Kazimierz Orłoś: "Pierwsze wersje tekstu bywają bardzo pokreślone. Na pewno są nie do odczytania przez kogokolwiek: piszę skracając słowa, opuszczając litery, skreślając dużo, przenosząc zdania i ustępy na inne strony, aby potem umieścić w odpowiednim miejscu itp.".
 |
Kazimierz Orłoś
fot. Krzysztof Dubiel dla Instytutu Książki |
Marcin Wilk: Czy żona pomaga Panu przy pracy nad książką?
Kazimierz Orłoś: Tak, w ostatnich latach na pewno przy Dziewczynie z ganku, Letniku z mierzei, Domu pod Lutnią, a ostatnio przy Dziejach dwóch rodzin. Przepisuje w komputerze fragmenty tekstu, który jej dyktuję. Poza tym jest pierwszą czytelniczką, a raczej słuchaczką, bo zwykle głośno czytam to, co uznaję za mniej więcej gotowe do przepisywania z zeszytu lub z kartek.