hm, fabularne. To drugie właśnie opisuje Karpowicz w "ościach". Opisuje czy odmalowuje. Albo jeszcze co innego robi. Bo w zasadzie każde słowo i nazwanie będzie tu mniej istotne od skutku. Literacko-emocjonalnego.
Ale ten powyższy akapit to właściwie taka ciekawostka...
Mówiąc o "ościach" jeszcze inaczej można stwierdzić, że dostajemy różne komunikaty na różnych poziomach. Na ogólnym, społecznym, że - upraszczając sprawę - trochę rezygnujemy z własnej indywidualności na rzecz dopasowania. By zyskać albo i podkreślić swoją indywidualną przynależność. Na, dajmy na to, emocjonalnym - że związki mają różny charakter i nie zawsze ich dobry charakter zależy od dobrego charakteru osób decydujących się w nie wejść (w innym języku mówiąc: książka to doniesienie z kultury i czasów upadku instytucji zwanej małżeństwem). I wreszcie na poziomie szczegółowym - że losy ludzkie (ale nie tylko, bo i nie tylko o ludziach Karpowicz pisze) rożnymi torami się toczą. I nigdy nie wiesz, ku jakiemu zakończeniu Cię zaprowadzą. Tak Cię. I Ciebie też.
Tyle, czy faktycznie ta diagnoza nas uspokaja? A może jednak, może mimo wszystko, może właśnie dlatego, że jest jak jest, chcielibyśmy, żeby coś spotkało nas pewnego. Trwałego. Bezpiecznego. I jednoznacznego. Żebyśmy nie mieli już nigdy więcej tylu wątpliwości.
Czy nie?
poniedziałek, 1 lipca 2013
Miejsca poza tekstem
Nie mam słów, by wyrazić, jak świetna jest proza Joanny Bator. Przekonałem się o tym już przy "Piaskowej Górze". Upewniam się o tym, czytając "Ciemno, prawie noc" - zasłużenie nominowaną do nagrody Nike.
O czym jest najnowsza książka Bator?
![]() |
| Zespół rezydencjonalny. Wałbrzych - Książ, ul. Piastów Śląskich 1 (c) Jass sw (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons |
wtorek, 25 czerwca 2013
Nike - nominacje: Szczepan Twardoch || Warszawa 1939
Jakiś czas temu ogłoszono nominacje do najważniejszej (chociaż konkurencja depcze po piętach...) nagrody literackiej w Polsce, czyli Nike. Wśród książek: creme de la creme. Omawianie kandydatur zaczynamy od "Morfiny" (WL, 2012) Szczepana Twardocha.
Wrzesień roku 1939. Warszawa. Miasto pod okupacją. Zaczęła się wojna, ale przecież życie się toczy. Na przykład taki Konstanty Willemann, syn niemieckiego oficera oraz Ślązaczki, wcale nie garnie się do walki. Trzydzieści lat na karku, żona, syn. życie się dopiero zaczyna. I kusi swoją różnorodnością. Nawet tych najwrażliwszych.
Cóż to za książka? Cóż to za styl? Przede wszystkim jest to proza bardzo gęsta. Wymyślna. Utopiona w tłustym sosie zdań. Utkana z różnych obrazków, czasem wręcz wizji. Bohater, Konstanty Willemann, to narkoman. I bezecnik. Prowadzi się lekko. A właściwie bardzo lekko. Więc mamy wojnę i mamy wolnego duchem. Wolnego duchem a przede wszystkim może ciałem. Co z tego wszystkiego może wyniknąć?
U Szczepana Twardocha wynika - pochwalmy to jeszcze raz - bardzo soczysta proza. "Morfina" to kaskada pasaży fabularnych, stylów, gier narracyjnych, ale bez przesady charakterystycznej dla pretensjonalnych wytworów eksperymentatorskich. Twardoch skupia się na opowiedzeniu historii i wprowadzeniu w odpowiedni nastrój.
Momentami wulgarna - jak widać - a częściej bezwzględna i bardzo smaczna proza Twardocha to, miejmy nadzieję, początek tryumfalnego marszu na mainstreamowe salony. Bo pisarz do debiutantów nie należy wcale. Choć dopiero teraz dowiedziała się o nim publiczność na szeroką skalę.
Nominacja w pełni zasłużona!
***
Trwa konkurs, w którym do wygrania książki Romy Ligockiej.
Wrzesień roku 1939. Warszawa. Miasto pod okupacją. Zaczęła się wojna, ale przecież życie się toczy. Na przykład taki Konstanty Willemann, syn niemieckiego oficera oraz Ślązaczki, wcale nie garnie się do walki. Trzydzieści lat na karku, żona, syn. życie się dopiero zaczyna. I kusi swoją różnorodnością. Nawet tych najwrażliwszych.
I nie śpię do rana. Zamiast snu: pytania. Kim ja jestem? Po co jestem? A może raczej, przede wszystkim: dlaczego jestem łajdak, świnia, zero moralne, podlec. Mógłbym być, kim chcę, mam wszystko, aby być wielkim, wytresowano mnie do wielkości, mógłbym być wielkim w połowie Europy, w Berlinie i Warszawie, dano mi szanse, których mało komu dano aż tyle, a ja tylko piję, piłem w Cristalu albo w Gastronomii, piję, odurzam się i rysuję gołe facetki, a każda goła facetka, którą narysuję, jest moją zwyciężczynią, zwycięża mnie, pokonuje, każda naga facetka, która narysuję, ma mnie w swym posiadaniu. Dlatego prawie już nie rysuję. Nie jestem artystą, trochę tylko sobie udawałem. Jestem nikim tym więcej, tym bardziej, im więcej mi dano, im więcej otrzymałem, tym większa podłość moja, łajdactwo moje, nędza moja i klęska moja. Ja, nieja, niktja.
Cóż to za książka? Cóż to za styl? Przede wszystkim jest to proza bardzo gęsta. Wymyślna. Utopiona w tłustym sosie zdań. Utkana z różnych obrazków, czasem wręcz wizji. Bohater, Konstanty Willemann, to narkoman. I bezecnik. Prowadzi się lekko. A właściwie bardzo lekko. Więc mamy wojnę i mamy wolnego duchem. Wolnego duchem a przede wszystkim może ciałem. Co z tego wszystkiego może wyniknąć?
U Szczepana Twardocha wynika - pochwalmy to jeszcze raz - bardzo soczysta proza. "Morfina" to kaskada pasaży fabularnych, stylów, gier narracyjnych, ale bez przesady charakterystycznej dla pretensjonalnych wytworów eksperymentatorskich. Twardoch skupia się na opowiedzeniu historii i wprowadzeniu w odpowiedni nastrój.
Jureczek. Jureczku: dlaczego tatuś ci to robi, dlaczego wlewa sobie w żyły płynne szczęście, płynne pieniądze, złotówki płynne, które powinien raczej na twoją przyszłość zachować, zaoszczędzić, złoto kupić, w ustronnym miejscu zakopać, a tatuś kochany w swoje żyły i w żyły tej ciemnowłosej kurwy płynną radość i ukojenie wlewa ze strzykawki złotoigłej i złotojelcej, pięknej strzykawki.
Momentami wulgarna - jak widać - a częściej bezwzględna i bardzo smaczna proza Twardocha to, miejmy nadzieję, początek tryumfalnego marszu na mainstreamowe salony. Bo pisarz do debiutantów nie należy wcale. Choć dopiero teraz dowiedziała się o nim publiczność na szeroką skalę.
Nominacja w pełni zasłużona!
***
Trwa konkurs, w którym do wygrania książki Romy Ligockiej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)









